"Życia mojej córce już nie przywrócę, ale chciałabym ostrzec inne dzieci"

17-letnia Marta zmarła po zażyciu narkotyku niewiadomego pochodzenia. Sprawę bada policja. - Nie wiem, czy kiedykolwiek znajdzie się winny. Liczę na to - mówi nam mama nastolatki. Zrozpaczona kobieta apeluje teraz do rówieśników swojej zmarłej córki, bo - jak przekonuje - wbrew temu, co często myślą, nie są nieśmiertelni.
Zobacz wideo

- Życia mojemu dziecku już nie przywrócę, ale chciałabym ostrzec inne dzieci - mówi TOK FM pani Joanna. Jej córka - Marta - zmarła miesiąc temu, po zażyciu narkotyków niewiadomego pochodzenia. Policja w Bydgoszczy prowadzi w tej sprawie śledztwo pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.

- Nie wiem, czy kiedykolwiek znajdzie się winny, czy ktoś zostanie ukarany. Liczę na to, choć teraz zależy mi, by młodzież, która w okresie nastoletniego buntu z ciekawości sięga po środki odurzające, była ostrożna. To bardzo niebezpieczny narkotyk - mówi pani Joanna.

We krwi jej córki potwierdzono obecność pobudzającej amfetaminy i metamfetaminy oraz należący do silnych leków przeciwbólowych fentanyl. To środek, którego działanie jest znacznie silniejsze niż morfina. Powoduje zaburzenia koncentracji, senność, niewydolność oddechową, zwolnienie bicia serca. Prowadzić może do nagłego zatrzymania krążenia. - Marta nie wiedziała, że wzięła tak niebezpieczny środek. Skarżyła się na ból w klatce piersiowej. Jedyne, co pamiętam z tej nocy w szpitalu, to że serce mojego dziecka biło jak szalone. Potem córka przestała oddychać - wspomina kobieta.

To nie był pierwszy raz

Matka nastolatki podaje, że problemy córki zaczęły się, gdy poszła do liceum. - Ktoś ją poczęstował, potem kupowała. Nie była krystalicznym dzieckiem - przyznaje nasza rozmówczyni. - Wpadła w złe towarzystwo, ale chodziła na terapię, a po rozmowach z psychologami i policją zrozumiała swój błąd. Zerwała kontakt z osobami, które wciągnęły ją w ten niebezpieczny świat - mówi nam pani Joanna.

Nie wie, dlaczego tego koszmarnego dnia wyszła z domu i spotkała się ze znajomą, do której już nie miała zaufania. - Wiem jednak, że moja córka nie chciała sobie zrobić krzywdy - przekonuje kobieta. I wspomina, że Marta miała plany. W listopadzie chciała iść na kurs prawa jazdy, w lutym planowała swoje 18. urodziny. Była przed maturą, mówiła o studiach.

Pierwszy raz biorą z ciekawości

O problemie narkotyków wśród nastolatków rozmawiamy z Robertem Rejniakiem, specjalistą psychoterapii uzależnień i kierownikiem poradni Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii w Bydgoszczy. - Nastolatek, wchodząc w okres dojrzewania, jest ciekawy świata. Szuka rozrywki, buntuje się przeciw rodzicom, szuka pocieszenia, eksperymentuje - mówi.

- Są badania, które pokazują, jak na przestrzeni 20 lat zmieniły się statystyki (…). W 1995 roku, wśród 15-16-latków marihuany próbowało między 5 a 7 procent osób. Wśród 17-18-latków było to 8-10 procent. Dzisiaj wśród tych młodszych dzieci już 30-33 procent próbowało marihuany, a wśród tych starszych - połowa - podaje Rejniak. - To dane w skali kraju, ale w naszym województwie też co drugi nastolatek, kończąc szkołę, pierwszy kontakt z narkotykami już zaliczył - dopowiada. I zaznacza, że nawet 10 procent z tej grupy wpada w uzależnienie.

Według specjalisty psychoterapii uzależnień zdarza się, że już 10- czy 11-latek wie, czym są narkotyki, jak działają i gdzie je zdobyć. - To wiedza z internetu, ale też podsłuchana w rozmowach starszego rodzeństwa, kolegów na podwórku czy w szkole. Dziś narkotyki są łatwo dostępne - czy to na ulicy, czy w sieci. Nastolatek nie musi nawet wychodzić z domu, by spróbować. I próbuje. Z ciekawości - mówi Rejniak.

Nie ma typowej grupy podatnej na uzależnienie

W latach '60 czy '70 narkomania była kojarzona z rewolucją obyczajową. Hipisi, bananowa młodzież, zamożni studenci. - Faktycznie, wtedy była jakaś grupa szczególnie narażona na narkotyki, ale dziś jest inaczej - mówi nam terapeuta Ryszard Częstochowski. - Kiedy w 1985 roku otwierałem w Bydgoszczy poradnię Monaru, narkotyki były prawie nieosiągalne. Trzeba było znać specjalne hasła, żeby wejść w to środowisko. Poza tym wtedy było ich mało. Dzisiaj wystarczy zajrzeć do internetu, by po 15 minutach zdobyć narkotyk - stwierdza.

Jak dodaje, w jego ostatniej grupie terapeutycznej był lekarz, murarz, ślusarz i miejski urzędnik. Pełne spektrum społeczne. - Miałem na terapii także szkolną panią pedagog. Studenci, pracownicy korporacji, lekarze. Oni często sięgają po środki pobudzające. Dają sobie "kopa", co początkowo działa, ale po czasie popadają w poważne kłopoty - przekonuje Częstochowski.

W Bydgoszczy od kilkunastu lat działa też program Fred, skierowany do młodych osób, które zostały przyłapane przez policję na zażywaniu jakichś środków i przez to weszły w konflikt z prawem. Jak mówi Robert Rejniak, trafia do niego rocznie około 200 nastolatków z samej Bydgoszczy. W całym województwie - około 300.

- Policja musi sprawę takiego dziecka kierować do sądu rodzinnego, ale wcześniej daje mu informację, że może skorzystać z programu wczesnej interwencji. Potem sąd, być może, potraktuje go łagodniej - mówi specjalista. - To krótki program. Jedna rozmowa indywidualna, a potem osiem godzin zajęć grupowych, w sumie trzy dni. Zdarza się, że podczas tych spotkań nastolatek dostrzega swój problem i decyduje się na terapię - wyjaśnia.

Rejniak wskazuje też, że nie zna żadnego młodego człowieka, który celowo zażywał różne środki, żeby się uzależnić albo mieć problemy. W jego opinii zawsze stoi za tym jakaś chęć odreagowania, niezaspokojonych potrzeb związanych z relacjami z rodzicami czy rówieśnikami. - Są amerykańskie badania, które dowodzą, że wspólne jedzenie posiłków i spotkania rodziców z dziećmi przy stole obniżają ryzyko wejścia w uzależnienie nawet o połowę - podaje.

Jak rozpoznać, że nastolatek bierze?

- Poza rozszerzonymi bądź zwężonymi źrenicami, typowymi objawami zażycia środków psychoaktywnych są nadmierne pobudzenie albo senność. Pod wpływem narkotyków nastolatek może stać się agresywny w stosunku do innych, ale też do siebie - wyjaśnia Krzysztof Wiśniewski, ratownik medyczny z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy. - Naście lat temu zespoły ratownictwa medycznego - czy w ogóle medycy - potrafili rozpoznawać, jaki narkotyk wzięła dana osoba - dodaje. W tej chwili, jak tłumaczy, środki psychoaktywne są zrobione z takich substancji, że dopiero szczegółowe badania laboratoryjne w szpitalu wskazują, co ktoś zażył.

- W takich sytuacjach leczymy wyłącznie objawowo. A objawy są różne: od zaburzeń świadomości, przegrzania organizmu aż do zatrzymania akcji serca. Mieliśmy taki przypadek. Młody człowiek miał mocno podwyższoną temperaturę ciała, której w żaden sposób, żadnymi lekami, nie mogliśmy obniżyć. Nie byliśmy w stanie w oddziale ratownictwa medycznego mu pomóc - wspomina Wiśniewski.

- To, że z nastolatkiem dzieje się coś złego, widać też w jego zachowaniu - mówi Robert Rejniak. - Dziecko, które dotąd rozmawiało z rodzicami, dobrze się uczyło, sprzątało pokój czy wypełniało inne swoje obowiązki, zaczyna się izolować. Unika rozmów, zamyka się w pokoju albo znika z domu. Bywa, że zaczyna się buntować. Często jest tak, że młody człowiek, który nie radzi sobie ze swoimi problemami, musi podeprzeć się narkotykami, by móc coś zamanifestować - opowiada specjalista.

Zauważa też, że zdarza się, iż rodzice znajdują w pokoju dziecka lufkę czy nawet narkotyki. - Zgłaszają się na terapię i mówią, że syn czy córka od dwóch-trzech miesięcy dziwnie się zachowuje, a okazuje się, że on czy ona, bierze narkotyki od dwóch lat. Każda zmiana w zachowaniu dziecka, powinna rodziców czy nauczycieli zaniepokoić - podkreśla nasz rozmówca.

Miłość. Przyjaźń. Rozmowa. Szkoła

W całej tej sprawie jest jeszcze jeden problem - zaniechania edukacji. Ryszard Częstochowski wspomina, że dawniej - przynajmniej raz w tygodniu - zdarzało mu się odwiedzać różne szkoły i prowadzić zajęcia zarówno dla uczniów, jak i dla nauczycieli. - Edukacja w latach '80 czy '90 bardzo dbała o temat profilaktyki narkotykowej. Od 10-15 lat zamówień na takie wykłady czy warsztaty prawie nie było - mówi.

Jako powód tej zmiany wskazuje oszczędności, bo za takie zewnętrzne zajęcia trzeba było zapłacić. W efekcie, jak podaje, dyrektorzy wolą zlecić przeprowadzenie pogadanki o narkotykach szkolnej pani pedagog. - Ta przeczytała jakąś książkę, odfajkowała zajęcia. Tak być nie powinno - przekonuje Częstochowski.

Robert Rejniak uważa z kolei, że profilaktyką w szkole powinni zajmować się wychowawcy. - Nauczyciel, który zna klasę, na godzinie wychowawczej powinien z młodzieżą rozmawiać. To jednak nie muszą być rozmowy o narkotykach - zastrzega psychoterapeuta. - Młodzież, która sięga po środki psychoaktywne, to często osoby z depresją, z kompleksami, wycofane z życia społecznego. To dzieci z rozbitych rodzin albo takich, gdzie rodzice kłócą się wieczorami. Dziś wszyscy martwimy się o pieniądze. Jednego dnia ktoś ma pracę, kolejnego nie jest w stanie spłacać kredytu. Dziecko jest smutne, odtrącone czy izolowane przez rodziców - zwraca uwagę specjalista.

I przekonuje, że wychowawca powinien ze swoją klasą rozmawiać o miłości, przyjaźni, o asertywności czy smutku. Rejniak dodaje, że zdarza się, iż to właśnie nauczyciel jest pierwszą osobą, która zauważa problem i wyciąga do nastolatka pomocną dłoń. - Miałem na terapii chłopca, który opowiedział mi, jak któregoś dnia po lekcji, wychowawczyni poprosiła go o rozmowę. Kobieta powiedziała, że widzi, że z chłopakiem dzieje się coś złego. Zauważyła jego gorsze oceny, zmęczenie, brak koncentracji. Nie prawiła morałów, nie naciskała. Powiedziała, że jeśli będzie chciał porozmawiać, to ona jest. Po kilku dniach Paweł poszedł do niej i opowiedział o rozwodzie rodziców, swoim zagubieniu, imprezach, alkoholu i narkotykach - wspomina. - Nauczycielka podziękowała mu za zaufanie i dała mu ulotkę naszej poradni. Tak to powinno działać - dodaje terapeuta.

Pani Joanna, matka zmarłej nastolatki, przyznaje, że była w szkole, do której chodziła Marta i rozmawiała z członkami jej klasy. - Młodzież mówi, że zna osoby, które biorą. Niektórzy znają kogoś, kto narkotyki rozprowadza. Większość jednak powtarza, że ich ten problem nie dotyczy. Nastolatek myśli, że jest nieśmiertelny. Moja córka nie była. A ja uczę się żyć bez niej - mówi.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny