"Matki biorą swoje dzieci takie, jakie są. To 90 procent ojców ma problem"

Mówić "Marku" - tak jak zapisano w szkolnym w dzienniku? Czy raczej Kasiu - bo czuje się kobietą i takie ma życzenie? To tylko jedno z wielu pytań, z jakimi nauczyciele w Bydgoszczy zwracają się do seksuologa. Dr Maciej Klimarczyk podpowiada pedagogom, jak pracować z uczniem transpłciowym.
Zobacz wideo

W V Liceum Ogólnokształcącym w Bydgoszczy, na prośbę nauczycieli, odbyło się specjalne szkolenie dla pedagogów. Zajęcia poprowadził psychiatra i seksuolog od lat pracujący z osobami transpłciowymi dr Maciej Klimarczyk. - Cieszę się, że szkoła wyszła z taką inicjatywą. To znaczy, że w naszym kraju coś się zmienia - mówi.

"Tolerancji powinniśmy uczyć się od naszych dzieci"

Beata Korzeniowska: Grono pedagogiczne poprosiło pana o pomoc. Czy nauczyciele zgłaszali konkretne problemy z pracą z uczniem transpłciowym?

Maciej Klimarczyk: Zostałem poproszony o przeprowadzenie szkolenia dotyczącego transpłciowości jako zjawiska i pomocy uczniom transpłciowym. W szkole, zresztą nie tylko tej, tacy uczniowie są. Często są wykluczani, hejtowani, a nauczyciele chcą zdobyć umiejętności, żeby lepiej im pomagać. Niezależnie od światopoglądu naszym obowiązkiem jest pomoc. Rozwinęła się bardzo ciekawa dyskusja. Nauczyciele zgłaszali konkretne przykłady sytuacji, w których nie do końca wiedzą, jak się zachować. Niebawem podobne szkolenie przeprowadzę w Zespole Szkół Ekonomicznych w Bydgoszczy. To znaczy, że nauczyciele zaczynają dostrzegać problem, co jest niezwykle ważne i bardzo mnie to cieszy.

Problem, bo nie wiedzą jak się zachować?

Tak. Chcą się szkolić. Chcą wiedzieć, w jaki sposób pomagać swoim uczniom. Chcą wiedzieć, jak zwracać się do ucznia, który co prawda w dzienniku jest wpisany jako "Marek", ale prosi, by nazywać go czy ją Kasią. Z której toalety w szkole ma korzystać? W której szatni przebrać się na lekcję WF? Nauczyciele pytali, jak mają rozmawiać z rodzicami takich uczniów. Są świadomi, że tacy uczniowie są, a rolą nauczyciela - bez względu na światopogląd - jest to, żeby nie doprowadzić do samobójstwa tego ucznia, bo to się zdarza, tylko żeby mu pomóc.

A koledzy, koleżanki nie mają z tym problemu?

Młodzież jest bardziej otwarta niż to starsze pokolenie. Zawsze pytam moich transpłciowych pacjentów o to, jak funkcjonują w grupie rówieśników, czy spotykają się z agresją, odrzuceniem. To się zdarza, ale często jest jednak akceptowane przez najbliższych przyjaciół. Gorzej jest na przykład z tatą, babcią czy właśnie nauczycielem.

Jest pan psychologiem i seksuologiem. Pracuje z takimi osobami. Czy w ciągu ostatnich lat coś się w tym temacie w Polsce zmieniło?

10 lat temu do mojego gabinetu przychodziły najczęściej osoby 30 plus. Teraz przychodzą już nastolatkowie ze swoimi rodzicami. I ci rodzice mówią: "niech pan pomoże naszemu dziecku, żeby ono się nie zabiło. Chcemy mu pomóc, bo ma problem".

Coraz młodsi się ujawniają?

Jest to ewidentnie kwestia pewnej odwagi coming out’u. Kiedy parę lat temu rozmawiałem z tymi starszymi pacjentami, słyszałem bardzo podobne słowa: "ja dawno wiedziałem / wiedziałam, że jestem osobą transpłciową, że to nie jest moje ciało, ale byłem czy byłam sparaliżowana strachem, obawą przed odrzuceniem nawet przez najbliższych". Teraz, relacje tych młodych pacjentów są inne. Nastolatek odważnie mówi, że jest osobą transpłciową, rozmawiał na ten temat z rodzicami i uzyskał ich pomoc. I teraz ci rodzice przychodzą ze swoim dzieckiem do seksuologa. Coś się zmienia. Mnie to bardzo cieszy, bo za tym idzie mniej cierpienia.

Z czym zmagają się osoby transpłciowe? Z jakimi problemami?

Przede wszystkim zmagają się z dysforią płciową. To jest cierpienie odczuwane przez daną osobę z powodu niedopasowania jej tożsamości płciowej do płci przypisanej w chwili urodzenia. Zawsze tłumaczę to mężczyznom, bo matki biorą swoje dzieci takie jakie są, a 90 procent ojców ma problem. Większość nie jest w stanie zaakceptować transpłciowości swojego syna czy córki. Często jest to dla nich jakiegoś rodzaju porażka jako mężczyzny. Są i tacy, którzy wolą w takiej sytuacji zerwać z dzieckiem kontakt.

Żeby pomóc im zrozumieć to, co dzieje się z ich dzieckiem, proszę takiego tatę, by ubrał suknię i wyszedł na miasto. Pytam, jak się pan będzie czuł, widząc te wszystkie spojrzenia? Oni wtedy mówią: "no nie, jak to?". A to właśnie tak jest. Właśnie tak czuje się ich dziecko. Osoba transpłciowa czuje na sobie te spojrzenia od rana do wieczora. To dziecko, ten nastolatek, czuje, że nie jest w swoim ciele. Ci pacjenci mówią, że ubiór czy role, które im się narzuca, powodują, że oni - patrząc na siebie - nie widzą siebie. Czasami takie relacje są dramatyczne, bo pacjent mi mówi, że woli się zabić, zginąć, nie istnieć niż funkcjonować tak dalej. Moją rolą, i chyba rolą nas wszystkich, jest nie dopuścić do tego.

Jak wygląda praca z takimi osobami?

Na początku jest diagnoza. Stawia ją trzech specjalistów: psychiatra, seksuolog i psycholog seksuolog. Musimy sprawdzić, czy to rzeczywiście jest transpłciowość, czy to coś innego. Po diagnozie, jeżeli mamy pewność, że jest to osoba transpłciowa, czyli w ciele męskim jest mózg kobiety, albo w ciele kobiety jest mózg mężczyzny, rozpoczynamy proces leczenia, czyli tranzycji. Nie wymienimy mózgu, ale spowodujemy, że zmienimy ciało. Żadna psychoterapia - czyli mówienie takiej osobie, żeby wybiła sobie z głowy tożsamość, którą ma i przybrała tą, którą mówi ciało - tu nie zadziała.

Nieleczona transpłciowość, hejtowanie, powodują, że ci pacjenci bardzo często targają się na swoje życie. To jest błąd natury, który możemy naprawić. Muszę powiedzieć, że praca z takimi pacjentami jest niezwykle satysfakcjonująca. Ci pacjenci po leczeniu przychodzą do mnie i mówią: "dzięki panu odzyskałem, odzyskałam siebie". To jest niezwykłe dla lekarza.

Proces leczenia kończy wymiana dokumentów.

I to w Polsce działa bardzo sprawnie. Po przemianie albo już w jej trakcie, te osoby przeprowadzają korektę metryki urodzenia. Sądy powołują biegłego seksuologa, a więc dochodzi kolejna, niezależna opinia. On wydaje swoją opinię i na jej podstawie sąd metrykę koryguje. Gorsze jest to, że transpłciowość stała się tematem politycznym, a wszystko, co staje się tematem politycznym, traci na merytoryce. Mnie obchodzi pacjent i pomoc, a nie jakiś polityk, który rechocze, wyśmiewa takie osoby. Wyśmiewanie ich to jest czyste zło. Dlatego, kiedy zadzwoniono do mnie z tej bydgoskiej szkoły z pytaniem, czy przeprowadziłbym takie szkolenie, z wielką radością natychmiast się zgodziłem. I cieszę się, że już zgłosiła się kolejna szkoła.

Myśli pan, że 10 czy 20 lat temu, moglibyśmy tak swobodnie rozmawiać na temat transpłciowości?

Pewnie byśmy mogli, ale ta rozmowa byłaby dla wielu bardziej szokująca.

* dr n. med. Maciej Klimarczyk: psychiatra, seksuolog, ukończył studia medyczne na Akademii Medycznej im. Rydygiera w Bydgoszczy (obecnie Collegium Medicum UMK) oraz Wydziale Medycyny Universita`di Perugia we Włoszech. Odbył staże zagraniczne w Harvard Medical School, Boston, USA oraz Bangor Mental Health Institute, Bangor, USA. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny