Łódź. Radni alarmują: Brakuje środków na ochronę zdrowia, łatamy dziury związane z inflacją

- Zamiast inwestycji, łatamy dziury związane z rosnącą inflacją. Brakuje na ochronę zdrowia - mówią radni miejscy. Przekonują, że muszą pokrywać koszty funkcjonowania przychodni i szpitali miejskich z pieniędzy przeznaczonych na inne zadania.
Zobacz wideo

Ochrona zdrowia to - jak przekonują łódzcy radni - jeden z podstawowych elementów funkcjonowania miasta, w który uderza inflacja i szalejąca drożyzna. Minęła dopiero połowa roku, a w budżecie Łodzi już dokonywane są przesunięcia związane z brakiem pieniędzy na działalność tej właśnie sfery. Rosną m.in. koszty pracy. Jak słyszymy od samorządowców, od początku tego roku lawinowo wzrosła liczba podań składanych przez pracowników o podwyżkę wynagrodzeń. Miasto przekonuje, że odpowiada na te oczekiwania w większości pozytywnie. - Lekarzy i pielęgniarek brakuje we wszystkich jednostkach medycznych, więc nie mamy wyboru, jak tylko iść na ustępstwa - mówi przewodniczący rady miasta Marcin Gołaszewski (Koalicja Obywatelska).

W 2022 roku radni założyli wzrost kosztów pracy - na jednego zatrudnionego - wynoszący 10,3 proc., a więc przewyższający prognozowany poziom inflacji (9,1 proc.). Tymczasem w czerwcu inflacja wyniosła 15,6 proc. Radni boją się więc, że koszty te będą nadal rosnąć.

Potrzeba kilkadziesiąt milionów 

Jeśli chodzi o całościowe wydatki na ochronę zdrowia, w ubiegłym roku były one na poziomie 241 mln zł. Prognoza zapisana w budżecie na ten rok wyniosła z kolei 255 mln złotych. Radni widzą jednak, że ta kwota nie wystarczy. Zakładają całościowy wzrost kosztów miejskiej ochrony zdrowia na poziomie od kilkunastu procent do nawet ponad 20 procent, tj. dodatkowe kilkadziesiąt milionów złotych. - Drożeją zabiegi, materiały medyczne, prąd i woda - wylicza Gołaszewski. - PiS niszczy samorządy, ponieważ podwyższone koszty funkcjonowania ochrony zdrowia w znaczący sposób przekładają się na budżety miast - dodaje.

- Ministerstwo Zdrowia powinno zacząć urealniać wypłaty i płace za punkty zabiegowe. Jeśli Narodowy Fundusz Zdrowia będzie płacił za to wszystko więcej, to samorząd nie będzie ponosił przynajmniej części kosztów inflacji - mówi z kolei Krzysztof Makowski, radny Nowej Lewicy. - Chodzi nie tylko o nas, ale przecież również są szpitale i przychodnie wojewódzkie. Tam też mają podobne problemy. Skoro rosną koszty utrzymania, to trzeba będzie te pieniądze znaleźć w budżetach - dodaje.

W tym roku Łódź otworzyła miejską w pełni wyremontowaną przychodnię. Ponadto Szpital im. Karola Jonschera zaciągnął kredyt inwestycyjny na budowę bloków operacyjnych. Radni podkreślają, że odsetki rosną w tempie ekstremalnym. Jak wylicza przewodniczący Gołaszewski, w minionym roku koszty odsetkowe wyniosły 552 tys. zł, a w tym roku prognoza wynosi aż 1 mln 600 tys. zł. - To jest szokujące. 308 procent wzrostu samych odsetek. Te koszty ponosi miasto - bulwersuje się Gołaszewski.

Samorządowcy przekonują, że aby pokryć te wszystkie dodatkowe koszty, trzeba było zrezygnować z niektórych inwestycji drogowych czy związanych z rewitalizacją. - Jest to pierwszy rok, kiedy musimy zmniejszać ich liczbę - twierdzi Gołaszewski.

Przypomnijmy, Łódź ma pod opieką siedem placówek medycznych. To Miejskie Centrum Medyczne "Śródmieście", Miejskie Centrum Medyczne "Górna", Miejskie Centrum Medyczne "Widzew", Miejskie Centrum Medyczne "Polesie", Miejskie Centrum Medyczne "Bałuty", Szpital Kliniczny im. Karola Jonshera oraz Miejskie Centrum Terapii i Profilaktyki Zdrowotnej im. bł. Rafała Chylińskiego.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny