Czarne chmury nad komunikacją miejską w Gdyni. "We wrześniu zabraknie kierowców"

Pogarsza się sytuacja w gdyńskiej komunikacji miejskiej. Coraz więcej kierowców rezygnuje z pracy. Związkowcy, którzy jesienią ubiegłego roku wywalczyli podwyżki, apelują do władz miasta o powrót do rozmów i dodatkowe pieniądze.
Zobacz wideo

Gdyńscy kierowcy nie ukrywają, że o skompletowanie załóg na wszystkie trasy jest coraz trudniej. - Spółka znajduje się w tragicznej sytuacji, jeśli chodzi o kierowców - opowiadają w rozmowie z TOK FM. - Na dziś są już oddelegowani pracownicy z warsztatu, którzy mają uprawnienia i swój czas pracy spędzają za kółkiem. Na część kursów trzeba jednak szukać kierowców z zewnętrznych firm - tłumaczą.

Kierowcy odchodzą

Powód to coraz częstsze odejścia z pracy. Jak wyliczają sami kierowcy, tylko od czerwca zwolniło się około 20 osób. - Nastroje są takie, że praktycznie z tygodnia na tydzień pracownicy się zwalniają. Chodzi o koszty życia, które są coraz wyższe. Do góry poszły raty kredytów, a zarobki są niewystarczające - nie ukrywa jeden z pracowników.

- Kierowca, który zwolnił się w ostatnich dniach, mówił, że rata kredytu wzrosła mu do 2,5 tysiąca złotych i - zarabiając na rękę 3,5 tysiąca - nie miał innego wyjścia - rozkładają ręce nasi rozmówcy. - Coraz częściej przeglądamy oferty pracy i szukamy czegoś za większe pieniądze. Prywatne firmy potrafią "na dzień dobry" zapłacić tysiąc złotych więcej - dodają.

Postulat - stawka godzinowa o 2 zł w górę

Związki zawodowe oczekują podwyżki w wysokości 2 złotych do stawki godzinowej. Mimo że jesienią ubiegłego roku kierowcy wynegocjowali z miastem porozumienie płacowe, obowiązujące do pierwszego kwartału przyszłego roku.

- Porozumienia mają to do siebie, że dwie strony mogą w każdej chwili je zmienić - mówi przewodniczący związkowców Stanisław Taube. - Wiemy doskonale o tym, że porozumienie zostało zawarte i zabezpiecza podwyżki płac do końca pierwszego kwartału 2023 roku. Jednak sytuacja, która jest obecnie i ta, która była, gdy negocjowaliśmy, różnią się diametralnie. Władze miasta muszą to zrozumieć. Podwyżki płac w formie aneksu do porozumienia muszą być zrealizowane i muszą być wdrożone - mówi twardo związkowiec.

Postulaty jasne, ale pieniędzy brak

Wiceprezydent Gdyni Katarzyna Gruszecka-Spychała rozmów ze związkowcami nie unika, ale na finansowe oczekiwania rozkłada ręce. - W pełni rozumiem postulaty związkowców. Wszyscy widzimy, że żyje się trudniej. Jednak spełnienie tych postulatów w tym momencie byłoby niezwykle trudne - przyznaje.

Jak przekonuje przedstawicielka samorządu, sytuacja budżetowa Gdyni jest dramatyczna. Winna temu jest - jej zdaniem - władza centralna, Polski Ład oraz związane z nim straty dla miejskiego budżetu. Jako kolejny element wskazuje "nieskuteczną" walkę rządu z kryzysem i galopującą inflacją.

- W tej sytuacji najważniejsze jest, aby organizacje związkowe zrozumiały, że prawdziwym adresatem ich uzasadnionych i słusznych postulatów nie jest samorząd ani gdyński, ani jakikolwiek inny, ale rząd - podkreśla wiceprezydent. - Mam nadzieję, że wspólnie z organizacjami związkowymi będziemy w stanie wywrzeć taką presję na rząd, aby znaleźć rozwiązania, które - po pierwsze - doprowadzą do tego, że pracownicy będą w stanie zapewnić sobie godne życie za swoją ciężką pracę, a samorządy nie będą zmuszone zaprzestać świadczenia usług publicznych, które są niezbędne dla mieszkańców - dodaje.

We wrześniu autobusy nie pojadą?

Związkowcy ostrzegają, że bez finansowego gestu ze strony władz miasta kierowcy będą odchodzić lawinowo. W efekcie już po wakacjach konieczne będzie ograniczanie kursów z powodu braku pracowników. 

- Jeśli samorząd nie zatrzyma kierowców, którzy pracują tu od lat i nie zachęci również nowych, to we wrześniu komunikacja miejska będzie stawiała na kołkach nowoczesne autobusy, którymi się chwalą władze miasta, bo nie będzie ich komu prowadzić - podsumowuje związkowiec.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny