W Białymstoku stawiają na energię ze słońca. "W tym roku dało nam to 371 tysięcy złotych oszczędności"

W tym roku białostocki ratusz wydał na instalacje fotowoltaiczne na miejskich budynkach dwa miliony złotych, w przyszłym zamierza wydać pięć. Na razie oszczędził na tym niecałe 400 tysięcy złotych. Ale wszystkie inwestycje, dzięki niższym rachunkom, mają się zwrócić w trzy lata.
Zobacz wideo

Miejskich mikroelektrowni słonecznych zwykle nie widać, chociaż w Białymstoku powstało ich już osiem, a kolejne trzy mają zacząć produkować prąd jeszcze przed końcem roku. Mieszczą się one na dachach miejskich budynków, na przykład na przybudówce do głównej siedziby urzędu przy Słonimskiej czy na dachu Wydziału Obsługi Mieszkańców przy pobliskiej Branickiego. Duże instalacje powstały też na dachu basenu sportowego przy Włókienniczej i na dwóch szkołach.

Łącznie urząd produkuje obecnie ze słońca tyle prądu, co mniej więcej sto wyposażonych w panele domów jednorodzinnych. Produkuje i od razu zużywa, dzięki czemu kupuje mniej prądu. - W tym roku dało nam to już 371 tysięcy złotych oszczędności - wylicza skrupulatnie prezydent miasta Tadeusz Truskolaski.

Jak kilkaset domów jednorodzinnych

W przyszłości oszczędności powinny jeszcze wzrosnąć. W przyszłym roku urząd chce bowiem uruchomić na swoich budynkach kolejnych 20 mikroelekrowni. Wówczas miasto będzie produkować tyle prądu, co blisko 400 domów jednorodzinnych. Panele pojawią się m.in. na miejskim kąpielisku nad zalewem w Dojlidach i kilku następnych szkołach.

- W tym roku na fotowoltaikę wydaliśmy dwa miliony złotych, w przyszłorocznym budżecie mamy na ten cel zarezerwowanych kolejnych pięć milionów - mówi Karol Reńko, dyrektor miejskiego Biura Zarządzania Efektywnością Energetyczną. Z wyliczeń urzędników wynika, że przy obecnych cenach energii nakłady ponoszone przez miasto powinny się zwrócić w trzy lata.

Niezależnie od miasta w fotowoltaikę inwestują też miejskie spółki. Najambitniej Wodociągi Białostockie, które już w tej chwili, przy sprzyjającej pogodzie, prawie w stu procentach pokrywają same zapotrzebowanie na energię dwóch z trzech ujęć wody.

Zamiast umów, giełda

Miasto próbuje też obniżać zużycie w swoich placówkach. Inwestuje w energooszczędne oświetlenie i instalacje. Szefowie miejskich placówek dostali też konkretne wytyczne, jak oszczędzać. Banalne z pozoru rady - na przykład konieczność gaszenia światła czy rozsądnego wietrzenia - mają się przekładać na zmniejszenie zużycia energii. Podobnie jak wygaszenie podświetlenia reprezentacyjnych budynków, modernizacja latarni czy zasilane fotowoltaiką oświetlenie największego z miejskich tuneli. Jednak wobec rosnących cen energii, to i tak za mało.

Rok temu miasto zapłaciło za prąd 16 milionów złotych. W tym, chociaż jeszcze się nie skończył, już 50 milionów. W przyszłym, według prognoz, zapłaci prawie 100 milionów. A byłoby dużo gorzej. - Zaczęliśmy kupować energię elastycznie. Nie podpisujemy stałych umów, tylko kupujemy prąd na giełdzie w transzach, kiedy się to opłaca - wyjaśnia dyrektor Reńko.

Jak mówi, dzięki temu miasto płaciło w październiku za megawatogodzinę średnio 760 złotych. W tym samym czasie niektóre z samorządów na tę samą ilość musiały wydać prawie cztery razy więcej. Dlatego, jak podkreślają białostoccy urzędnicy, wiele innych miast chce wdrożyć tutejsze doświadczenia u siebie.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny