Kraków. W szpitalach brakuje miejsc dla dzieci. "Zdarza się, że musimy odsyłać do innych placówek"

Grypa, COVID-19, biegunki i inne infekcje - krakowskie oddziały pediatryczne są przepełnione. - Musieliśmy kłaść dzieci na łóżkach przeznaczonych dla matek - mówi nam dr Marta Czubaj-Kowal, ordynator oddziału pediatrycznego Szpitala Żeromskiego w Krakowie.
Zobacz wideo

Na 26 łóżek przeznaczonych dla małych pacjentów w Szpitalu Specjalistycznym im. Stefana Żeromskiego w Krakowie, w ostatnich dniach zajęte były wszystkie.

- Trafiają do nas dzieci chore na grypę, z wirusem RSV, z COVID-19, biegunkami, ale też z ciężkim, bakteryjnym zapaleniem płuc - wymieniają pediatrzy krakowskich szpitali. I dodają, że chodzi o pacjentów w różnym wieku, od niemowląt po dzieci szkolne.

- Zauważamy, że coraz więcej maluchów trafia do nas z neuroinfekcjami. Niestety, jest to następstwo ocieplania się klimatu i tego, że coraz dłużej mamy do czynienia z kleszczami. Stąd też na przykład borelioza czy pokleszczowe zapalenie opon mózgowych u dzieci - mówi dr Lidia Stopyra, ordynator oddziału chorób infekcyjnych i pediatrii w Szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

Problem ograniczyłyby szczepienia

Na pokleszczowe zapalenie opon mózgowych czy grypę można szczepić już te najmniejsze dzieci. Niestety - jak zauważa dr Marta Czubaj-Kowal - nawet szczepieniami na grypę zainteresowanie jest bardzo małe. Szpital Żeromskiego oferuje je bezpłatnie.

Lekarze przypominają, że w okresie zwiększonej zachorowalności, warto unikać dużych skupisk - hipermarketów czy dużych sal zabaw. Popularne i często znajdujące się w takich miejscach kulki bardzo często są siedziskiem bakterii.

Przepełnione oddziały to także następstwo pękających w szwach Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. - Niestety bardzo dużo rodziców, zamiast udać się do lekarza pierwszego kontaktu, przyjeżdża od razu na SOR. Stąd mamy wielogodzinne kolejki do rejestracji - mówi TOK FM Katarzyna Pokorna-Hryniszyn, rzeczniczka prasowa Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. - Ta sama sytuacja powtarza się każdego roku. Zdarza się tak, że musimy odsyłać dzieci do innych szpitali w mieście albo nawet w regionie - dodaje.

Lekarze przypominają, że nieco wyższa temperatura nie jest jeszcze powodem, żeby jechać z dzieckiem do szpitala. - Na SOR kierować powinni lekarze pierwszego kontaktu, a to najczęściej rodzice sami, na własną rękę, podejmują takie decyzje. Z jednej strony to wynika z większej świadomości rodziców, którzy wolą szybko reagować, ale niestety często także z tego, że za dużo czytają w internecie, który wyolbrzymia niektóre objawy - przyznaje dr Lidia Stopyra.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny