"Zobaczyć go z bliska to był ewenement, a zagrać? Niemożliwe!". Do Warszawy wróci cenny stradivarius?

Niezwykle cenne skrzypce wykonane przez lutnika Antonia Stradivariego odnaleziono we Francji. To prawdopodobnie instrument, który został skradziony po Powstaniu Warszawskim z Muzeum Narodowego. Teraz mogą kosztować nawet 10 milionów dolarów. - Stradivari budował instrumenty, które wyprzedziły jego czasy - mówi nam wybitny skrzypek Janusz Wawrowski.
Zobacz wideo

Francuskie media obiegła w ostatnich dniach wiadomość o niezwykłym znalezisku. Do organizacji Musique et Spoliations, która zajmuje się poszukiwaniem skradzionych instrumentów, miała zgłosić się osoba posiadająca cenne skrzypce wykonane przez lutnika Antonia Stradivariego. Trwa ustalanie ich historii. Z dużym prawdopodobieństwem może to być instrument skradziony w 1944 roku z Muzeum Narodowego w Warszawie.

Skąd skrzypce w muzeum?  W 1939 roku znany przemysłowiec Henryk Grohman przekazał w depozyt warszawskiemu Muzeum Narodowemu skrzypce Stradivariusa, potocznie zwane Lauterbachem - od nazwiska Johanna Christiana Lauterbacha, koncertmistrza królewskiej orkiestry w Dreźnie, który grał na nich przed laty. Cenny instrument znajdował się w muzeum w czasie II wojny światowej, ale miał zostać znaleziony przez Niemców w 1944 roku, po wybuchu Powstania Warszawskiego.

Francuscy eksperci są w kontakcie z Muzeum Narodowym, by ustalić prawowitego właściciela instrumentu. Na jedynych skrzypcach Stradivariusa należących do Polaka gra jeden z najwybitniejszych współczesnych skrzypków Janusz Wawrowski. Przy okazji francuskiego odkrycia, rozmawialiśmy z nim o wyjątkowości instrumentów Stradivariego. 

Bardzo dużo mówi się ostatnio o tym, że we Francji odnaleziono skrzypce Stradivariusa i że najprawdopodobniej jest to instrument skradziony z Polski. Skąd w ogóle takie zainteresowanie tym tematem? Czy skrzypce Stradivariusa są w jakiś sposób wyjątkowe? 

Owszem. Wyjątkowe pod tym względem, że zostały zrobione przez Antonia Stradivariego, uważanego za najlepiej rozreklamowanego lutnika wszech czasów, ale też na pewno jednego z najwybitniejszych. Robił genialne instrumenty. Poświęcił na to swoje bardzo długie życie. (...) Oprócz tego, że był utalentowany, to był też niezwykle dociekliwą osobą - pracował z matematykami, obliczając geometrię odpowiedniej akustyki dźwięków. Prowadził swój warsztat alchemiczny, gdzie wymyślał receptury na lakier. Można wręcz powiedzieć, że był naukowcem, nie tylko rzemieślnikiem.

Myślę, że ta jego pracowitość plus wielki talent, wyczucie drewna oraz czasy, w jakich żył i do jakiego drewna miał dostęp, złożyły się na to, że instrumenty spod jego rąk wychodziły genialne. Do dzisiaj funkcjonują i są absolutnie porównywalne z topowymi współczesnymi instrumentami, jeśli chodzi o dźwięk. Do tego jeszcze dochodzi historia - te instrumenty to kilkusetletnie zabytki i to również daje niesamowitą wartość. 

Czytałam o takim badaniu, w którym dano muzykom różne instrumenty, zasłonięto oczy, próbowano zmylić zapachem i okazało się, że nie rozpoznali skrzypiec Stradivariusa. Czy rzeczywiście kiedyś dźwięk tych konkretnych skrzypiec był wyjątkowy, a teraz już można stworzyć instrumenty, które w brzmieniu będą porównywalne? 

To jest bardzo skomplikowany temat. (...) Wiele stradivariusów słynie z tego, że przy uchu nie brzmią mocno, ale za to przebijają się przez wielką salę. Niesamowicie drylują ucho ludzkie. Mają coś takiego w swoich częstotliwościach, co powoduje, że w oddali są niezwykłe. W zasadzie im dalej się idzie, tym one bardziej docierają do naszego ucha. Ponoć wzorem brzmienia skrzypiec dla Stradivariego miał być niski kobiecy głos. (...)

A zatem w tym badaniu może lepiej byłoby zbadać dźwięk instrumentu z perspektywy słuchacza, na przykład na bardzo dobrej sali. Wtedy te różnice mogą być odczuwalne.

Drugą kwestią jest czas, w którym były tworzone instrumenty Stradivariego. Wtedy nie było takich strun, jak dzisiaj są. Dawniej używano baranich jelit, by robić struny. W XX wieku zastąpiono je najpierw nylonem, potem nowoczesnymi miksturami syntetycznych tworzyw. Te struny są zupełnie inne niż kiedyś. Gdy Stradivari tworzył instrumenty, również sama konstrukcja szyjki - czyli miejsca, gdzie zamocowany jest gryf - była inna, ponieważ te skrzypce były przystosowane do mniejszych napięć i montowane pod innym kątem. Dopiero gdy w muzyce skończył się barok, zaczęto wszystkie instrumenty przerabiać - wycinano im te szyjki i wstawiano nowe. 

Stradivari w ogóle konstruował instrument pod inne warunki napięcia i pod inne struny, a także pod inne smyczki - wtedy nie było smyczków o takim kształcie jak teraz. I to właśnie również jest jego niesamowity geniusz - on budował instrumenty, które same w sobie technologicznie wyprzedziły inne sprzęty dodawane do skrzypiec. Te instrumenty dzisiaj, na tych nowych strunach, na tych nowych napięciach, nadal wytrzymują i brzmią niesamowicie.

Te skrzypce znalezione we Francji prawdopodobnie pochodzą z początku XVIII wieku. Czy uważa pan, że taki instrument jeszcze w ogóle jest zdatny do grania? 

Zależy to od wielu czynników. Niektóre instrumenty, które przetrwały nawet kilkaset lat, ale były zaopiekowane przez jakiegoś lutnika i trzymane w odpowiednich warunkach - mogą funkcjonować. Są znane instrumenty smyczkowe, które mają nawet 500 lat i grają. Czasami jednak jest tak, że instrument jest zniszczony. Ma dziury, jest porozklejany, ma częściowo osłabione płyty. Jednak wybitni lutnicy potrafią rekonstruować takie instrumenty i doprowadzać je do stanu w zasadzie pełnej używalności. To jest niesamowite!

Wiem o pewnych renowacjach trzechsetletnich instrumentów, które trwały od dwóch do czterech lat. Mówimy tutaj na przykład o uzupełnianiu płyt znajdowanym drewnem, którego trzeba szukać w starych meblach czy w innych starych instrumentach z podobnego okresu. Lutnik szuka też podobnych kształtów słojów, które będą pasowały i potem wycina odpowiedni plaster o grubości na przykład pół milimetra i wpasowuje w ten zniszczony instrument. Musi też używać odpowiednich klejów.

Lutnicy potrafią czasami osiągnąć cuda, jeżeli tylko mają odpowiednio dużo czasu, finansów i odpowiednich materiałów. Wiele instrumentów można wtedy zrekonstruować. Oczywiście one może już wtedy nie są takie w pełni oryginalne, ale dźwiękowo - mogą znowu zabrzmieć. I tu też dochodzimy do innego tematu - wartość i brzmienie nie zawsze idą w parze. Kolekcjonerzy chcą, żeby instrument był w jak największej części oryginalny i jak najlepiej zachowany, natomiast muzycy poszukują przede wszystkim dźwięku. Jeśli się uda, że w takim stradivariusie mamy i to, i to - wtedy wszyscy są zadowoleni. 

Pospekulujmy trochę - gdyby okazało się, że te skrzypce znalezione we Francji są rzeczywiście tymi, które zniknęły z Muzeum Narodowego w Warszawie i że wrócą do Polski, to powinny znaleźć się w muzeum, żeby każdy mógł je zobaczyć czy powinny grać - oczywiście, jeśli nadal nadają się do tego? 

Absolutnie! Jeśli się nadają, to powinny grać! Wracamy tu trochę do tematu brzmienia starych i nowoczesnych instrumentów. Te stare, jeśli mają podobną moc do współczesnych, mają jeszcze dodatkową słodycz - coś niepowtarzalnego. (...)

Myślę jednak, że granie i pokazywanie można pogodzić. Takim przykładem może być stradivarius, na którym gram. Dzięki ścisłej współpracy z Zamkiem Królewskim w Warszawie, instrument był często prezentowany na koncertach w Zamku, a kilkukrotnie - przez miesiąc - był pokazywany w specjalnej gablocie i zwiedzający Zamek mogli go podziwiać. 

Jest pan jedynym Polakiem grającym na stradivariusie kupionym przez Polaka. Gdy pan pierwszy raz grał na tym instrumencie, to jakie to były emocje? Czuł pan, że są to wyjątkowe skrzypce? 

Tak. Wcześniej próbowałem kilku instrumentów Stradivariego. Niektóre były przyjazne od razu, inne były przyjazne po jakimś czasie, a niektóre kompletnie nie przypadły mi do gustu. Ten instrument - mimo że czuć było, że nie grano na nim przez kilkadziesiąt lat i był taki trochę uśpiony - to miał w sobie taką gotowość, niesamowitą otwartość i potencjalną możliwość kształtowania dźwięku według własnej woli i techniki. 

Wróćmy jeszcze do wyjątkowości skrzypiec Stradivariego. Wszystkich instrumentów stworzonych przez niego jest około 650, skrzypiec - około 500. To nie jest tak, że każdy skrzypek może zagrać w swoim życiu na takim instrumencie. 

To prawda. To jest marzenie nie tylko uczniów i studentów. Choć pamiętam siebie jako studenta i nawet zobaczyć z bliska stradivariusa to już był ewenement, a zagrać - to było niemożliwe! Stradivari zrobił około 500 skrzypiec, ale do dzisiaj na pewno tyle nie przetrwało. Wiele zostało zniszczonych, wiele uległo wypadkom albo zostało spalonych. Był nawet stradivarius, który został zniszczony w katastrofie lotniczej. Niestety, zginęła wtedy też fenomenalna skrzypaczka Ginette Neveu.

Tych instrumentów jest coraz mniej. Warto podkreślić, że z tych kilkuset, które są, część jest tzw. składakami, czyli przetrwała jedna płyta albo dwie płyty, a reszta jest dorabiana. Tych oryginalnych w pełni jest na pewno dużo, dużo mniej. Często też nie są dostępne, ponieważ skrzypek, który je użytkuje ma napisane w kontrakcie, że nie wolno mu nikomu takich skrzypiec udostępniać, a grać może na nich tylko on sam.

Czasami są jednak zamożni ludzie, którzy posiadają te instrumenty, nie są muzykami i udostępniają je. Są też specjalne fundacje, które wypożyczają młodym skrzypkom stradivariusy na konkursy czy nagrania. Rzeczywiście jednak młody muzyk musi bardzo o to powalczyć, czasami wiele lat, żeby mieć dostęp do takiego instrumentu. 

Jeśli ten stradivarius z Francji trafiłby do Polski, myśli pan, że na nim zagra?

Byłoby mi na pewno niezwykle miło!

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny