Kraków podnosi ceny za bilety. Mieszkańcy niezadowoleni. "Pozostaje już tylko siedzieć w domu"

Krakowian czekają duże podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej. Miasto tłumaczy to inflacją i ogromnym wzrostem cen energii oraz paliwa. Mieszkańcy nie kryją niezadowolenia. Zgodnie z projektem uchwały, nowe ceny miałyby wejść w życie w lutym 2023 roku.
Zobacz wideo

Za miesięczny sieciowy bilet - zamiast 80 zł - krakowianie będą musieli zapłacić 119 zł. Więcej zapłacą też ci, którzy korzystają z biletów ulgowych. Do tej pory taki bilet kosztował 40 zł, a po nowym roku ta kwota wzrośnie do 59,50 zł.

Podwyżki planowane są także dla osób korzystających z biletów obowiązujących wyłącznie na jednej linii. - Tutaj cena wzrosnąć ma z 54 złotych do 82 złotych. Z kolei w przypadku biletu ulgowego z 27 do 41 złotych - informuje Sebastian Kowal z Zarządu Transportu Publicznego.

Więcej trzeba będzie też zapłacić za tzw. bilet 5 + 1, który pełni funkcję biletu półrocznego. Obecnie kosztuje 420 zł, a zgodnie z nową propozycją ma kosztować ponad 150 zł więcej. Urzędnicy wyszli też z propozycją nowej ceny biletu na lotnisko w Balicach - 10 złotych za jedną osobę, a 30 zł za czteroosobową grupę.

Urzędnicy zapewniają, że na razie w górę nie pójdą ceny biletów jednorazowych. Wzrosną natomiast kary dla "gapowiczów". Za brak biletu zapłacą nie jak do tej pory 240 zł, a 300 zł. Ten koszt będzie można jednak obniżyć - płacąc na miejscu - połowę kwoty.

Mieszkańcy niezadowoleni

- To skandalicznie duże podwyżki - mówi TOK FM mieszkanka krakowskiego Bieżanowa. - Wszystko tak poszło w górę, że pozostaje już tylko nie wychodzić z domu, siedzieć pod ciepłym kocem ze świeczką, nie jeść i nie podróżować - irytuje się.

Inni mieszkańcy również wypowiadają się na temat planowanych zmian bardzo krytycznie. Skarżą się, że takie podwyżki źle wpłyną na i tak nadwyrężony już przez kolosalną inflację domowy budżet.

Miasto swoją decyzję także tłumaczy inflacją i ogromnym wzrostem cen energii oraz paliwa. - Za paliwo do autobusów płacimy aż o 50 procent więcej niż przed podwyżkami. Za prąd o 100 procent więcej. Skądś te pieniądze trzeba brać. Dodatkowo musimy podnieść pensje kierowców, żeby chcieli pracować i żeby sytuacja z lata się nie powtórzyła, gdy mieliśmy braki na niektórych liniach - tłumaczy Sebastian Kowal.

Miasto już teraz dokłada ponad 65 procent środków własnych na transport zbiorowy, chcąc zaspokoić potrzeby przewozowe pasażerów. 

Nowe ceny to na razie propozycja, która - żeby weszła w życie - musi być przyjęta przed radnych miasta. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny