Władze Łodzi uznały strajk w MOPS za nielegalny. "To szantaż emocjonalny"

Coraz bardziej napięta robi się atmosfera wokół protestu pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi. Rozmowy ostatniej szansy zakończyły się fiaskiem. Władze miasta przekonują, że strajk jest "nielegalny". Protestujący uważają, że takie stawianie sprawy to szantaż i nie zamierzają zaniechać swoich działań.
Zobacz wideo

Pracownicy socjalni łódzkiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej protestują od 26 kwietnia. Domagają się przede wszystkim podwyżek płac. Mówią też o poprawie warunków pracy. Ich protest przybiera różne formy: pikiet i skandowania przed urzędem miasta albo zakłócania obrad rady miejskiej. Zaczęli też wychodzić na ulice i blokować przejazd na ważnych łódzkich skrzyżowaniach. Wszystko po to, by nagłośnić swoje postulaty. 

- Chcemy godnie zarabiać. Obecnie nasze wynagrodzenia są śmieszne i nieadekwatne do posiadanego wykształcenia i obowiązków. Wykonujemy trudny i odpowiedzialny zawód, a jesteśmy traktowani, jakbyśmy byli złem koniecznym - mówią protestujący.

Pracownicy socjalni zarabiają średnio 3900 zł brutto. Chcieliby docelowo dostawać 5600 zł brutto (w tym mieszczą się wszystkie dodatki). Na początek domagają się podwyżki wynoszącej 1000 zł. Resztę, ich zdaniem, można rozłożyć w czasie.

Miasto proponuje z kolei dodatek terenowy w wysokości 500 zł brutto. - Bardzo się cieszymy z tego i zgadzamy się na to. Jednak wciąż jest to za mało - mówi jasno Sylwester Tonderys ze Związku Pracowników Socjalnych.

Strajk jest nielegalny?

Teraz, po blisko 12 tygodniach protestu, biuro prasowe prezydenta Łodzi rozesłało do mediów informację mówiącą o tym, że strajk pracowników MOPS uznano za nielegalny. - Rozmowy, które prowadzone były we wtorek, to były rozmowy ostatniej szansy. W związku z narastającą niewydolnością Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i tym, że nie wszyscy mieszkańcy są obsługiwani tak, jak powinni w zakresie pomocy pracowników socjalnych, zaczyna narastać i pojawiać się zagrożenie życia i zdrowia dla podopiecznych. Ponowiliśmy naszą propozycję. To, co oferujemy, nie zostało zaakceptowane, dlatego MOPS-owi - jako pracodawcy - nie pozostaje nic innego, jak uznać strajk za nielegalny - informuje w komunikacie wiceprezydent miasta Adam Wieczorek.

W łódzkim MOPS jest 270 pracowników. Obecnie większość z nich jest na zwolnieniach lekarskich. Do pracy przychodzi około 100 osób, które są oddelegowywane również do wykonywania innych zadań. Z powodu przedłużającej się absencji w MOPS zatrudniono kilka dodatkowych osób do pomocy.

- Coraz trudniejsza jest sytuacja w tym zakresie, bo nie jesteśmy w stanie obsłużyć tych, którzy się zgłaszają, mimo że zatrudniliśmy dodatkowo ludzi do pracy. Poza tym zmieniają się postulaty ze strony strajkujących. Uważamy, że powinniśmy podjąć jakieś zdecydowane kroki w tym zakresie, abyśmy mogli realizować zadania ustawowe - mówi dyrektor MOPS Andrzej Kaczorowski. Zdaniem dyrekcji MOPS strajk pracowników socjalnych jest zagrożeniem dla życia i zdrowia mieszkańców Łodzi.

- My nie jesteśmy policją czy pogotowiem, które pracuje 24 godziny na dobę, żeby nam mówić, że stoimy na straży bezpieczeństwa ludzi - odpowiada z kolei Sylwester Tonderys. - To jest szantaż emocjonalny. Jeśli my nie chcemy przyjąć warunków miasta, to oni uznają strajk za nielegalny - dziwi się.

Przypomnijmy, zgodnie z Ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych (art. 19.) strajk zabroniony jest w przypadku pracowników służb państwowych, organów władzy państwowej, administracji rządowej i samorządowej, sądów i prokuratur. Zabronione jest także przerwanie pracy w wyniku strajku w sytuacji, gdy zagraża to życiu i zdrowiu ludzkiemu lub bezpieczeństwu państwa.

Co dalej?

Protestujący pracownicy MOPS nie zamierzają wrócić do pracy. - Jesteśmy świadomi tego, że w polskim prawie nie ma czegoś takiego jak sankcje za udział w strajku. Jego nielegalność lub legalność może stwierdzić tylko sąd - mówi Tonderys.

Protestujący na razie nie mają zamiaru blokować ulic. Poinformowali, że nie uznają nielegalności strajku. Przygotowali pismo, które zostanie złożone w Urzędzie Miasta Łodzi i jest odpowiedzią na krok wykonany przez urzędników. W tej sprawie konsultowali się z dwoma prawnikami. - Nie zgadzamy się z interpretacją miasta. Pracownicy socjalni mają prawo strajkować, bo nie są funkcjonariuszami - przekonuje przedstawiciel Związku Pracowników Socjalnych.

Zamierzają wziąć udział w odsłonięciu pomnika serca WOŚP, co ma nastąpić za kilka dni. Na tym wydarzeniu obecni będą przedstawiciele władz Łodzi. - Nie będziemy zakłócać tego wydarzenia - zapewniają protestujący. - Po prostu się pokażemy. Miasto promuje się jako dobroczynne, a to, co robi z pracownikami socjalnymi, na pewno o tym nie świadczy - stwierdza Tonderys. Na wydarzenie zabiorą transparenty.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny