Szczecin. Ponad 3 tysiące hektarów poszło pod topór. "Rzeź zdrowych drzew" czy "gospodarka leśna"?

Zamiast gospodarki leśnej, mamy do czynienia z gospodarką rabunkową - alarmuje poseł PO ze Szczecina Arkadiusz Marchewka. W interpelacji do ministra środowiska pyta o skalę wycinki, ale również o to, gdzie trafia drewno wycięte w naszych lasach. Polscy przedsiębiorcy skarżą się, że coraz trudniej kupić drewno od Lasów Państwowych.
Zobacz wideo

W ciągu ostatnich sześciu lat tylko na terenie trzech puszczy wokół Szczecina wycięto ponad 3 tysiące hektarów lasu. Skalę wycinki widać gołym okiem, a najsmutniej wygląda to w Puszczy Bukowej w Szczecinie. Pod topór idą zdrowe, dorodne buki. Ścieżki spacerowe są rozjechane przez ciężki sprzęt. - Lasy Państwowe nazywają to "gospodarką leśną", ale jak się popatrzy na tę masakrę, wyrzynanie drzew i niszczenie dróg leśnych, to przypomina to bardziej gospodarkę rabunkową - mówi poseł Arkadiusz Marchewka (PO), który w sprawie wycinki złożył interpelację do Ministra Środowiska i Lasów Państwowych. Pyta w niej m.in. o to, gdzie trafia drewno z lasu.

- Z jednej strony mamy masową wycinkę, a z drugiej zgłaszają się do mnie właściciele tartaków, którzy twierdzą, że nie mogą kupić drewna w Lasach Państwowych i grozi im bankructwo. Stowarzyszenia producentów drzewnych przekazują, że nawet milion metrów sześciennych polskiego drewna rocznie trafia na eksport - wylicza poseł Marchewka.

Wycinki drzew w SzczecinieWycinki drzew w Szczecinie Arkadiusz Marchewka, PO

Nawet pracownicy w lasach rozgoryczeni

Wycinka drzew odbywa się rękami pracowników prywatnych przedsiębiorców. To kilka tysięcy zakładów usług leśnych zatrudniających w sumie 40 tysięcy osób i dysponujących ciężkim sprzętem. Firmy działają na zlecenie Lasów Państwowych.

Na początku lutego Stowarzyszenie Przedsiębiorców Leśnych im. Mieczysława Wierzbickiego w Gołuchowie przesłało do Premiera RP petycję. Apelowali o podjęcie działań przeciwko destabilizacji rynku usług leśnych w naszym kraju, wynikającej z "nieodpowiedzialnej postawy kierownictwa Lasów Państwowych".

Stowarzyszenie wylicza, że aż 73 proc. firm tego sektora planuje stopniowe odejście od współpracy z Lasami Państwowym w najbliższych miesiącach. Powodem nie jest skala wycinki a "oferowane przez nadleśnictwa niskie stawki, nieadekwatne do zmieniających się warunków rynkowych" - jak czytamy w petycji do premiera.

W dokumencie znajdziemy także informacje, że ceny drewna osiągają rekordowe poziomy, a Lasy Państwowe w 2021 roku uzyskały zysk w wysokości 1 mld złotych.

"Nie wycinamy więcej, tylko bliżej"

Lasami wokół Szczecina administruje Nadleśnictwo Gryfino. Zastępca nadleśniczego Daniel Pogorzelec przekonuje, że skala wycinki wcale nie jest większa niż w poprzednich latach. Spójrzmy więc na dane. W okresie 2007-2016 w Puszczy Bukowej wycięto 350 tysięcy metrów sześciennych drewna, na lata 2017-2026 zaplanowano wycinkę ponad 500 tysięcy metrów sześciennych. - To prawda - przyznaje Pogorzelec, ale zastrzega, że plany to jedno, a ich realizacja to drugie.

- W poprzednich 10 latach, bo na taki okres planuje się gospodarkę leśną, plan zakładał większą wycinkę, a plan został zrealizowany w 70 procentach i zapewne ten także zostanie zrealizowany na takim poziomie. To jest las, tego się nie da policzyć jak w fabryce śrubek - przekonuje zastępca nadleśniczego.

- Nie wycinamy więcej lasów, tylko bliżej szlaków spacerowych i wycinka jest bardziej widoczna. Mnie to cieszy, że w Polsce wszyscy się martwią o lasy, bo chyba jesteśmy jedynym narodem w Europie, który tak się martwi o lasy, a jednocześnie każdy chciałby mieć pełno drewna wkoło siebie - mówi dalej Pogorzelec. I wylicza: "Siedzimy na drewnianych krzesłach, przy drewnianych stołach i wkoło mamy drewniane meble. Na głowy nam nie kapie, bo więźba dachowa zrobiona jest z drewna, a notatki spisujemy na papierze". - Czym chcemy zastąpić drewno? Plastikiem? - pyta retorycznie Pogorzelec.

Gdzie trafia polskie drewno?

Na zarzut, że nawet milion metrów sześciennych polskiego drewna rocznie trafia na eksport, zastępca nadleśniczego odpowiada: "Sprzedaż drewna za granicę, do Unii Europejskiej, to w skali lasów jest kwestia nieprzekraczająca kilku procent. Jesteśmy na otwartym rynku i to nie leśnicy są decydentami kto może, a kto nie, kupować polskie drewno". Jak przekonuje Daniel Pogorzelec, nasze drewno trafia co najwyżej do naszych sąsiadów, bo transport drewna jest tak drogi, że nie opłacałoby się wywozić go nie tylko do Chin czy USA, ale nawet do Francji.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny