"My dajemy wybór, a wy zakazujecie". Kłótnia radnych o in vitro w Bydgoszczy

Bydgoszcz przedłuża na kolejne cztery lata miejski program dofinansowania procedury in vitro - tak zdecydowali radni Platformy Obywatelskiej i Lewicy. Od stycznia dofinansowanie do jednej procedury wzrośnie z 5 do 7 tys. złotych. Radni Prawa i Sprawiedliwości byli przeciw. - Wmawia się, że tylko in vitro jest drogą, bo na nim można zarobić duże pieniądze - twierdzili.

Przez cztery lata (2019-2022) miasto wydało na program współfinansowania metody in vitro 2 mln złotych. Ze wsparcia w wysokości do 5 tys. złotych skorzystało ponad 500 bydgoskich par. - W tym czasie urodziło się 54 dzieci, a kolejne jest w drodze - poinformowała podczas sesji rady miasta Agnieszka Bańkowska, dyrektorka miejskiego Biura ds. Zdrowia i Polityki Społecznej.

- Pozwolę sobie państwu przeczytać list, który został skierowany na ręce pana prezydenta: "Mija drugi trymestr długo oczekiwanej przeze mnie ciąży. Brak słów, by opisać radość i wdzięczność. Gdyby nie miejski program wspierania in vitro, nie byłoby tego listu" - cytowała Bańkowska.

"In vitro to nabijanie komuś kieszeni"

Przed głosowaniem nad projektem uchwały wywiązała się emocjonalna dyskusja. - Poznałem małżeństwo, które długo się leczyło. Mówiono im, że tylko in vitro może im pomóc. Mieli dwie próby, na trzecią nie było ich stać. Ode mnie dowiedzieli się o naprotechnologii i mają dziecko. Lekarstwo, które im pomogło kosztowało 2 złote - opowiadał Krystian Frelichowski, radny Prawa i Sprawiedliwości. - Wmawia się, że tylko in vitro jest drogą, bo na nim można zarobić duże pieniądze. Mam wrażenie, że jego promowanie to jest po prostu świadome nabijanie komuś kieszeni - dodawał radny.

Na te słowa odpowiadały polityczki Platformy Obywatelskiej. - Pamiętajmy, że my nie zmuszamy kobiet do tego, by skorzystały z tej metody. My dajemy im wybór, bo mieć wybór, to jest najważniejsze - podkreślała radna PO Joanna Czerska-Thomas. - I mamy nadzieję, że przywrócimy też taką możliwość w całym kraju - dodała.

- My nie zabraniamy nikomu korzystać z naprotechnologii czy jakiejkolwiek innej metody - wtórowała jej przewodnicząca rady Monika Matowska z PO. - My chcemy jedynie, żeby wszyscy mieli wybór. Ten program rzeczywiście jest kosztowny, ale idziemy na rękę rodzicom. Taka jest różnica między nami a wami, że my dajemy wybór, a wy zakazujecie bądź nakazujecie - mówiła do radnych z PiS.

Od stycznia kwota dofinansowania w miejskim programie wzrośnie - z 5 do 7 tys. zł na parę. Zdaniem radnych PiS - w dobie kryzysu - miasto nie powinno finansować takiej procedury.

- Mamy trudny budżet i finansujemy zadanie, które nie jest zadaniem własnym miasta. Każde tego typu działanie będzie budzić kontrowersje w momencie, gdy oszczędzamy na energii, komunikacji miejskiej itd. - tłumaczył Paweł Bokiej. - Nie sądzę, że jest to aż taki zastrzyk finansowy, że pary, których na to nie stać, nagle pójdą i wezmą w nim udział. To i tak musi być w miarę zamożna rodzina - dodawał radny.

Trwa zbiórka pod obywatelskim projektem ustawy

W 2016 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości zakończył ogólnopolski program współfinansowania procedury in vitro, zastępując go Narodowym Programem Prokreacyjnym, opartym na naprotechnologii.

Platforma Obywatelska zbiera aktualnie podpisy pod obywatelskim projektem ustawy dotyczącym refundacji procedury in vitro. Swoje poparcie można deklarować także w Bydgoszczy. - Zapraszamy do najbliższych biur parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej - zachęcała Monika Matowska.

Szacuje się, że w Polsce na niepłodność cierpi 1,5 mln par, co stanowi ok 15-20 proc. par w wieku rozrodczym.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny