Kupili mieszkania, deweloper upadł. Zostali bez lokali i bez pieniędzy. "Do głowy by mi nie przyszło, że budowa stanie"

Ponad 80 rodzin czeka na mieszkania w Bydgoszczy, na Osiedlu Bydgoskich Olimpijczyków. Zapłacili za nie już dawno, ale spółka Dom M-4, która osiedle budowała, upadła. Jej wierzyciele nie mogą odzyskać pieniędzy. Majątkiem po firmie zarządza syndyk.
Zobacz wideo

Jedna z niedoszłych lokatorek bloku na Osiedlu Bydgoskich Olimpijczyków (przy ulicy Strzeleckiego) mieszka dziś kątem u córki. W 2014 roku - po latach tułaczki po stancjach i kilkumetrowych klitkach - schorowana dziś bydgoszczanka, zdecydowała się na zakup kawalerki. - Przez lata wpłacałam pieniądze na dwie książeczki mieszkaniowe, swoją i córki. Dostałam też pieniądze z funduszu emerytalnego. Podpisałam umowę rezerwacyjną, wpłaciłam ponad 20 tysięcy złotych, a kilka miesięcy później podpisałam umowę deweloperską. Obserwowałam postępy w budowie. Były momenty, że na miejscu nie było żadnego robotnika, ale potem wracali i prace szły do przodu. Do głowy by mi nie przyszło, że budowa stanie, że być może nigdy nie wprowadzę się do wymarzonego mieszkania i że stracę pieniądze - mówi roztrzęsiona kobieta. 

- Kupiliśmy mieszkanie dla syna w 2014 roku. Podpisaliśmy z mężem umowę deweloperską, w formie aktu notarialnego. Dwa lata później mieliśmy odebrać klucze - wspomina kolejna właścicielka mieszkania na fordońskim Osiedlu Bydgoskich Olimpijczyków. Jak dodaje, termin oddania do użytku lokalu wielokrotnie był przekładany. - Mimo że w 2016 roku dokonaliśmy ostatniej wpłaty na poczet mieszkania. 164 tysiące złotych. Za kawalerkę. Niestety, syn do dziś mieszka z nami, bo blok nie jest skończony - informuje bydgoszczanka.

Kolejna właścicielka mieszkania przy Strzeleckiego kupiła mieszkanie już w 2019 roku. - Nie wiedziałam, że są jakieś problemy z tą budową. Nie wiedziałam też, że są ludzie, którzy czekają na nie już kilka lat - przyznaje. Kobieta wpłaciła na mieszkanie około 100 tysięcy złotych. Resztę miał pokryć kredyt, ale bank jej go nie przyznał. - Dziś myślę, że na szczęście - mówi. W tej chwili z rodziną wynajmuje mieszkanie.

Pokrzywdzonych przez spółkę Dom M-4 jest więcej. - To ponad 80 rodzin. Są rodzice z dziećmi. Jest starsze małżeństwo, które sprzedało mieszkanie, by zapłacić za to nowe i dziś mieszka na ogródkach działkowych. To jest dramat wielu osób - mówią TOK FM rozżalone właścicielki.

Płonne nadzieje

W 2020 roku na fordońskim osiedlu pojawił się przedstawiciel inwestora. Przekonał właścicieli mieszkań, że kłopoty się skończyły, budowa będzie kontynuowana i do końca roku wszyscy się wprowadzą. Lokatorzy jednego z bloków mogli już nawet swoje przestrzenie urządzać. Czar jednak prysł, bo okazało się, że firma deweloperska będzie ogłaszać upadłość.

Sąd - po ogłoszeniu upadłości firmy deweloperskiej - powołał radę wierzycieli. W jej skład weszli niedoszli lokatorzy bloków przy Strzeleckiego, a także m.in. Hotel Klimczuk w Szczyrku, który wykładał pieniądze na budowę i chciałby ją dokończyć. Majątkiem firmy zarządza syndyk.

- W ubiegłym roku zarówno my, klienci upadłej spółki, jak i firmy, które pożyczały jej pieniądze na budowę, przyjęliśmy wspólne stanowisko i wnieśliśmy do sądu o orzeczenie upadłości w układzie - mówią TOK FM zdesperowane właścicielki mieszkań. W przypadku upadłości układowej celem jest doprowadzenie do zawarcia układu pomiędzy upadłym a wierzycielem. Dzięki temu dłużnik zyskuje możliwość kontynuowania prowadzenia swojej działalności, mimo że toczy się postępowanie upadłościowe.

- Zgodziliśmy się dopłacić do nowych cen metra kwadratowego, żeby budowa mogła zostać ukończona. Gdyby sąd się na to zgodził, moglibyśmy niebawem wprowadzić się do naszych mieszkań. Sąd Rejonowy w Bydgoszczy w kwietniu tego roku umorzył postępowanie. W przypadku zwykłej upadłości budowa nie zostanie ukończona, a my nigdy nie dostaniemy naszych lokali - stwierdzają nasze rozmówczynie.

- Pieniądze też ciężko będzie wtedy odzyskać. Mimo że wpłacaliśmy je na zamknięte rachunki bankowe, zniknęły. Jakimś cudem zostały wypłacone deweloperowi, mimo że budowa nie została ukończona, a my nie dostaliśmy kluczy do swoich mieszkań - tłumaczą dalej klientki spółki. Wierzyciele złożyli do sądu zażalenie i czekają na decyzję Sądu Okręgowego. Nieoficjalnie dowiadujemy się jednak, że jeden z wierzycieli chce dążyć do ogłoszenia upadłości zwykłej dewelopera, a wtedy szanse na odzyskanie swoich pieniędzy miałyby tylko osoby, które najwcześniej zostały wpisane do ksiąg wieczystych powstającego bloku.

Należy dodać, że sprawą i spółką, która bloki budowała, zajmuje się też prokuratura w Bydgoszczy. W toku są dwa śledztwa, a na byłym prezesie firmy ciążą zarzuty dotyczące m.in. wyłudzenia kredytów czy poświadczania nieprawdy w dokumentach.

Jak ustrzec się kłopotów?

O tym, jak ustrzec się tego typu problemów, rozmawiamy z ekspertem. Adwokat Piotr Janczarek podkreśla, że sytuacja na rynku deweloperskim jest trudna. Z jednej strony drogie kredyty, z drugiej drogie i często niedostępne materiały budowlane. Firmy narzekają też na brak pracowników. - Jeśli chcemy teraz kupić nowobudowane mieszkanie, musimy uważać. Przy zawieraniu umowy deweloperskiej obligatoryjnym jest prospekt, który przedstawia nam deweloper - tłumaczy.

- W prospekcie mamy informację o tym, czy firma ma już pozwolenie na budowę. Spółka ujawnia w nim także swoje ostatnie inwestycje. Możemy więc poznać historię firmy. Ważna jest też informacja o tym, jak budowa będzie finansowana. Jeżeli w takim prospekcie widzimy, że budowę rozpoczyna zupełnie nowa firma, w dodatku inwestycja ma być realizowana w większości przez kredyt i kupców, a tylko w niewielkim stopniu przez samą firmę, sytuacja - moim zdaniem - jest niebezpieczna - zwraca uwagę prawnik.

Janczarek zauważa też, że w tej chwili banki mniej chętnie udzielają kredytów, a te już uruchomione mają bardzo wysokie oprocentowanie. Płynność finansowa deweloperów, którzy budują w oparciu o pożyczki, drastycznie spadła. I to też powinno uczulić przyszłych nabywców. - W prospekcie umieszcza się też datę rozpoczęcia oraz zakończenia inwestycji, a wszystkie zmiany muszą być spisane w formie aneksów. I najważniejsze: hipoteka dewelopera. Może się bowiem okazać, że firma ma ileś nieruchomości i wszystkie na kredyt, a do hipoteki są wpisane jeszcze inne podmioty, takie jak ZUS czy urząd skarbowy. To jest już kategoryczna rekomendacja do tego, by zrezygnować z usług takiej firmy i szukać innego mieszkania - ostrzega adwokat.

Innym problemem, który będzie teraz narastać, jest termin zakończenia inwestycji. - Materiały budowlane są drogie, a część niedostępna. Oczekiwanie na nie wydłuży budowę. Jeśli dodamy do tego brak pracowników, może się okazać, że na wymarzone "M" będziemy długo czekać albo co gorsza, dostaniemy lokal, który nie nadaje się do użytku - przewiduje nasz rozmówca. Mecenas Janczurek wspomina mieszkania w Warszawie za milion albo nawet trzy miliony złotych, w których odpadały balkony albo osiadały fundamenty. - Inflacja, wojna, warto ten trudny moment przeczekać, żeby nie znaleźć się w tak dramatycznej sytuacji, jak ponad 80 rodzin w Bydgoszczy, które nie mają ani mieszkań, ani pieniędzy - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny