Trzyletni Alan czeka na operację od maja. Kardiochirurgia w łódzkiej "Matce Polce" na skraju paraliżu. Odeszło 7 anestezjologów

- Tu czas ma duże znaczenie, bo od tego zależy życie noworodków - mówią lekarze z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, gdzie odwoływane są planowe zabiegi i operacje. Anestezjolodzy-kardiochirurdzy nie chcą pracować na warunkach oferowanych przez dyrekcję, a ta jest nieugięta i pozwoliła im odejść.

Na zabieg czeka wielu małych pacjentów. Wśród nich jest trzyletni Alan, który ma atrezję zastawki trójdzielnej. Choroba stwierdzona została w maju. Zdaniem lekarzy chłopiec powinien być operowany w ciągu miesiąca. - Dzwoniłam tydzień temu do kardiochirurga, czy jest szansa, by Alan był operowany w "Matce Polce". Lekarz odpowiedział mi, że jest mu przykro, ale nie zna odpowiedzi na to pytanie, ponieważ nie ma pełnej obsady anestezjologów - opowiada mama chłopca.

Tymczasem mamie chłopca zależy na tym, aby jej dziecko było operowane akurat w tym szpitalu. Nie chodzi tylko o to, że jest to najlepszy szpital specjalistyczny, dziecięcy w regionie, ale też to, że dziecko było tutaj leczone na wielu oddziałach i znają go tutejsi lekarze. - Trzymam kciuki i mam nadzieję, że znajdzie się miejsce tutaj, i że to dziecko zostanie tutaj zoperowane - dodaje mama chłopca.

Brakuje lekarzy

W Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi brakuje przede wszystkim anestezjologów wyspecjalizowanych w operacjach kardiochirurgicznych u dzieci. Część z nich odeszła ze szpitala, bo poza swoimi obowiązkami na oddziałach dziecięcych musieli również wykonywać inne znieczulenia.

Sprawą zainteresowała się Łódzka Rada Lekarska, która zaapelowała do ministra zdrowia. - Jesteśmy głęboko zaniepokojeni, że mali pacjenci w szpitalu, w którym działa wiodący ośrodek kardiochirurgiczny w kraju, nie mogą być w porę zoperowani z powodu braków kadrowych. Jednocześnie nasi koledzy lekarze nie mogą prawidłowo wypełniać swoich obowiązków i w bezpieczny sposób leczyć pacjentów - mówi prezes łódzkiej Okręgowej Rady Lekarskiej dr Paweł Czekalski.

Problemy pojawiły się już w czerwcu. To wtedy do izby lekarskiej dotarły pierwsze doniesienia o problemach z zapewnieniem odpowiedniej opieki anestezjologicznej. Było to związane z zakończeniem współpracy ICZMP z zewnętrzną firmą zatrudniającą kilkudziesięciu lekarzy. Anestezjolodzy nie byli zainteresowani zawieraniem indywidualnych umów ze szpitalem. - Znieczulenie tak małych pacjentów z takimi problemami i w obliczu tak trudnych zabiegów jest bardzo specyficzne i trudne. Jeszcze trudniejsze jest prowadzenie tych pacjentów w okresie pooperacyjnym. To wszystko musi wykonywać specjalny team kardioanestezjologów wyspecjalizowanych w pracy z małymi pacjentami - twierdzi Czekalski.

Specjaliści uważają, że operowanie noworodków jest niezwykle trudne. Niejednokrotnie są to operacje wykonywane na maluchach, które nie ważą nawet kilograma. - Jeżeli operacja się powiedzie, to takie dziecko ma szansę dożyć późnego wieku, ale warunkiem jest, by było operowane szybko. Aby opieka była na najwyższym poziomie, powinny być w szpitalu dwa zespoły anestezjologów. Jeden duży, pracujący na rzecz innych oddziałów, i drugi, mały zespół pracujący na rzecz kardiochirurgii - tłumaczy Ryszard Golański, anestezjolog z łódzkiego Centrum Kliniczno-Dydaktycznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Z "Matki Polki" odeszła grupa 7 anestezjologów, czyli wszyscy, którzy znieczulali małych pacjentów. Bez nich przeprowadzanie operacji jest praktycznie niemożliwe. 

Co na to szpital?

Tymczasem jak informuje Adam Czerwiński, rzecznik prasowy ICZMP, wykonywanych jest średnio o 20-30 proc. mniej zabiegów. - W związku z tym, że brakuje nam anestezjologów, od jakiegoś czasu w klinice kardiochirurgii nie prowadzimy tylu zabiegów, ile byśmy moglibyśmy - przyznaje.

Szpital zapewnia, że szuka lekarzy. - Ogłosiliśmy kolejny konkurs na świadczenie usług z zakresu anestezjologii, w tym konkursie jest pakiet kardiochirurgiczny. Oferujemy bardzo atrakcyjne warunki - dodaje rzecznik.

Jeśli uda się znaleźć lekarzy to i tak problem nie zniknie z dnia na dzień. Nawet jeśli zespół anestezjologów i kardiochirurdzy zaczną operować pełną parą kolejka oczekujących nie zniknie. Powodem są ograniczone możliwości opieki nad małymi pacjentami po operacji. Niekiedy zajmują oni łóżka po kilka tygodni. Liczba miejsc na oddziale pooperacyjnym jest ograniczona.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Najnowsze podcasty

Więcej podcastów