"Migrantów w lasach Podlasia znów może być więcej". Polska Akcja Humanitarna otwiera centrum pomocowe

Anna Gmiterek-Zabłocka
W Białymstoku Polska Akcja Humanitarna otworzyła duże centrum logistyczne, które ma zaopatrywać aktywistów niosących pomoc na polsko-białoruskiej granicy. - Chodzi między innymi o zamawianie śpiworów, ciepłych kurtek, napojów izotonicznych - wszystko to, co będzie potrzebne - słyszymy w PAH.
Zobacz wideo

Z nowego centrum logistycznego Polskiej Akcji Humanitarnej do aktywistów i mieszkańców, którzy pomagają przy granicy - mają trafiać najbardziej potrzebne rzeczy. To buty dla migrantów, polary, koce, kurtki czy ciepła bielizna

- Znamy potrzeby polsko-białoruskiej granicy. Wiemy, że już niebawem może być więcej osób, które będą pojawiać się w lasach Podlasia. Jako PAH wybraliśmy drogę współpracy m.in. z Grupą Granica i z lokalnymi aktywistami po to, by zbadać, co jest potrzebne. Dlatego powstało specjalne centrum logistyczne, by już teraz przygotować i siebie, i aktywistów, którzy są na miejscu, na miesiące zimowe. Chodzi między innymi o zamawianie śpiworów, ciepłych kurtek, napojów izotonicznych - wszystko to, co będzie potrzebne. Staramy się myśleć do przodu - mówi Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej. 

Centrum zaczęło działać 8 sierpnia. - W tym momencie już są dostarczone różne produkty potrzebne na teraz. Transporty już przyjeżdżają, a w sierpniu i we wrześniu będą dostarczane kolejne, na jesień i zimę - informuje Krajewska.

Rok od Usnarza

W ostatnich dniach o polsko-białoruskiej granicy znów mówi się więcej. Właśnie minął rok od wydarzeń w Usnarzu. W sierpniu 2021 roku grupa 32 osób została uwięziona między polską a białoruską granicą. Służby nie chciały dopuścić do nich ani posłów, ani lekarza, ani nawet księdza. Nie pozwolono na dostarczenie im żywności, leków czy śpiworów. Straż Graniczna nie chciała też przyjąć od nich wniosków o azyl, choć - jak twierdzą prawnicy - zostały złożone skutecznie. 

"9. sierpnia 2021 roku na zawsze odmienił Polskę. Region przygraniczny stał się strefą bezprawia, a łamanie praw człowieka - nową normą. Osoby ratujące ludzkie życia stały się obiektem szykan i prześladowań, niosących pomoc humanitarną wolontariuszy próbowano uznać za przestępców" - wspominają aktywiści z Grupy Granica.

Sprawą Usnarza zajął się Europejski Trybunał Praw Człowieka, który zarzucił polskim władzom - w zakomunikowanej im skardze na Polskę - naruszenie m.in. art. 3. Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (chodzi o nieludzkie traktowanie).

Od Usnarza wszystko się zaczęło. Potem, przez kilka miesięcy wzdłuż granicy z Białorusią (w części województw podlaskiego i lubelskiego) obowiązywał stan wyjątkowy. Znacznie utrudniało to niesienie pomocy cudzoziemcom, nie tylko przez aktywistów, ale także przez służby medyczne. Straż Graniczna i policja pilnowała strefy, nie pozwalając na wjazd. Kiedy stan wyjątkowy się skończył - rząd nadal uniemożliwiał niesienie pomocy migrantom, wprowadzając specjalną strefę nadgraniczną i dalej zakazując do niej wjazdu. Tak było do 1 lipca. Od tego dnia na Podlasiu nie ma już - jak mówili aktywiści i część mieszkańców - "patostrefy". Aktualnie, do 15 września, obowiązuje natomiast zakaz przebywania w odległości jedynie 200 metrów od linii granicy.

Koniec stanu wyjątkowego to - przynajmniej teoretycznie - umożliwienie pomagania cudzoziemcom w lasach na większą skalę. Pojawiały się nawet zarzuty, że tej pomocy brak. "Patostrefy nie ma - i nie ma też najważniejszych, zasobnych w kasę i ludzi organizacji humanitarnych, których statutowym zadaniem jest "zapobieganie cierpieniom ludzkim i ich łagodzenie we wszelkich okolicznościach" - napisał Kamil Syller, mieszkaniec Podlasia i aktywista pomagający migrantom. 

Jak przekonują aktywiści m.in. Grupy Granica - migranci w lasach nadal są i potrzebują pomocy. To ludzie choćby z Jemenu, Syrii, Afganistanu, Kongo czy Iraku. Dostają się na teren naszego kraju mimo płotu, postawionego na granicy za ponad 1,5 mld złotych.

Jak informuje Grupa Granica, tylko w dniach od 21 lipca do 8 sierpnia aktywiści odnotowali rekordową liczbę wezwań o pomoc - od 326 osób, w tym 22 dzieci i 45 kobiet. Pomocy udało się udzielić 226 osobom, w tym 17 dzieciom. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny