Szykuje się kolejna awantura o Puszczę Białowieską? Chcą zwiększyć obszar wycinki

Leśnicy chcieliby zwiększenia - o połowę - obszaru, na którym w Puszczy Białowieskiej można prowadzić wyręby. Absurdalny pomysł, kuriozalna argumentacja - ripostują naukowcy i obrońcy środowiska. Ostrzegają też, że forsowanie takich planów może doprowadzić do kolejnego międzynarodowego konfliktu o puszczę.
Zobacz wideo

Puszcza Białowieska to jedyny w Polsce obiekt z Listy Światowego Dziedzictwa Przyrody UNESCO. W związku z tym obowiązuje w nim specjalny program ochrony. Od kilku lat trwają prace nad jego zmianą. Niedawno leśnicy swoje propozycje w tej sprawie przesłali do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Dotyczą one kwestii zmiany granic i wielkości poszczególnych stref ochrony.

Obecnie Puszcza podzielona jest na cztery takie strefy. Wyrąb jest możliwy tylko w czwartej z nich. - Lasy proponują, by mniej więcej jedną dziesiątą powierzchni strefy trzeciej przenieść do czwartej. Obecnie jest ona mniejsza, po takiej zmianie powiększyłaby się o połowę - wyjaśnia Radosław Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot. Dzięki temu można by prowadzić gospodarkę leśną - czyli ciąć - w miejscach bardzo cennych przyrodniczo, m.in. w lasach, w których znacząca część drzew ma ponad sto lat - pochodzi sprzed czasów rozpoczęcia intensywnej eksploatacji Puszczy.

Profesora Rafała Kowalczyka z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży zaskakuje sama istota pomysłu leśników, sprzeczna z ideą ochrony Puszczy. - Nie wydaje mi się, by UNESCO się na to zgodziło. Jego eksperci, podczas wizji lokalnych, przyznawali, że zmiana granic poszczególnych stref jest możliwa, ale nie w taki sposób, by obszary ochrony biernej, czyli bez udziału człowieka, ulegały zmniejszeniu - podkreśla naukowiec.

Dodaje, że w przypadku ekosystemu o takim znaczeniu jak Puszcza Białowieska, wszelkie działania powinny dążyć do tego, by chronić go bardziej, nie mniej.

Dziwny pomysł, dziwne argumenty

Zdaniem ekologów i naukowców argumentacja, jaką posługują się leśnicy, jest kuriozalna - na przykład ta dotycząca zmiany granic obszarów bez wyrębów. Według autorów dokumentu przesłanego przez Lasy Państwowe do ministerstwa, w terenie często trudno ustalić, gdzie kończy się cenny las, a zaczyna ten wymagający przebudowy.

- Przecież to jest natura. Tu nic nie przebiega od linijki. Leśnicy sami w ten sposób przyznają, że nie potrafią sobie poradzić z zarządzaniem terenem, który im powierzono. A skoro nie potrafią, to może niech przekażą ten obowiązek instytucjom bardziej kompetentnym - irytuje się Ślusarczyk.

Leśnicy skarżą się też ministerstwu, że brak wyrębów sprawia, że uczniowie Technikum Leśnego z Białowieży nie mają się gdzie uczyć. To jedna z kilkunastu takich szkół w Polsce. - Może warto by przestawić program nauczania na mniej eksploatacyjny, a bardziej ochroniarski? Tutaj, w północno-wschodniej części kraju, parki narodowe i krajobrazowe potrzebują wykwalifikowanych specjalistów od zarządzania terenami chronionymi - podpowiada profesor Kowalczyk.

Zdaniem Ślusarczyka ludzie o takiej specjalności przydaliby się samym Lasom Państwowym. Jak ocenia, ochrona przyrody na terenach zarządzanych przez tę instytucję jest na fatalnym poziomie w całym kraju. - Naukowcy z całego świata zabiegają o możliwość prowadzenia badań w Puszczy Białowieskiej, bo to ostatni nizinny las naturalny w Europie, odpowiednik rafy koralowej. Tymczasem, zdaniem leśników, powinien on służyć za salę lekcyjną na zajęcia z sadzenia i wycinania. To przecież absurdalne - mówi Ślusarczyk.

Dmuchanie na zimne

Inny z argumentów dotyczy kwestii dostępu dla drewna opałowego dla mieszkańców regionu. Z nim polemizuje profesor Kowalczyk, mieszkaniec Białowieży. - Tego drewna potrzeba tu coraz mniej, bo coraz więcej osób ogrzewa domy w inny sposób. I na zaspokojenie lokalnego zapotrzebowania, w mojej ocenie, w zupełności wystarczyłoby to, co jest w obecnej czwartej strefie - mówi.

Przypomina też, że opału w Puszczy Białowieskiej brakowało również wówczas, kiedy wyręby prowadzono na znacznie większych powierzchniach. Po prostu nie był on dla Lasów Państwowych priorytetem, większość drewna sprzedawano poza region.

Krytycy pomysłów przedstawionych przez leśników przyznają, że to wstępne propozycje, poddawane obecnie dyskusji. Ale mimo tego, że już na pierwszy rzut oka ich uzasadnienie jest absurdalne, lekceważyć ich nie należy.

- To mało poważne, ale przecież wiemy z nieodległej przeszłości, że Lasy Państwowe potrafiły wejść do strefy trzeciej i ciąć drzewostany stuletnie. Powstrzymał je dopiero wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprzed czterech lat. Wolimy teraz dmuchać na zimne, niż potem znów musieć walczyć w sądach i prowadzić blokady - podsumowuje Radosław Ślusarczyk.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny