"Są w traumie, z lęku robią straszne rzeczy". Niosą pomoc ukraińskim dzieciom z autyzmem

- Chyba nikt z nas się nie spodziewał, że zostaniemy swego rodzaju nieformalnym centrum ewakuacji z Ukrainy rodzin z dziećmi ze spektrum autyzmu - mówi Joanna Ławicka, prezeska Fundacji Prodeste z Wrocławia. Jej działacze dwoją się i troją, by pomóc młodym Ukraińcom. I to jak najszybciej, bo w przypadku dzieci z autyzmem czas odgrywa ogromną rolę.
Zobacz wideo

Kontaktują się z ukraińskimi rodzinami z dziećmi z autyzmem. Pomagają w ewakuacji z kraju ogarniętego wojną, ale też starają się pomóc tym, którzy zostali na miejscu. Fundacja Prodeste z Wrocławia - która działa na rzecz dzieci w spektrum autyzmu - robi, co może, żeby pomóc jak najszybciej. Wszystko rękami wolontariuszy.

- Chyba nikt z nas się nie spodziewał, że zostaniemy swego rodzaju nieformalnym centrum ewakuacji z Ukrainy rodzin z dziećmi ze spektrum autyzmu - mówi Joanna Ławicka, prezeska fundacji.

Trudna sytuacja dzieci z autyzmem

W przypadku dzieci z autyzmem czas odgrywa ogromną rolę. Im dłużej zostają w schronach i słuchają wybuchów bomb, tym bardziej działa to na niekorzyść. Te, które dotarły w bezpieczne miejsce na początku wojny, są w niezłym stanie. Jak twierdzi jednak Joanna Ławicka, w tej chwili zaczynają do naszego kraju docierać dzieciaki w stanie już znacznie gorszym, które więcej widziały i przeżyły. Mają już zaburzenia w postaci zespołu ostrego stresu czy stanów psychotycznych. Czasem nie jedzą, nie śpią, nie piją. - Każdy dzień w warunkach wojny dla dziecka z autyzmem to szybko pogłębiająca się trauma. Ono nie może zrozumieć, co się dzieje - mówi Ławicka.

Dzieciom w Ukrainie jest teraz bardzo źle, a dzieciom z niepełnosprawnością jest jeszcze trudniej trwać w ekstremalnie niekorzystnych dla nich warunkach. Nasza rozmówczyni zaznacza, że podjęcie decyzji o tym, by opuścić schron z dzieckiem z autyzmem, jest bardzo trudne. - Te dzieci z lęku robią straszne rzeczy, łącznie z samookaleczeniami. Są w traumie wojennej. Rodzicom ciężko podjąć pierwszy krok w stronę ewakuacji, a niestety my - jako fundacja - choć możemy im w wielu kwestiach pomóc, to jednak nie jesteśmy w stanie wyprowadzić ich ze schronu czy piwnicy - tłumaczy Ławicka.

W nocy boją się najbardziej

Fundacja ma stały kontakt z wieloma rodzinami, które wyraziły chęć ucieczki z Ukrainy, ale nie opuściły jeszcze swojego schronienia. Korespondencja z nimi odbywa się zazwyczaj nocą. - Oni w nocy boją się najbardziej i wtedy najczęściej piszą maile do nas. Staramy się ich wspierać emocjonalnie i doraźnie. Prosimy na przykład, żeby ktoś dostarczył dla dzieci jakieś leki czy inne potrzebne rzeczy - wyjaśnia prezeska organizacji.

Jak dodaje, najtrudniej pomóc się wydostać rodzinom uciekającym z Charkowa. Z Kijowa jest nieco łatwiej, ponieważ stamtąd kursuje pociąg do Chełma. Rodziny, które mieszkają blisko granicy z Węgrami, wydawać by się mogło, też nie powinny mieć większych problemów z ewakuacją - do Polski mogliby przedostać się przez Słowację. Jednak zapisy w przyjętej przez Sejm specustawie zakładają, że na pomoc w naszym kraju mogą liczyć tylko ci Ukraińcy, którzy przekraczają granicę polsko-ukraińską. Rodziny znajdujące się w okolicach granicy z Węgrami muszą zatem nadłożyć wiele kilometrów, żeby wjechać do Polski przez naszą granicę. - To jest coś, co nas zszokowało - nie ukrywa Ławicka. - Powiadomiłam międzynarodową społeczność, żeby wszyscy mieli na uwadze ten przepis i żeby nikt się nie wpakował w ten problem - mówi.

Ludzie, którzy przyjęli pod swój dach rodziny z dziećmi z autyzmem szukają pomocy

Część rodzin z dziećmi ze spektrum autyzmu, którym udało się przedostać do Polski i kontaktują się z Fundacją Prodeste, ma już gdzie mieszkać. Organizacja pomaga przy załatwianiu spraw formalnych, potrzebnych orzeczeń o niepełnosprawności czy tłumaczeń dokumentów. Organizuje opiekę nad dziećmi i zajęcia ze specjalistami. Zbiera pieniądze na pakiety medyczne dla nich - tak, by ta pomoc była na jak najlepszym poziomie.

- Zgłaszają się do nas osoby z różnych miast w Polsce, bo mnóstwo ludzi nie zdawało sobie sprawy z tego, kto do nich przyjedzie. Spodziewało się mamy z dzieckiem i atmosfery rodem z wigilii, a przyjeżdżają do nich ciężko straumatyzowani ludzie, którzy nie jedzą, nie piją, nie odzywają się. Organizujemy dla nich pomoc psychiatryczną - mówi prezeska fundacji. - Trzeba ich szybko postawić na nogi. Staramy się, w miarę potrzeb, zorganizować dla nich mieszkanie. Ludzie z autyzmem nie mogą być przerzucani z miejsca na miejsce. Nie mogą też nocować w zbiorczych noclegowniach - dodaje Ławicka.

Żeby fundacja mogła nadal nieść pomoc, potrzebuje teraz przede wszystkim wolontariuszy do pracy z dziećmi, a także pieniędzy. Na razie wiele osób pomaga za darmo, ale przyjdzie taki czas, że ta darmowa pomoc się wyczerpie, stąd apel prezeski Prodeste o wsparcie finansowe.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny