Skosić trawnik i mieć trawnik. W Trójmieście dylemat w sprawie koszenia. "Szukamy złotego środka"

Kosić czy nie kosić - to dylemat, przed którym stoją właśnie zarządcy polskich miast. Chcą znaleźć równowagę między pielęgnacją zieleni a walką z suszą i klimatyczną katastrofą. Jak pokazuje przykład z Trójmiasta, różne podejście do problemu można mieć nawet na tej samej ulicy.
Zobacz wideo

Różnicę widać bardzo wyraźnie na granicy Sopotu i Gdyni. Z jednej strony bujna roślinność, z drugiej równo wystrzyżony trawnik. Co ciekawe, założenia urzędników z obu miast są bardzo podobne i opierają się na dbałości o klimat.

Gdzie trzeba - kosimy, gdzie nie trzeba - zostawiamy

- Mamy dużo terenów, na których naprawdę bardzo rzadko kosimy. Natomiast nie jesteśmy zwolennikami całkowitego zaprzestania koszenia - tłumaczy Hanna Niedźwiedzka-Pasternak, zastępca miejskiego ogrodnika w Gdyni. - Raczej jesteśmy zdania, że trzeba to wypracowywać i od czasu do czasu kosić. Staramy się dopasowywać każdorazowo do warunków i do miejsca - dodaje urzędniczka.

Trawa, która wzdłuż jezdni w Gdyni została wykoszona, na sopockiej jej części rośnie w najlepsze.

- Ze względu na gryzonie, owady, retencję wody i naturalny wygląd trawników postawiliśmy na kompromis - mówi Anna Dyksińska z Zarządu Dróg i Zieleni w Sopocie. - Tam gdzie ze względów bezpieczeństwa koszenie jest konieczne, kosimy. Tam gdzie trawniki mogą być naturalną stołówką dla owadów, staramy się jak najmniej ingerować w ich wygląd. Mamy w Sopocie 23 takie miejsca, między innymi na fragmentach alei Niepodległości - wyjaśnia.

Najczęściej koszone są tereny reprezentacyjne miast, gdzie między trawnikami umieszczone są rabatki z kwiatami. Powodem do uruchomienia kosiarek są też przekwitające i usychające rośliny, pojawienie się na trawniku pędów krzewów czy drzew. Może to być też zbyt wybujała roślinność, która z powodu wiatru czy deszczu położy się na ziemi.

Nie w czasie suszy i nie do gołej ziemi

- Jest wiele miejsc w Gdyni, które mogą być koszone rzadziej - zapewnia Hanna Niedźwiedzka-Pasternak. Zaznacza, że jest to rozpatrywane indywidualnie, biorąc też pod uwagę warunki atmosferyczne. - Na pewno jeżeli jest susza, to wstrzymujemy się od koszenia. Staramy się patrzeć na prognozy pogody. Tak jak w tej chwili, zapowiadane były deszcze, więc krótko przed pojawiającym się deszczem ta trawa została skoszona - tłumaczy. - Wtedy bardzo szybko się regeneruje i bardzo mocno rośnie - dodaje.

- Ważna jest ta wysokość koszenia - nadmienia urzędniczka. - Zwracamy uwagę firmom i w umowach wpisujemy właśnie wysokość jako ważne kryterium, żeby nie były te trawniki koszone do zera, do gołej ziemi. Wtedy to wysychanie, w razie suszy, jest bardziej dotkliwe i potem regeneracja tej trawy jest trudniejsza - tłumaczy.

Czy kosisz, czy nie kosisz - ktoś się skarży

Zarządzanie miejską zielenią jest w opinii urzędników trudnym i niewdzięcznym zadaniem, dlatego że istnieją dwie grupy mieszkańców, które mają na ten temat zupełnie inne zdanie i chętnie je wypowiadają, np. w mediach społecznościowych. Jedna grupa kieruje się estetyczną potrzebą częstego strzyżenia trawników w mieście, druga z ekologiczną pasją nawołuje do zaprzestania ścinania trawy.

- Jeżeli nie kosimy to mamy skargi z tej pierwszej grupy. Jeżeli kosimy, to odzywają się ludzie z drugiej - rozkłada ręce Niedźwiedzka-Pasternak. - I my gdzieś szukamy złotego środka. W tym momencie, kiedy mamy zmiany klimatyczne i często nawiedzające nas dotkliwe susze, to jednak przyrodniczo bardziej uzasadnione są trawniki, na których jest cenna bioróżnorodność - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny