Tychy. Jeden skok może zmienić całe życie. 26-latek w ciężkim stanie w szpitalu

Tragiczny wypadek w Tychach. Młody mężczyzna skoczył na główkę do Jeziora Paprocańskiego i z urazem kręgosłupa trafił do szpitala. - Skoki na główkę do wody są bardzo niebezpieczne i mogą zakończyć się ciężkim kalectwem - mówi nam Maria Biedal z Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji w Reptach .

Sezon wakacyjny to dla wielu czas wypoczynku nad wodą. Służby apelują jednak, by był to wypoczynek bezpieczny. Niestety zdarzają się nieszczęśliwe wypadki. Do niektórych poszkodowani sami się przyczyniają. Tak było w przypadku 26-latka, który w niedzielę (7 sierpnia) skoczył na główkę do Jeziora Paprocańskiego w Tychach. To zakończyło się dla niego poważnym urazem kręgosłupa.

Młody mężczyzna stracił przytomność. Z wody wyciągnęli go świadkowie, którzy także powiadomili służby. Interweniował śmigłowiec LPR. 26-latek - w ciężkim stanie - został przetransportowany do szpitala w Sosnowcu. Wszystko działo się poza strzeżonym kąpieliskiem. 

Skoki na główkę bardzo niebezpieczne

Przez brawurę do takich zdarzeń w wakacje dochodzi często. - Skoki na główkę do wody są bardzo niebezpieczne i mogą zakończyć się ciężkim kalectwem - mówi kierownik działu fizjoterapii Górnośląskiego Centrum Rehabilitacji w Reptach Maria Biedal. - Uderzając głową o taflę wody, może dojść do uszkodzenia całego odcinka szyjnego i wszystkich struktur rdzenia kręgowego. Jeśli ktoś ma szczęście, taki niefortunny skok do wody - w najlżejszym przypadku - kończy się stłuczeniem rdzenia kręgowego. Wtedy paraliż ciała jest krótkotrwały i po pewnym czasie zanika - wyjaśnia ekspertka. Każdy pacjent, który ma w jakimś stopniu ten rdzeń uszkodzony, niestety skazany jest na kalectwo. Gdy dojdzie do przerwania rdzenia, pacjenta czeka wózek inwalidzki do końca życia.

- W każdym z tych przypadków wymagana jest intensywna rehabilitacja - podkreśla Maria Biedal. I dodaje, że w najcięższych sytuacjach praca z fizjoterapeutą zaczyna się już na OIOMie, gdzie trafia poszkodowany tuż po urazie. Potem, w miarę odzyskiwania sprawności, taka osoba musi nauczyć się funkcjonowania w nowej rzeczywistości. - To ciężki i długotrwały proces, bo tak naprawdę trzeba nauczyć się życia na nowo, w wielu sytuacjach uzależnionego od pomocy innych. Trzeba też nauczyć się radzić sobie z przeszkodami, choćby architektonicznymi - opowiada nasza rozmówczyni.

Żałoba po dotychczasowym życiu

Maria Biedal w swojej pracy zawodowej spotkała wielu pacjentów, dla których skok na główkę do wody skończył się ciężkim kalectwem. Jak mówi, to osoby, które nie powtórzyłyby tego czynu. Wszyscy bardzo żałują utraty sprawności i przechodzą okres żałoby po dotychczasowym życiu. Każda z nich musi też przejść długą drogę, by być sprawnym w nowej formie.

W nauce nowego życia na wózku inwalidzkim pomagają zajęcia z aktywnej rehabilitacji. Niezbędne jest też wsparcie psychologów. W Reptach pracuje ich 15. Do każdego pacjenta podchodzą indywidualnie. Wspierają w radzeniu sobie z obniżeniem nastroju, depresją, lękiem i stresem po wypadku.

Dlatego ratownicy wodni, lekarze, ale też osoby, które zapłaciły zdrowiem za taki "wyczyn", apelują by zachować zdrowy rozsądek, bo w wielu sytuacjach sami odpowiedzialni jesteśmy za swoje bezpieczeństwo. Podczas wypoczynku nad wodą pamiętajmy, aby korzystać tylko z kąpielisk strzeżonych przez ratowników i nie przeceniać swych umiejętności. Nigdy też nie wchodźmy do wody pod wpływem alkoholu.

Z danych, jakie przekazała policja wynika, że od początku roku w województwie śląskim utonęło już 12 osób. Większość z nich wcześniej piła alkohol. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny