"PiS chce stworzyć sobie wyborcę". Łódzcy radni apelują do nauczycieli w sprawie podręcznika do HiT-u

Radni z Łodzi apelują do nauczycieli, by nie korzystali z nowego podręcznika do historii i teraźniejszości. - Ta książka jest osobistym esejem autora i nie powinna być pozycją obowiązującą w szkołach - przekonują. Zwracają też uwagę rodzicom uczniów, by interweniowali w tej sprawie w placówkach, do których uczęszczają ich dzieci.
Zobacz wideo

Jeden z łódzkich radnych - Damian Raczkowski (KO) - do niedawna sam nauczał wiedzy o społeczeństwie. Na koniec roku szkolnego zdecydował jednak, że rezygnuje. Dlaczego? - Właśnie dlatego, że zostanie wprowadzony przedmiot z podstawą programową, która ma ukierunkować myślenie uczniów. I ja miałbym go uczyć - mówi. - Rozmawiam z dyrektorami szkół średnich i większość z nich, na szczęście, nie rekomenduje tego podręcznika i nie namawia nauczycieli, aby z niego korzystali - nadmienia.

Raczkowski przekonuje, że uważnie przeczytał książkę autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego. Nie ukrywa, że niektóre zawarte w niej tezy mocno go zaskoczyły. - Jest tam napisane, że Polska stała się ofiarą układów międzynarodowych, a media to lobby ateistyczne. Jedyna poprawna doktryna polityczna to ta narodowa, oparta na katolicyzmie i chrześcijaństwie. Tego dzieci nie powinniśmy uczyć. PiS chce stworzyć sobie wyborcę. Apelujemy o niekorzystanie z tego podręcznika - mówi radny.

"Chcą wykorzystać młode pokolenie"

Łódzcy radni twierdzą, że podręcznik "Historia i Teraźniejszość" powinien się nazywać "Historia i Teraźniejszość według PiS-u", ponieważ zawiera ideologię tej partii. - Ta książka nie uczy dzieci myślenia. Nauczyciele nie mają obowiązku z niej korzystać. Podręcznik jest osobistym esejem autora i nie powinien być pozycją obowiązującą w szkołach - oburza się Monika Malinowska-Olszowy, radna KO.

Samorządowcy apelują też do rodziców dzieci, aby pisali pisma do dyrekcji szkół, żeby nie korzystać z tej książki. - Można uczyć bez tego podręcznika. Można przekazywać wiedzę w sposób cywilizowany, nie obrażając nikogo - podsumowuje Krzysztof Makowski z Nowej Lewicy.

Nowy podręcznik nie podoba się też wielu nauczycielom uczącym historii w łódzkich szkołach. Część z nich obawia się jednak, że wypowiadając się przeciwko książce, poniesie konsekwencje. - WOS był jednym z najbardziej wartościowych w szkole przedmiotów. Uczył młodzież wielu praktycznych rzeczy, które mogliby wykorzystać po zakończeniu edukacji. Były tam tematy związane z funkcjonowaniem samorządu, poszczególnych urzędów, poszukiwaniem pracy, pisaniem pism. Zamieniono to na gdybanie o niczym oparte na poglądach jednego człowieka. To niedorzeczne - mówi nauczycielka jednego z łódzkich liceów, która chce zachować anonimowość.

Kontrowersyjny fragment o in vitro

W ostatnich dniach wyjątkowe oburzenie wywołał znajdujący się w podręczniku fragment dotyczący in vitro. "Coraz bardziej wyrafinowane metody odrywania seksu od miłości i płodności prowadzą do traktowania sfery seksu jako rozrywki, a sfery płodności jako produkcji ludzi, można powiedzieć hodowli. Skłania to do postawienia zasadniczego pytania: kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci? Państwo, które bierze pod swoje skrzydła tego rodzaju 'produkcję'?" - czytamy w książce Roszkowskiego.

Fragment oburzył m.in. rodziców dzieci które urodziły się dzięki in vitro, ale też polityków. Zapis skrytykował m.in. Donald Tusk.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny