"Zdziwili się, gdy zaproponowałam czaszkę kawy". Ukraińcy uczą się języka polskiego i wcale nie jest łatwo

W Szczecinie ruszają kursy języka polskiego dla Ukraińców. Nasze języki, choć są podobne, czasem jednak zaskakują różnicami. - Rodzina, u której mieszkałam, była mocno zdziwiona, kiedy spontanicznie zaproponowałam czaszkę kawy do śniadania - mówi mieszkająca w Szczecinie Oksana.
Zobacz wideo

Oksana przyjechała z Winnicy do Szczecina dwa lata temu. Za naukę języka polskiego zabrała się sama, bo wydawało jej się, że polski i ukraiński mają więcej podobieństw niż różnic. I rzeczywiście, słuchając Polaków, w większości rozumiała z kontekstu, o czym mówią. Gorzej szło z czytaniem.

- W polskim macie charakterystyczne dla waszego języka litery: ś, ć, ż, ł albo ą. Do dziś stanowią one dla mnie trudność - przyznaje. - Ale od początku pobytu w Polsce starałam się mówić po polsku. Pomagał i przeszkadzał mi w tym Google Translator, bo przez jego błędne podpowiedzi do dziś mówię "przyszedłam" zamiast "przyszłam" i wciąż mam problem z odmianą czasowników "jeść", czy "robić" - uśmiecha się Oksana.

Niektóre słowa po polsku i ukraińsku mają zupełnie inne znaczenie. Na przykład zdanie: "Zwiń proszę dywan, robiąc porządki" dla Ukraińca jest zupełnie nieczytelne, bo po ukraińsku "dywan" to kanapa albo sofa. I jej się zwinąć nie uda. Oksana przyznaje, że w trakcie jej pobytu w Polsce zdarzały się różne zabawne sytuacje, związane właśnie z językiem. 

- Rodzina, u której mieszkałam na początku pobytu w Polsce, była mocno zdziwiona, kiedy spontanicznie zaproponowałam czaszkę kawy do śniadania. Dla mnie to nic dziwnego, bo "czaszka" to po ukraińsku "kubek". A Polacy robili wielkie oczy - wspomina. - Pamiętam też moje zdumienie, kiedy w nowej pracy polskie koleżanki umawiały się, żeby w weekend pochodzić po sklepach. A słowo "sklep" po ukraińsku znaczy tyle co "nagrobek" albo "grobowiec" - opowiada dalej nasza rozmówczyni.

I podaje, że wśród wyrazów, które znaczą zupełnie coś innego są też: "kit", czyli nasz polski "kot", "bogato" - czyli "dużo" albo "zapomnieć", które po ukraińsku brzmi jako "zapamietaty" i brzmieniowo to dokładnie coś odwrotnego. 

Oksana - po ponad dwóch latach pobytu w Szczecinie - mówi po polsku na tyle dobrze, że w ostatnich dniach zgłosiła się do pomocy uchodźcom, jako tłumaczka. I pomogła wielu osobom. Z kilkoma powędrowała też do polskich urzędów, by doradzić w rejestracji. - Udało się nam przebrnąć przez formalności i polskie dokumenty - nie kryje zadowolenia.

Nauka języka to nie tylko gramatyka.

Uniwersytet Szczeciński, chcąc pomóc nowo przybyłym uchodźcom odnaleźć się w Polsce, przygotował bezpłatny kurs języka polskiego. Uczelnia zaprasza na 10 weekendowych stacjonarnych spotkań, każde po trzy godziny. Start - 26 marca.

- To pozwoli oswoić się z językiem i poznać podstawowe zwroty, które ułatwią codzienne sprawy w sklepach czy urzędach - mówi dr Agnieszka Szlachta z Wydziału Humanistycznego US. - Stawiać będziemy na komunikację. Na gramatykę przyjdzie czas później - dodaje. Już pierwsza edycja kursu spotkała się z ogromnym zainteresowaniem. Zgłosiło się około 600 chętnych. - W przyszłości pomyślimy o przygotowaniu kursu on-line tak, aby każdy chętny do nauki mógł się uczyć - zapowiada dr Szlachta.

To samo potwierdzają przedstawiciele prywatnych szkół językowych w Szczecinie. Kurs języka polskiego trwa u nich pięć miesięcy i kosztuje niemało, bo 2000 złotych. - Ale i tak mamy trzy razy więcej chętnych niż miejsc. Pilnie szukamy mówiących po ukraińsku lektorów języka polskiego - usłyszeliśmy w jednej ze szkół w centrum miasta.

W Szczecinie pomyślano także o najmłodszych. Świetlica przy salezjańskiej parafii św. Jana Bosko zaprasza na popołudniowe spotkania, gdzie nauka połączona będzie z zabawą. I w ten sposób ukraińskie dzieci będą oswajać się z językiem polskim. Zajęcia organizowane są bezpłatnie.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny