Nowy Sącz. Szykują duży transport darów dla wschodniej Ukrainy. Przejazd może zająć nawet 16 dni

Tiry wypełnione paczkami, które powinny wystarczyć siedmiotysięcznej grupie na trzy miesiące, czekają na odjazd. Transport szykują wolontariusze z Nowego Sącza. Chcą, by trafił do wschodniej Ukrainy. - Nie można zapominać o ludziach, którzy tam zostali - mówią.
Zobacz wideo

W Małopolsce nadano uchodźcom już niemal 120 tysięcy numerów PESEL. Pomoc jest organizowana przez wolontariuszy i różne instytucje. Potrzebujących uchodźców jest teraz znacznie mniej niż na początku wojny, ale wciąż są. Aktywiści podkreślają też, że nie można zapominać o tych, którzy w Ukrainie zostali. - Nie da się, żeby kraj się wyludnił i wszystkie mamy z dziećmi oraz seniorzy wyjechali. Wiele osób mierzy się z rzeczywistością na miejscu, próbuje tam organizować życie - mówi Marcin Kałużny, prezes zarządu Stowarzyszenia Sursum Corda działającego od ponad 20 lat w Nowym Sączu.

To właśnie dla Ukraińców, będących wciąż w swoim kraju, przygotowywany jest duży transport z pomocą. Fundacja Biedronki zapełniła 12 tirów - to prawie 180 ton darów. - To będą paczki indywidualne, które pozwolą na miesiąc funkcjonowania każdej osobie. Planujemy transport w trzech rzutach. To pozwoli grupie liczącej około 7000 osób funkcjonować przez trzy miesiące na wschodzie Ukrainy - wyjaśnia nam Kałużny.

Transport największym problemem

Transport częściowo opłaca fundacja. Stowarzyszenie Sursum Corda dorzuciło 40 tys. złotych zebrane w ramach 1 procenta podatku. By tiry ruszyły w drogę, brakuje jeszcze około 18 tys. złotych. W tirach są dokładnie 13034 paczki. - To bardzo konkretne wsparcie - zapewnia Kałużny - Jesteśmy w kontakcie z organizacjami ukraińskimi. Widzimy, z jak trudną sytuacją się one borykają. Mamy przygotowane magazyny po stronie ukraińskiej. Ze względów bezpieczeństwa, nie będę mówił, gdzie one są, bo te miejsca są później bombardowane, ostrzeliwane - mówi.

Kałużny przyznaje też, że transport z darami to niemały kłopot. Przejazd z Warszawy do Lwowa, tam i z powrotem, trwa 16 dni. - To ze względu na gigantyczne kolejki na granicy, problemy z odprawami, problemy paliwowe i wzrost kosztów. Mało która firma transportowa chce teraz wysyłać kierowców do Ukrainy - zauważa nasz rozmówca. - Już jest opóźnienie z transportami, ale wierzymy, że lada dzień uda się pierwszy wysłać - dodaje.

Nowosądeckie stowarzyszenie od początku konfliktu pomaga uchodźcom

Do Małopolski cały czas przybywają uchodźcy, niektórzy zostają tu na dłużej. Właśnie zakończył się kurs języka polskiego prowadzony przez Stowarzyszenie Sursum Corda. To były 72 godziny lekcji w trzech grupach. - Nauka języka to podstawa, by funkcjonować w rzeczywistości nowego kraju, w którym te osoby się znalazły. Dzięki wolontariuszom-nauczycielom, którzy zgodzili się lekcje poprowadzić, to się udało. Młodzież z kolei w tym czasie opiekowała się dziećmi, podczas gdy ich mamy uczyły się języka - opowiada Kałużny.

Stowarzyszenie dystrybuowało też bony zakupowe dla tych, którzy byli w najtrudniejszej sytuacji. W grę wchodziło po 300 zł miesięcznie, wydawane przez kwartał. Przekazano łącznie 1000 bonów.

Prowadzony jest także specjalny program noclegów interwencyjnych. - Jeżeli ktoś się pojawia w Małopolsce (...) i potrzebuje taki startowy interwencyjny nocleg, to my możemy go w hotelu czy pensjonacie wykupić - wyjaśnia nasz rozmówca. To maksymalnie 10-dniowe pobyty w dowolnym miejscu w kraju. Dla jednej osoby taka pomoc może być udzielona trzykrotnie. Żeby ją uzyskać, nie trzeba przyjeżdżać do biura w Nowym Sączu. Można się kontaktować telefonicznie czy mailowo. - Jesteśmy w stanie w ciągu kilkunastu minut zorganizować nocleg w dowolnym miejscu w kraju - przekonuje Kałużny.

Polacy wolą pomaganie akcyjne, trudniej o długoterminowe zaangażowanie

Stowarzyszenie Sursum Corda - w związku z wojną w Ukrainie - wznowiło też program "Starszy Brat- Starsza Siostra". To pary - dziecko i wolontariusz - które razem się uczą albo po prostu spędzają wspólnie czas. W tej chwili są cztery takie pary. - Dużym wyzwaniem były sytuacje związane z olbrzymią rotacją uchodźców. Bardzo często zmieniają miejsce zamieszkania, wiele osób zdecydowało się na powrót do Ukrainy, szczególnie do części zachodniej - wyjaśnia Kałużny.

Był plan, by program wrócił też dla sądeckich dzieci, ale to jest zależne od znalezienia wolontariuszy, którzy będą się chcieli zaangażować na dłużej. Coraz trudniej przekonać osoby do tego, żeby się zadeklarowały na kilka czy kilkanaście miesięcy do stałej pracy.

- Nie tylko my, ale i inne organizacje w kraju odczuwamy regres związany z zainteresowaniem aktywnością społeczną w wyniku epidemii. Te dwa lata mocno zmniejszyły zaangażowanie, trochę inne priorytety się pojawiły - mówi nam Kałużny. - Pod wieloma względami cofnęliśmy się o przynajmniej kilkanaście, jeśli nie dwadzieścia, lat i w zasadzie ten rok to była praca od podstaw, odbudowa struktur związanych z wolontariatem, szczególnie w Nowym Sączu - dopowiada.

Sytuacja z wojną w Ukrainie pokazała, że potrafimy i chcemy pomagać, chociaż to bardziej zaangażowanie akcyjne, a nie stałe. - Kuźnią wolontariatu długoterminowego, kształtowania pewnych postaw, stały się szkoły - zauważa Marcin Kałużny. - Jesteśmy organizacją w Małopolsce, która prowadzi największą sieć szkolnych klubów wolontariatu. W tym roku było ich 40 - podaje.

Stowarzyszenie wspiera placówki w tworzeniu klubów, szkoli nauczycieli czy koordynatorów. W ostatnim roku szkolnym udzieliło także około 20 minigrantów na różne oddolne inicjatywy młodzieży. - Szkolne kluby działają tam, gdzie to jest potrzebne. Pomysły były bardzo różne: współpraca z seniorami, inicjatywy związane z ekologią, oszczędzaniem wody, wspieraniem domów pomocy społecznej. Były koncerty charytatywne czy zbiórki karmy dla zwierząt - wymienia Kałużny i dodaje: "Chodziło o to, by odpowiedzieć na potrzeby, które widzimy wokół siebie w najbliższym środowisku".

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny