"Powiedział, że mam mówić po rosyjsku". Mieszkająca w Gdańsku Ukrainka złożyła skargę na lekarza

Mieszkająca w Gdańsku Ukrainka złożyła skargę na pochodzącego z Krymu lekarza, który przyjmował ją w Punkcie Doraźnej Pomocy Medycznej. Medyk, według relacji kobiety, miał zbagatelizować jej objawy, domagać się, by mówiła po rosyjsku i zrobić jej "polityczny wykład".
Zobacz wideo

Alona przyjechała z Charkowa. Uciekła przed wojną, schronienie znalazła w Gdańsku. Jak sama mówi, chciałaby wrócić do domu w Ukrainie, ale w Trójmieście czuje się dobrze - jakby mieszkała tu od zawsze. W rozmowie z nami często podkreśla, jak bardzo ceni pomoc Polaków. Tym bardziej dziwi się, że w polskim szpitalu pracuje "Rosjanin, który chyba nienawidzi Ukraińców".

"Proszę mówić po rosyjsku"

Z pomocy lekarza Alona musiała skorzystać w piątek. Do Punktu Doraźnej Pomocy Medycznej przywiozła ją przyjaciółka. - Przyjął mnie lekarz bez identyfikatora. Wyglądał na 50 lat. Mówił, że mieszka na Krymie - relacjonuje w rozmowie z TOK FM Ukrainka. - Od razu zapytał, co mi dolega, po rosyjsku. Odpowiedziałam mu po ukraińsku, na co stanowczym tonem powiedział, że mam mówić po rosyjsku. Powtórzyłam, że mogę mówić po ukraińsku, mogę mówić po polsku, ale nie po rosyjsku. Było widać, że mu się to nie spodobało - wspomina.

"Wy Ukraińcy niczego nie rozumiecie"

Alona - jak dodaje - próbowała wytłumaczyć lekarzowi, że nie chce mówić po rosyjsku, bo jest Ukrainką, w Ukrainie jest wojna i wielu bliskich jej ludzi z rąk Rosjan zginęło. Usłyszała, że już był u niego taki pacjent, który "nie chciał mówić do lekarza językiem wroga". Mężczyzna miał też zapewniać, że "nie jest wrogiem, jest lekarzem".

- Powiedziałam, że powinien spróbować to zrozumieć, bo Rosjanie cały czas bombardują Ukrainę. Wtedy zrobił mi taki wykład polityczny, że nie mamy wojny w Ukrainie, że to po prostu USA coś dzielą. Powiedział, że my - Ukraińcy - niczego nie rozumiemy, co tam się dzieje. To był długi wykład - wspomina ze smutkiem nasza rozmówczyni.

Badanie nieprofesjonalne i odzierające z godności

Według kobiety wywód lekarza trwał znacznie dłużej niż samo badanie. Alona przyszła po pomoc z bólem brzucha i nerek. Według jej relacji, czynności medyczne ograniczyły się do dotykania brzucha, pytania, co jadła wcześniej i stwierdzenia, że nic jej nie dolega. Miała dostać zalecenie, że powinna pić wodę z solą.

- Lekarz komentował moją urodę. Mówił, że mam piękne dłonie. Pytał, czy ktoś już mi to mówił - wspomina dalej Alona. - Dokonał też zaskakującego gestu zajrzenia pod bieliznę. Mam tam bliznę po operacji. Może chciał ją zobaczyć, ale powinien o to zapytać - dodaje. Kobieta przyznaje, że czuła się poniżona.

Inny szpital, inny świat

Ukrainka opuściła gabinet lekarza ze łzami w oczach. Nie otrzymała dokładnych zaleceń, żadnej recepty ani skierowania na badania. Jest przekonana, że wizyta nie została nawet wpisana do systemu. Przyjaciółka zawiozła ją do drugiego szpitala, na gdańską Zaspę. Tam - po kilkugodzinnej obserwacji i przeprowadzeniu serii badań - lekarz stwierdził zapalenie nerek, przepisał leki i zwolnienie z pracy.

W tym czasie jej przyjaciele próbowali poznać tożsamość lekarza i na miejscu wyjaśnić, dlaczego została tak potraktowana.

Lekarz o nieposzlakowanej opinii

Zarówno Punkt Doraźnej Pomocy Medycznej, jak i szpital na Zaspie należą do spółki Copernicus. Po przedstawieniu relacji Alony, biuro prasowe przesłało redakcji TOK FM oświadczenie. Publikujemy je w całości.

"Spółka COPERNICUS PL przeprowadziła analizę porady lekarskiej udzielonej przez lekarza A.P w dniu 08.07.22 około godziny 13:00 pacjentce Alonie P.

Pacjentka uzyskała poradę lekarską i zalecenia w języku ukraińskim. Porada lekarska była udzielona w spokojniej i życzliwej atmosferze, czego świadkami była pielęgniarka koordynująca oraz obecny w pobliżu ratownik. W tym samym dniu do Punktu Pomocy Medycznej dla Uchodźców zgłosiły się dwie nieznane osoby, które w sposób agresywny domagały się informacji dotyczących lekarza A. P.

Pacjentka nie złożyła skargi na udzielone świadczenie medyczne. Uprzejmie informujemy, że dane o stanie zdrowia chorej, przyczynie zgłoszenia się do naszej placówki oraz dane osobowe personelu udzielającego świadczeń mogą być udostępnione na życzenie osoby której zdarzenie dotyczy.

Lekarz A.P. jest obywatelem Ukrainy (urodzony w Symferopolu - Krym), w Polsce przebywa od około 12 lat, posiada wizę wydaną przez Konsula RP w Lwowie, dysponuje aktualnym prawem czasowego pobytu na terenie RP oraz zezwoleniem na pracę w zawodzie lekarza. Okręgowa Izba Lekarska w Gdańsku wydała mu tymczasowe prawo wykonywania zawodu na terenie RP. W COPERNICUS PL jest zatrudniony od 2020 roku, a od 04.21 pracuje na stanowisku lekarza. Lekarz A.P. cieszy się nieposzlakowaną opinią, sumiennie wykonywał swoje zadania w punkcie szczepień p/ko Covid-19 a ostatnio w Punkcie Pomocy Medycznej dla Uchodźców. Dotychczas na jego pracę nie wpłynęły żadne skargi. O powierzeniu lekarzowi A.P. obowiązku prowadzenie ww punktu zdecydował między innymi fakt, że biegle posługuje się językiem ukraińskim, rosyjskim oraz polskim.

COPERNICUS PL dokłada najwyższych starań, aby pacjenci, a w szczególności uchodźcy z terenu Ukrainy, uzyskali pomoc medyczną adekwatną do ich stanu zdrowia. Naszym celem jest zminimalizowanie traumatycznych doznań związanych z ich aktualną sytuacją życiową".

Będzie druga kontrola

W czasie gdy szpital przeprowadzał wstępną kontrolę i zbierał wyjaśnienia, Alona - z pomocą polskich przyjaciół - przygotowała formalną skargę, którą wysłała do dyrekcji szpitala. Opisuje w niej swoją sytuację i domaga się zawieszenia lekarza i powstrzymania pracowników od działań łamiących etykę lekarską.

Po przyjęciu skargi zarząd szpitala powinien uruchomić procedurę wyjaśniającą i przyjrzeć się sprawie raz jeszcze. - Skarżący zawsze otrzymuje od nas odpowiedź po wyjaśnieniach osób, których skarga dotyczy - potwierdza biuro prasowe Copernicusa.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny