Głos ludu w sprawie in vitro przekona niechętnych radnych? Białystok z szansą na miejski program

Białostoczanie w tegorocznej edycji budżetu obywatelskiego wybrali pilotażowy program wspierania in vitro. Pomysłodawcy projektu mają nadzieję, że głos ludu przekona dotychczas niechętnych radnych i miasto - w nowym roku - przyjmie własny, pełnowymiarowy program dofinansowania dla par zmagających się z niepłodnością.
Zobacz wideo

Wybrany w tegorocznym budżecie obywatelskim program jest symboliczny. 50 tysięcy złotych pozwoli na wsparcie - po jednym zabiegu - ośmiu par. Do tego jedną piątą kwoty, jaką mieszkańcy zdecydowali się przeznaczyć na program, pochłonie wymagana prawem dokumentacja.

Do ubiegania się o pomoc będą miały prawo pary mieszkające w Białymstoku od co najmniej roku, niekoniecznie małżeństwa. Muszą też mieć medyczną opinię, że inne metody leczenia niepłodności w ich wypadku zawiodły.

Pomysłodawczynią projektu jest miejska radna Koalicji Obywatelskiej Jowita Chudzik, która konsekwentnie powtarza, że jej pomysł był tylko odpowiedzią na potrzeby mieszkańców i - jak sama nazwa wskazuje - należy go traktować jako pilotaż.

- Pierwszy krok za nami. Mieszkańcy powiedzieli, że chcą takiego wsparcia. Pokazali, że Białystok potrzebuje pełnowymiarowego programu, na wzór tych działających w innych miastach - mówi radna. Zapowiada, że od początku przyszłego roku zgłosi projekt odpowiedniej uchwały na sesji. Wstępne założenia to co najmniej milion złotych na trzy lata. - To pozwoliłoby na wsparcie w tym czasie 70 par, każdej do trzech razy - wylicza. Dodaje też, że w zależności od możliwości miasta, finansowanie programu można byłoby zwiększyć, by pomóc większej liczbie potrzebujących.

Niepewna większość

By zgłosić projekt uchwały, radna potrzebuje co najmniej pięciu podpisów członków dwudziestoośmioosobowej rady. By uchwałę przyjąć - co najmniej piętnastu. O ile pierwsze nie będzie problemem, drugie wciąż pozostaje kwestią otwartą. Większość w radzie ma porozumienie Koalicji Obywatelskiej i klubu prezydenta Tadeusza Truskolaskiego. Ale to nie jest większość, która poparłaby każdą inicjatywę. Część radnych z tej grupy ma bowiem mocno konserwatywne poglądy, nie różniąc się w tej materii od miejskiej opozycji, czyli klubu PiS.

- Nie było sensu składanie projektu takiej uchwały, jeśli po sondażowych rozmowach okazało się, że nie zbierze on wystarczającej liczby głosów. Jest mi z tego powodu przykro, ale takie są fakty - mówił kilka tygodni temu wiceprezydent Zbigniew Nikitorowicz, orędownik wprowadzenia miejskiego programu in vitro.

Czy zwycięstwo pilotażu w budżecie obywatelskim zmieniło sytuację w radzie? - Zobaczymy, zaczynam rozmowy z radnymi. Z wszystkimi radnymi, niezależnie od ich przynależności klubowej - podkreśla Jowita Chudzik.

Patriotyczne in vitro

Zwolennicy wprowadzenia pełnowymiarowego, finansowanego z budżetu miasta programu wspierania leczenia pozaustrojowego przypominają, że Białystok był w tej kwestii absolutnym prekursorem, tyle że… 30 lat temu. To bowiem specjaliści z tutejszego szpitala klinicznego przeprowadzili wówczas pierwszy udany zabieg in vitro. Specjalistów nadal tu zresztą nie brakuje, ale mają coraz mniej do roboty. Procedura jest droga, bez wsparcia znajduje się poza zasięgiem dużej liczby osób. Od momentu zlikwidowania przez rząd Zjednoczonej Prawicy rządowego programu, leczą się one w miastach, gdzie są programy lokalne.

- Tworzenie takich barier w sytuacji kryzysu demograficznego jest po prostu nieetyczne - uważa profesor Sławomir Wołczyński. 30 lat temu był w zespole, któremu udało się przeprowadzić pierwszy udany zabieg, obecnie kieruje kliniką rozrodczości i endokrynologii w szpitalu klinicznym i doradza merytorycznie radnej Chudzik.

O tym, że blokowanie takiego programu jest nieetyczne mówi też podlaski poseł PO Robert Tyszkiewicz. On również przypomina kryzys demograficzny, z jakim z roku na rok coraz bardziej zmaga się Polska. - W latach 2020-22 urodziło się w Polsce 674 tysiące dzieci. W tym samym czasie zmarło ponad milion osób. Białystok również ma ujemny przyrost. Ostatnie dane mówią o deficycie w wysokości pięciuset urodzin. Dlatego walka o każde urodzone dziecko, o każdą parę, która dzięki wsparciu in vitro będzie miała szansę na dochowanie się potomstwa ma dziś głęboki sens społeczny. Powiem więcej, patriotyczny - podsumowuje poseł Tyszkiewicz.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny