"Źle to wygląda...". Gdynia bez oferty na oświetlenie ulic. Prąd na pozostałe potrzeby ma być pięć razy droższy

Nie ma chętnych na dostarczenie prądu do oświetlenia Gdyni, a na pozostałych poziomach funkcjonowania miasta zasilanie ma kosztować pięć razy więcej niż dzisiaj. Samorząd tego miasta otworzył w czwartek kopertę z jedyną ofertą na dostawę energii elektrycznej i podsumowuje: "Źle to wygląda...".

- To, co znaleźliśmy w kopercie, to stawka ponad 5 razy wyższa od tego, co płacimy w tym roku - informuje wiceprezydent Gdyni Katarzyna Spychała. - Jeśli przyjęlibyśmy te oferty, to z 461 zł płaconych w tym roku za megawatogodzinę musielibyśmy płacić 2450 złotych. Kwota zaproponowana przez oferenta przekracza wysokość naszego oszacowania - dodaje.

Wydatki szybują w górę

Samorządowcy analizują teraz, jaki wpływ na budżet będzie miała tak wysoka cena energii. Na pierwszych przykładach widać, że ogromny.

- Na przykład w komunikacji miejskiej, jeśli mówimy o czystym zapotrzebowaniu na energię elektryczną, to z obecnych 10,6 mln, które w tym roku przeznaczyliśmy na jej zakup, musielibyśmy w przyszłym roku przeskoczyć na kwotę 56 mln - wylicza wiceprezydent Spychała. - Dla Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego tegoroczne 3 mln zmieniłyby się w 16,2 mln. Rozmawiamy o takiej skali wydatków - podsumowuje.

Zmartwienie władz Gdyni potęguje fakt, że jedyny oferent nie zainteresował się punktem związanym z latarniami. - Nie wpłynęła żadna oferta - przyznaje Spychała. - Czyli mówiąc po polsku: nie ma nikogo chętnego, by dostarczyć energię potrzebną do oświetlenia miasta. To z pewnością oznacza konieczność powtórzenia tego przetargu. Nie ma takiej możliwości, żeby ulic w ogóle nie oświetlać - zapewnia.

Jedna koperta

Zaskoczenie budzi też fakt, że zgłosił się tylko jeden oferent. W poprzednich latach samorządowcy otwierali od czterech do sześciu kopert z ofertami.

- Zastanawia mnie, co stało się z konkurencyjnością tego rynku - nie ukrywa zdziwienia wiceprezydent. - Znajomość ekonomii kazałaby przypuszczać, że w tak trudnych okolicznościach ta konkurencyjność raczej rośnie niż maleje. Tymczasem dzieje się dokładnie odwrotnie. Kiedyś ten rynek był tak konkurencyjny, że nie tylko mieliśmy po kilka ofert, ale też dostawcy naprawdę ścigali się na ceny - opowiada, wspominając sytuację, kiedy jeden z oferentów "trochę przeszarżował" i miasto musiało się zmierzyć z jego upadłością. - To akurat była okoliczność przykra dla miasta, ale wskazuje, jaka była cenowa walka o klienta. Dzisiaj natomiast mamy tylko i aż jedną ofertę i to jest zdarzenie charakterystyczne dla całej Polski. Moim zdaniem ktoś powinien wyciągnąć z tego wnioski - dodaje Katarzyna Spychała.

Unieważnić czy "przełknąć"?

Gdynia zorganizowała przetarg na dostawę energii elektrycznej jako grupa zakupowa zrzeszająca kilkadziesiąt podmiotów - od Urzędu Miasta, przez jednostki budżetowe aż po sąsiedzkie gminy.

- To jest bardzo szeroka grupa zakupowa, kiedyś było tak, że wolumen zakupu gwarantował nam duże oszczędności, dzisiaj wydaje się, że to już przestało być aktualne - rozkłada ręce wiceprezydent.

Formalnie przetarg nadaje się do unieważnienia, ponieważ kwota zaproponowana przez oferenta przekracza kwotę oszacowania, przyjętą przez Gdynię na poziomie1850 złotych.

- Ocena ekonomiczna, czy będzie zasadne unieważnienie i na przykład powtórzenie go, czy jednak trzeba te cenę przełknąć, dopiero przed nami - przyznaje Spychała i dodaje, że decyzja zapadnie w najbliższych dniach.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Najnowsze podcasty

Więcej podcastów