Nowy Sącz. "Chcemy stworzyć takie przyszywane rodzeństwo". Szukają wolontariuszy do pracy z dziećmi z Ukrainy

Po pandemicznej przerwie do Nowego Sącza wraca akcja "Starszy Brat - Starsza Siostra". Chodzi o to, by dzieciaki potrzebujące pomocy łączyć z wolontariuszami, którzy się nimi zaopiekują. Do programu włączone mają być w pierwszej kolejności dzieci z Ukrainy.
Zobacz wideo

Do Nowego Sącza niemal codziennie trafiają uchodźcy z Ukrainy. Czasem zupełnie przypadkowo, jak na przykład pani Ania z Kijowa. - Wcześniej była w Nowym Sączu tylko raz, sześć lat temu, na projekcie demokratycznym. Teraz jedynym jej punktem zaczepienia w Polsce był właśnie Nowy Sącz. I tak, od znajomego do znajomego, trafiła do nas - mówi nam prezes Stowarzyszenia Sursum Corda Marcin Kałużny.

Pani Ania przyjechała z dzieckiem. Planują dalszą podróż - do Anglii. - Jak ją odbierałem z dworca w Krakowie, powiedziała, że to duże wyzwanie spakować całe życie w jedną walizkę w ciągu jednego dnia, wziąć dziecko i wyjechać. Tym bardziej, że jej mąż i starszy syn zostali w Ukrainie - dodaje Kałużny.

Starszy Brat - Starsza Siostra

Stowarzyszenie Sursum Corda organizuje wiele form pomocy dla uchodźców w Nowym Sączu. Najnowszy projekt to program "Starszy Brat - Starsza Siostra". Poszukiwani są wolontariusze do indywidualnej pracy (jeden na jeden) z dziećmi z Ukrainy. Mają pomagać w poznawaniu języka polskiego, sprawach szkolnych, ale też w miłym spędzaniu czasu. Zgłaszać się mogą chętni powyżej 17. roku życia. Stowarzyszenie oferuje wsparcie przygotowawcze czy pokrycie kosztów, na przykład wyjścia do kina lub dojazdu wolontariusza do dziecka. Rekrutacja trwa do Wielkanocy.

Jeśli ktoś boi się, że nie poradzi sobie w zetknięciu z traumą wojenną, Kałużny uspokaja: "To nie jest program terapeutyczny". Nie są do niego kwalifikowane osoby wymagające specjalistycznej pomocy psychologicznej. - To są dzieci, którym potrzeba zabawy, uśmiechu, spędzania wolnego czasu - podkreśla. Nadmienia, że znajomość języka ukraińskiego nie jest konieczna. We wzajemnym zrozumieniu pomóc ma technologia i różnego rodzaju komunikatory. Dzieci też szybko się uczą, a z racji tego, że trafiają do polskich szkół, to muszą też poznać język polski.

Skorzystają też dzieci z regionu

Program "Starszy Brat - Starsza Siostra" w przeszłości był już prowadzony w Nowym Sączu przez wiele lat. Został zawieszony ze względu na pandemię. Jest szansa, że od września wróci i obejmie również nowosądeckie dzieciaki. Wszystko zależy od liczby wolontariuszy, których uda się zaangażować.

W całej akcji chodzi o to, by wyłonić pary - jedno dziecko i jeden wolontariusz. Jak mówią organizatorzy - takie przyszywane rodzeństwo, które będzie ze sobą spędzać czas. W łączeniu par pomagają koordynatorzy. Biorą pod uwagę m.in. jakieś wspólne cechy charakteru albo pasje. W programie uczestniczy też opiekun i psycholog. Wolontariusze nie zostają sami z pracą indywidualną z dzieckiem. 

Organizatorzy programu przekonują, że taki wolontariat daje nie tylko mnóstwo satysfakcji, ale może też zaowocować fajną relacją. - To jest przyjaźń, która niejednokrotnie zostaje na lata - mówi Kałużny. - Jest to też ciekawa okazja, by rozwinąć własne kompetencje czy zdolności związane z obszarem psychologii. Ale też, co przyznawali dorośli wolontariusze, świetne przygotowanie do bycia kiedyś mamą bądź tatą - dodaje nasz rozmówca.

Jak można pomóc?

Stowarzyszenie Sursum Corda pomaga od początku wojny. Najpierw organizowało zbiórkę darów, które potem wysyłane były do Ukrainy - do obwodu kijowskiego czy charkowskiego. Zbierano też środki opatrunkowe, które trafiły do centrum logistycznego we Lwowie. Teraz stowarzyszenie zajmuje się tymi uchodźcami, którzy zostali w Nowym Sączu. Prowadzi między innymi program wsparcia rzeczowego - to są bony zakupowe do różnych sieci sklepowych, a także kursy języka polskiego dla dorosłych. 

Trwa też akcja "Paczka Dobra". Są nią objęte osoby z programu "Chcę Pomagać" realizowanego w Nowym Sączu od lat. Wśród odbiorców paczek znalazły się w tym roku także ukraińskie rodziny. Paczki można jeszcze przygotować (do poniedziałku). Trafią do podopiecznych przed świętami. Odzew jest bardzo duży.

- My, jako Polacy, naprawdę zdajemy bardzo ważny egzamin i ten egzamin nam świetnie idzie. Ta pomoc jest powszechna, zauważalna, konkretna, coraz lepiej organizowana - zauważa Kałużny. - Marzy mi się, jako osobie związanej od wielu lat z organizacją pozarządową, że ten entuzjazm nie opadnie. Przed nami też własne wyzwania, z którymi się sami zmagamy. Polskie nasze potrzeby wewnętrzne dalej są i pomoc Ukraińcom to świetne ćwiczenie i rozwiniecie naszych umiejętności, możliwości, zdolności, wrażliwości. Miejmy nadzieje, że to pozostanie z nami na dłużej - podsumowuje.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny