Szczecin. Lasy jak kartka papieru. Wystarczy iskra, by stanęły w płomieniach. "Sytuacja jest tragiczna"

Prawie w całym kraju mamy najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. W Zachodniopomorskiem deszczu nie było od kilku tygodni. Wystarczy iskra, by doszło do pożaru. Tylko w maju na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie las płonął już 34 razy.
Zobacz wideo

- Nie mogę nawet powiedzieć, że sytuacja jest zła, bo tak naprawdę jest tragiczna - załamuje ręce Maciej Lipka, specjalista ds. ochrony przeciwpożarowej z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie. Od wielu tygodni porządnie nie padało. Drobne, przelotne opady deszczu zatrzymywały się na koronach drzew. Wilgotność ściółki leśnej w wielu miejscach nie przekracza 10 procent. - To symboliczna granica, bo taką wilgotność ma kartka papieru, a wszyscy wiemy, jak niewiele trzeba, by zapalić kartkę papieru - kwituje Lipka.

Czy lasy będą zamknięte dla spacerowiczów?

Większość pożarów w lasach wywołują ludzie. Nierzadko są to celowe podpalenia, jednak masa zdarzeń to zaprószenie ognia przez przypadek. Niedopałek papierosa, wyrzucona szklana butelka, rozgrzane auto zaparkowane w nieodpowiednim miejscu - tyle wystarczy, by las zaczął płonąć.

Mimo prawnych możliwości Lasy Państwowe nie planują w tej chwili wprowadzać zakazu wstępu. - Zdajemy sobie sprawę, że las przyciąga spacerowiczów, wypoczywających na rowerach czy konno. Wyegzekwowanie takiego zakazu byłoby bardzo trudne. Jednocześnie w ponad 50 procentach o pożarze w lesie dowiadujemy się w pierwszej kolejności właśnie od spacerowiczów. To dodatkowe pary oczu - podkreśla specjalista ds. ochrony przeciwpożarowej.

Dlatego Lasy Państwowe - zamiast zakazywać wstępu do lasu - apelują o rozsądek podczas wizyt na łonie natury i alarmowanie straży pożarnej, gdy zauważymy nawet najmniejszy dym.

Liczby robią złe wrażenie

Tylko w maju i tylko na terenie szczecińskiej dyrekcji wybuchły 34 pożary. Od początku roku to już 133 pożary, podczas których spłonęły łącznie 32 hektary lasów. - Leśników czeka teraz ogromna praca. By przywrócić te tereny do stanu pierwotnego, potrzebne będą lata - stwierdza Maciej Lipka.

Niestety w najbliższym czasie na północno-zachodnich krańcach Polski nie zanosi się na większy deszcz. Prognozowane są co najwyżej przelotne opady, które nie wystarczą nawet dla przydomowych trawników, nie mówiąc już o lesie. Według specjalistów w lasach, ale również na polach, jest tak sucho, że potrzeba kilku tygodni z większymi opadami, by sytuacja wróciła do względnej normalności.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny