Ciepłą wodę stracą za kilkanaście dni. Grzejniki już mają zimne. Walka z czasem w Kopytkowie

Walka o ciepło w kaloryferach trwa w miejscowości Kopytkowo na Pomorzu. Prywatna kotłownia, która obsługiwała pięć bloków i szkołę, z powodu drożyzny kończy działalność. Ratunkiem mają być przyblokowe stacje gazowe, jednak na rozpoczęcie ich budowy mieszkańcy ciągle czekają.
Zobacz wideo

Kopytkowo to mała wieś leżąca przy pomorskim odcinku autostrady A1. Popegeerowskie bloki są dzisiaj w prywatnych rękach. Ciepłą wodę do kaloryferów i kranów dostarczała tam kotłownia, również wykupiona przez prywatnego przedsiębiorcę. Latem jej właściciel zdecydował o zamknięciu. W mediach tłumaczył, że w związku z cenami węgla biznes nie tylko przestał się opłacać, ale trzeba było do niego dużo dopłacać.

Mieszkańcy przestraszeni

Już w lipcu mieszkańcy pięciu bloków dostali wypowiedzenia umowy dotyczącej dostawy ciepła. Znaleźli się pod ścianą. Ciepła woda ma przestać płynąć w połowie października. Jak przyznają w rozmowie z TOK FM, przyszłość widzą w czarnych barwach. - Nie idzie wysiedzieć wieczorami - kręci głową starszy mężczyzna. - Tragedia, naprawdę tragedia, jednej nocy mieliśmy już przymrozek - dodaje.

- Wczoraj sobie przywiozłem piecyk gazowy na butlę, żeby dogrzać mieszkanie, ale to nie wystarcza - słyszymy od innego z mieszkańców. - Jesteśmy już bardzo przestraszeni tym wszystkim, bo w mieszkaniu jest coraz zimniej. My młodzi jeszcze jakoś sobie poradzimy, ale mieszka tu dużo starszych osób - dodaje kolejny z zainteresowanych.

- Mam leżącą, chorą na raka matkę. Muszę ją ogrzewać elektrycznym kaloryferkiem. A woda w kranie będzie ciepła tylko do połowy października, co wtedy? - rozkłada ręce inna mieszkanka.

Stacje gazowe już blisko

Sytuację uratować mają przyblokowe stacje gazowe. Jak przekonują urzędnicy gminy Smętowo Graniczne, to jedyny sposób na zapewnienie mieszkańcom ciepła. Lokatorzy bloków musieli założyć wspólnoty mieszkaniowe, gmina wynegocjowała warunki kredytu i stałą cenę gazu przez trzy lata. Prace nad postawieniem stacji nie dotarły jeszcze do etapu montażu.

- I tak idzie nam to dosyć szybko - przekonuje wójt Anita Galant. - Wydaliśmy odpowiednie decyzje, warunki zabudowy, trwa projektowanie. Trzeba przejść to wszystko, wykonawca działa na dwieście procent - przekonuje.

Jak dodaje urzędniczka, wyzwaniem jest przystosowanie technologiczne starych bloków. Gdy uda się wszystko obliczyć, zaprojektować i przeprowadzić audyty w mieszkaniach, to sam montaż ma pójść szybko. - Powiedzieli, że wtedy będą pracować dniem i nocą - zapewnia.

"Papierologia" i pierwsza łopata

Fakt, że na razie prace przebiegają tylko na papierze mieszkańców martwi. Wielu z nich nie wierzy, że uda się zdążyć do momentu ostatecznego odłączenia ciepłej wody do bloków. - Nic się nie dzieje - pokazuje nam jedna z mieszkanek. - Pani wójt coś mówiła, że niby na pewno na 15 października będzie. Ale żeby cokolwiek było, to musiałyby być wykopane dziury, a tu nawet jeden szpadel nie został włożony w ziemię - dziwi się.

- Rozmawiam z mieszkańcami, mają rację - przyznaje pani wójt. - Tylko trzeba zwrócić uwagę, że "papierologia" nie wymaga tej "łopaty" - uspokaja. Zostawia jednak znak zapytania nad utrzymaniem terminów. - Zadamy zarządcy kotłowni pytanie, czy - gdybyśmy jednak nie zdążyli i potrzebowali dodatkowego tygodnia ciepłej wody - to zgodzi się dostarczać ją mieszkańcom - zapowiada.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny