Bydgoszcz. Rolnicy żądali spotkania z wojewodą. "Godzinę temu otrzymał pozytywny wynik testu"

W środę przed urzędem wojewódzkim w Bydgoszczy było nerwowo. Przez kilka godzin protestowali tu rolnicy z AgroUnii. 85 ciągników i aut dostawczych blokowało przejazd. Działacze żądali spotkania z wojewodą, który godzinę wcześniej miał dowiedzieć się, że ma COVID-19.
Zobacz wideo

Do Bydgoszczy przyjechali rolnicy z całego województwa kujawsko-pomorskiego. Najpierw blokowali drogi dojazdowe do centrum, a w południe zaparkowali swoje ciągniki przed urzędem wojewódzkim ulicy Jagiellońskiej i tam rozpoczęli swój protest. - Dobija nas trudna sytuacja w branży rolniczej. Nawozy, energia, gaz, paliwo drożeją niemiłosiernie. Nie wiemy, kiedy to się zakończy. Na chwilę obecną producenci trzody chlewnej muszą dokładać do produkcji, żeby się utrzymać. Nie dostajemy godnych pieniędzy. Nie może tak być, że rząd nie widzi problemów konsumentów i rolników - tłumaczył nam Michał Swędrowski z AgroUnii Żnin.

"Kupowałem nawóz za 1300 zł, teraz kosztuje 4000"

Rolnicy podkreślali, że jednym z największych ich problemów są galopujące ceny nawozów azotowych. - W ostatnich miesiącach wzrosły one aż trzykrotnie - mówił Waldemar Kowalski, który przyjechał na protest z gminy Rogoźno w Wielkopolsce. - Mam produkcję roślinną i zwierzęcą. Żądam urealnienia ceny nawozów albo ujawnienia ceny ich produkcji. Od czerwca wystrzeliły one w stratosferę, o 300 procent i nie wiemy, czy tak podskoczyła cena samego nawozu, czy jest to efekt spekulacyjny i ktoś po prostu na nas zarabia - tłumaczył nam rolnik.

Protestujący przekonywali, że nie chcą dopłat, a realnej ceny, którą mogliby udźwignąć. - W zeszłym roku o tej porze kupowałem nawóz za 1300 zł, teraz kosztuje 4000 zł. I tłumaczone to jest tym, że gaz zdrożał - bezradnie rozłożył ręce Kowalski.

Co z wojewodą? 

Rolnicy na protest przywieźli ze sobą listę postulatów, a także trumnę, którą położyli na schodach urzędu wojewódzkiego. - To nasza ciężka praca żywi ten kraj. Stoimy na krawędzi bankructwa. Za miesiąc nie będziemy mieli co dać świniom w koryto. Nie zgadzamy się na takie traktowanie. Nie jesteśmy waszymi pachołkami! - krzyczeli.

Żądali spotkania z wojewodą Mikołajem Bogdanowiczem. Do zgromadzonych wyszedł jednak jego zastępca Radosław Kempiński. - Pragnę wszystkich przeprosić, że nie ma tutaj pana wojewody, ale godzinę temu otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa - tłumaczył.

Kempiński zaznaczył, że wojewoda w piątek spotkał się z liderami protestu i otrzymane od nich postulaty przekazał premierowi Mateuszowi Morawieckiem oraz ministrowi rolnictwa Henrykowi Kowalczykowi. Ponadto powiedział, że w sprawie cen nawozów podjęte zostały rozmowy z prezes Anwilu (jednym z największych producentów nawozów azotowych w kraju). Rolnicy zareagowali kpiącym śmiechem i niezadowoleniem. - On tu wyszedł po to, żeby nam zamydlić oczy. On nic nie może, na co nam taki człowiek? Oświadczamy, że stąd nie odejdziemy. Żądamy przyjazdu ministra rolnictwa - krzyczeli rolnicy.

W związku z protestem w Bydgoszczy mieszkańcy musieli liczyć się z utrudnieniami w ruchu. Samochody osobowe nie mogły przejechać Jagiellońską, więc w mieście tworzyły się korki. Opóźnienia miała też komunikacja miejska. 

Manifestacje rolników odbywały się w środę w całym kraju. Przebiegały pod hasłem "Nie będziemy umierać w ciszy". >> Czytaj relację z Lublina << 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny