Puszka po groszku, karton po bananach, wosk. Tarnowski batalion "Kikimory" produkuje świece dymne na ukraiński front

Ukrainki z tarnowskiego batalionu "Kikimory" zbierają puszki, zużyte świece i kartony, z których robią świece okopowe. Wysyłają je potem na ukraiński front. Żołnierze mogą się przy nich ogrzać, podgrzać wodę na herbatę, a nawet wysuszyć bieliznę.

Kikimora to ukraińska Baba Jaga, która chowa się po lasach

Batalion "Kikimory" stworzyła m.in. grupa Ukrainek, które, uciekając przed wojną, zatrzymały się w Tarnowie. Stąd kobiety pomagają walczącym na froncie żołnierzom. Z sieci rybackich robią siatki maskujące, których używają m.in. snajperzy. Ostatnio rozpoczęły również produkcję świec okopowych, które służą żołnierzom na wiele sposobów.

- Nasi chłopcy śpią w okopach, w śpiworach, na karimatach. A żeby się ogrzać czy podgrzać wodę na zupę albo herbatę, używają właśnie świec okopowych. Taka świeca daje im też nocą trochę światła - wyjaśnia Oksana Golesz, Ukrainka od kilkunastu lat mieszkająca w Tarnowie. - Świeca przydaje się nawet do suszenia bielizny i skarpetek - wyjaśnia.

Dlatego Ukrainki proszą o przynoszenie do punktu, w którym pracują, pustych puszek np. po groszku, kukurydzy albo po konserwach mięsnych czy jedzeniu dla zwierząt. Puszkę wypełnia się kartonem gofrowanym - takim, jakiego używa się np. do transportu bananów. - Papier mocno zwijamy w ślimaka, a następnie wszystko zalewamy woskiem - dodaje Oksana. - Taka świeca bardzo długo się pali, ma wysoki płomień i daje ciepło. I, co ciekawe, nie tak łatwo ją zgasić. Żołnierze wylewają na nią wodę, a świeca nadal się pali - opowiada.

Batalion Kikimory robi świece okopowe z puszek, zużytych świec i kartonówBatalion Kikimory robi świece okopowe z puszek, zużytych świec i kartonów Fot. Batalion Kikimory/Alina Didenko - Krasavina

Nowe miejsce w Tarnowie

Kikimora to określenie siatki maskującej używanej m.in. przez snajperów. Ale w dawnych wierzeniach tak nazywano uprzykrzające życie domowe demony.

Jeszcze kilka tygodni temu batalion "Kikimory", który od miesięcy produkuje siatki maskujące, szukał nowego miejsca do pracy. Tarnowianie jak zwykle okazali się bardzo pomocni. - Kolejny raz pomógł nam Grzegorz Habel, szef Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego - mówi Oksana.

Nowe lokum mieści się w samym centrum miasta, na rynku w Tarnowskim Centrum Informacji. - Jesteśmy bardzo szczęśliwe - dodaje nasza rozmówczyni. - Zwłaszcza że pan Grzegorz znalazł dla nas również magazyn, gdzie możemy przechowywać rzeczy gotowe do transportu. Dlatego mówimy, że to taki ojciec chrzestny naszych "Kikimor" - uśmiecha się Oksana.

- Oczywiście zapraszamy do nas każdego, kto chciałby pomóc - mówią Ukrainki. - Rąk do pracy nigdy za wiele. Co jakiś czas przychodzą do nas tarnowianie. Ostatnio odwiedziła nas starsza pani, która stwierdziła, że nie potrafi rozplątywać sieci, ale np. może pomóc nam ciąć różne rzeczy - opowiadają.

Poza tym to również okazja, by rozmawiać w języku polskim. - Takie żywe lekcje polskiego są dla nas bezcenne - mówi z uśmiechem Golesz. - Jesteśmy za to bardzo wdzięczne - dodaje. - Czekamy też na dziecięce rysunki, które również przesyłamy do naszych żołnierzy. One wlewają w ich serca ciepło i nadzieję - dorzuca na koniec.

Batalion "Kikimory" spotyka się w Tarnowskim Centrum Informacji na drugim piętrze, przy Rynku 7, codziennie od 9 do 18.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny