Białystok. "Patriotyczna ławka" samowolą budowlaną? Nie było opinii konserwatora zabytków

Słynna już ławka w kształcie mapy Polski stanęła tuż obok XVIII-wiecznego Pałacu Branickich w Białymstoku. Instalację postawiono bez wiedzy i zgody władz miasta, na terenie należącym do Uniwersytetu Medycznego. W środę okazało się, że opinii w tej sprawie nie wydał także urząd Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Czy to oznacza, że ławkę ustawiono niezgodnie z prawem?
Zobacz wideo

"Patriotyczne ławki" już od wielu dni budzą niemałe kontrowersje. Już nie chodzi nawet o kwestie estetyczne czy praktyczne, ale przede wszystkim - cenę. Jedna taka instalacja kosztuje Bank Gospodarstwa Krajowego ok. 100 tys. złotych, nie licząc wydatków na promocję. Dodatkowo, niebieski podest i biało-czerwony kontur sumują się w kolory rosyjskiej flagi. Na szczęście w nieco innej kolejności.

Dlatego związane z Koalicją Obywatelską władze Białegostoku zaprotestowały, gdy we wtorek okazało się, że ławka stawiana jest w jednym z najbardziej reprezentatywnych miejsc miasta - tuż obok Pałacu Branickich, na terenie objętym ochroną konserwatora zabytków. Zdaniem zastępcy prezydenta miasta Rafała Rudnickiego, ławka szpeci otoczenie najważniejszego zabytku w mieście. 

Magistrat pyta, konserwator odpowiada

W środowe popołudnie Rudnicki zwołał konferencję prasową. - Od samego ranna białostoczanie dają wyraz swojego oburzenia - mówił na spotkaniu z dziennikarzami. - Widzimy szereg negatywnych komentarzy i pytań, dlaczego ta ławeczka została ustawiona akurat w tym miejscu, przy tak charakterystycznym zabytku. Czy nie można było jej postawić gdzie indziej, na przykład przy Podlaskim Urzędzie Wojewódzkim, skoro już ktoś wpadł na pomysł, by takie absurdalne ławeczki w miastach stawiać? - pytał.

Zastępca prezydenta Białegostoku poinformował też o liście skierowanym przez urząd miasta do prof. Małgorzaty Dajnowicz, sprawującej urząd Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. W dokumencie, jak mówił, nie tylko wyrażono negatywną opinię na temat tej lokalizacji, ale przede wszystkim zadano trzy istotne pytania.

Po pierwsze - czy postawienie ławki przy Pałacu Branickich uzyskało zezwolenie konserwatora zabytków (a jeśli tak, to jakie było uzasadnienie).

Po drugie - czy działania te prowadzone są za zgodą właściciela terenu, czyli Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku?

I po trzecie - kiedy ławka zostanie usunięta, bo - jak cytował - "żaden obiekt, nawet tymczasowy, nie jest niezależny od swojego otoczenia", a jego wprowadzenie "świadczy o braku wrażliwości, niezrozumienia kanonów, tradycji, kultury tego szczególnego miejsca".

Na odpowiedź Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków nie trzeba było długo czekać. Na stronie urzędu pojawiło się oświadczenie, w którym prof. Małgorzata Dajnowicz odniosła się nie tylko do tych pytań, ale też do opublikowanego we wtorek artykułu na stronach "Gazety Wyborczej", poświęconego ławce w konturach Polski i wpisom Rafała Rudnickiego w mediach społecznościowych.

Konserwator poinformowała w oświadczeniu, że do zarządzanego przez nią organu nie wpłynął wniosek o uzgodnienie lokalizacji ławki. Napisała też, że "na terenie Pałacu Branickich i jego ogrodów odbywają się liczne wydarzenia artystyczno-kulturalne m.in. o charakterze patriotycznym, które wiążą się z instalacją w tej przestrzeni różnego rodzaju czasowych urządzeń". Z uzyskanych przez Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków informacji wynika zaś, że "właściciel terenu wyraził zgodę na lokalizację inwestycji oraz przygotowywany jest wniosek o wydanie pozwolenia".

Wiceprezydent nie przebiera w słowach

Małgorzatę Dajnowicz oburzył również ton wypowiedzi zastępcy prezydenta Rafała Rudnickiego, który w mediach społecznościowych wyraził nadzieję, że "ławeczka za jakiś czas 'zniknie' z przestrzeni publicznej, tak jak 'zniknie' Wojewódzka Konserwator Zabytków, która dała zgodę na ustawienie jej w tym miejscu". 

Konserwator zwróciła się do prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego o wyciągnięcie konsekwencji wobec swojego zastępcy "w związku z niewątpliwym upowszechnianiem mowy nienawiści w przestrzeni publicznej". Rafał Rudnicki tymczasem zdążył już wcześniej tłumaczyć się z tego wpisu przed dziennikarzami. - Uważam, że słowo "zniknie", napisane w cudzysłowie, oznacza fakt przestania pełnienia funkcji Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Nie widzę w nim nic złego - twierdził zastępca prezydenta miasta. 

Rudnicki, jeszcze przed oświadczeniem Małgorzaty Dajnowicz, mówił też: "Moim zdaniem większym problemem jest to, że osoba na takim stanowisku, bez konsultacji z kimkolwiek, zgodziła się na postawienie przy Pałacu Branickich instalacji, co do której, myślę, większość z nas zgadza się, że nie jest to instalacja, która ozdabia otoczenie Pałacu".

Urząd Wojewódzki umywa ręce

Prof. Dajnowicz twierdzi jednak, że nie wydała tego typu zgody. Napisała jedynie w oświadczeniu, że wydał ją właściciel terenu, czyli Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. Ustaliliśmy, że uczelnia rzeczywiście przychyliła się do prośby wojewody podlaskiego Bohdana Paszkowskiego.

Andrzej Kłopotowski, dziennikarz, który pierwszy zainteresował się tym tematem i regularnie opisuje tę sprawę na łamach białostockiej "Wyborczej", zauważa jednak, że teren, na którym stanęła ławeczka, jest objęty ochroną Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Tak więc zgoda tego urzędu jest niezbędna. 

- Bez zgody konserwatora postawienie ławki jest samowolą budowlaną - mówi nam Kłopotowski, który zapytał Urząd Wojewódzki o to, czy nie powinien w tej sytuacji wystąpić do nadzoru budowlanego o usunięcie ławki. - Urząd odpisał mi, że w sprawie ławki kompetentnym organem do udzielania informacji jest jej właściciel, czyli Bank Gospodarstwa Krajowego. BGK jeszcze nie zdążył się ustosunkować się do tej kwestii - relacjonuje nam dziennikarz białostockiej "Wyborczej".

Emocje po obu stronach sporu

Kwestia ławki promującej rządowy Program Inwestycji Strategicznych budzi w Białymstoku skrajne emocje. Przeważająca część komentarzy w internecie wskazuje, że białostoczanom raczej nie podoba się nowa instalacja w otoczeniu Pałacu Branickich. Dominują opinie typu: "Wysłać kurierem na Żoliborz!" albo "Paskudztwo, gratuluję wyczucia smaku". Są jednak też ludzie, którzy bronią pomysłu.

Szczególnie oburzeni "antyławkową kampanią" magistratu i mediów są związani z prawicą lokalni dziennikarze. Henryk Korzenny na łamach jednego z białostockich portali uderza w wysokie tony: "Czy w tym wyśmiewaniu chodzi tylko o totalną krytykę rządu, czy już jest to wyśmiewanie polskiego patriotyzmu? Czy Polska w Białymstoku jest już obciachem?". 

Autor zarzuca też władzom miasta hipokryzję, bo magistrat także nie konsultował z mieszkańcami swoich, zdaniem niektórych, kontrowersyjnych pomysłów, takich jak kolorowe parasolki nad ulicą Kilińskiego czy wielka karuzela w historycznym centrum miasta.

Wiceprezydent Białegostoku Rafał Rudnicki przyznaje: "Rzeczywiście nie konsultowaliśmy wspomnianych pomysłów z mieszkańcami". - Mieliśmy do tego prawo, ale też spotykała nas za to mniej lub bardziej zasłużona krytyka. W tym przypadku jednak widzimy coś więcej niż zwykły brak konsultacji społecznych - przekonuje.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny