Zamiast pracować, liczą straty. "Ja się nie dziwię ludziom. Sama się boję teraz jeść te ryby"

Rybacy znad Zalewu Szczecińskiego czekają z niepokojem na falę śniętych ryb, która dotarła do okolic Szczecina. To jedna z grup, które mogą być najbardziej poszkodowane w wyniku katastrofy ekologicznej w Odrze. - Jesteśmy w szczycie sezonu połowowego, do którego przygotowywaliśmy się od wielu miesięcy - załamują ręce.
Zobacz wideo

Prewencyjnie na Zalewie Szczecińskim (podobnie jak na Odrze) od piątku obowiązuje zakaz korzystania z rzeki, w tym łowienia ryb. Dla rybaków oznacza to duże straty. Jak mówi nam prezes Stowarzyszenia Szczecińska Grupa Producentów Ryb Paweł Kuźmiński, dla każdego rybaka codziennie to przekłada się na setki kilogramów ryb, a co za tym idzie, tysiące złotych. - Jesteśmy w szczycie sezonu połowowego, do którego przygotowywaliśmy się od wielu miesięcy - załamuje ręce.

Dla rybaków czas od połowy sierpnia do połowy października to prawdziwe żniwa. Teraz, kiedy obowiązuje zakaz połowu (który pewnie zostanie przedłużony), zamiast pracować - liczą straty.

Nieodebrane ryby, pusto w smażalniach

W magazynach rybaków z Trzebieży nad Zalewem Szczecińskim dodatkowo zalegają nieodebrane ryby. - To zamówienia jeszcze sprzed wprowadzenia zakazu połowu. Z jednej strony nieodwołane, ale z drugiej nieodebrane. A za chwilę będziemy kontaktować się z kontrahentami, żeby decydować, co dalej - mówi rybak.

Smażalnie w Trzebieży też świecą pustkami. - Ja się nie dziwię ludziom. Sama się boję teraz jeść te ryby - mówi ekspedientka jednej z nich.

Rekompensaty?

Rybacy z Trzebieży liczą na to, że to, co zabijało ryby w Odrze, nie będzie już niebezpieczne w Zalewie Szczecińskim. - Oczekujemy na decyzje, przede wszystkim na wyniki badań, czy woda nie jest zatruta. Na razie my tego nie widzimy. Chcemy wiedzieć przede wszystkim, czy ryby są zdrowe, kiedy będzie można je łowić i wprowadzać do obrotu, do sprzedaży - wylicza Paweł Kuźmiński.

- W związku z katastrofą ekologiczną na Odrze Zarząd Województwa Zachodniopomorskiego zaapelował do premiera Mateusza Morawieckiego o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej lub specustawy, która pozwoliłaby na elastyczne działanie w bardzo dynamicznie zmieniającej się sytuacji - mówi rzeczniczka marszałka Gabriela Wiatr. Marszałek Olgierd Geblewicz liczy także na wypłacenie odszkodowań lub rekompensat dla przedsiębiorców, którzy z dnia na dzień stracili możliwość zarobkowania i utrzymania.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny