Przepłynie 1300 kilometrów drewnianą łódką, by usłyszeć "krzyk rzeki". I ostrzec przed katastrofą

Jest muzykiem, łowcą dźwięków, społecznikiem zaangażowanym w sprawy rzek. Michał Zygmunt już w poniedziałek rozpocznie 1300-kilometrowy rejs z Bugu na Odrę, wykorzystując głównie żagle, siłę mięśni i moc nurtu. Będzie wsłuchiwał się i łowił odgłosy natury. Rejs ma zwrócić uwagę na degradację polskich rzek, ale też promować tradycyjne drewniane łódki oraz świadomą rekreację i turystykę rzeczną.
Zobacz wideo

O dźwiękach wydawanych przez wodę w Odrze wie niemal wszystko. - To rzeka, nad którą się urodziłem, mieszkam i która wciąż dostarcza mi inspiracji - mówi nam Michał Zygmunt, który w poniedziałek wsiądzie do drewnianej łódki, by pokonać wodnym szlakiem trasę z Bugu na Odrę. - I przywieźć tej zniszczonej, zdegradowanej katastrofą i przeobrażeniami Odrze dzikość wschodniej rzeki, jaką jest Bug - opowiada.

Przed nim ponad 1300 kilometrów, które pokona na tradycyjnej łódce pychówce. - Po przepłynięciu Bugu od granicy białoruskiej, przez Narew, dziką Wisłę, Brdę, kanał Bydgoski, uregulowaną i przeobrażoną Noteć, Wartę, aż do Odry i stąd w górę do Chobieni (dolnośląskie - red.) - wylicza Michał. To rejs, który ma zwrócić naszą uwagę na przyszłość polskich rzek, wskazać zarówno ich piękno, jak i zagrożenia.

Michał Zygmunt zamierza pokonać cały dystans, wykorzystując głównie moc nurtu, siłę mięśni i żagle, które za sprawą artysty Ryszarda Mateckiego, również związanego z Odrą, oraz Sióstr Rzeki z Krakowa stały się obrazami. Będą widoczne i rozpoznawalne z daleka. I na pewno nie ma drugich takich.

- Mimo że jeszcze sypiam w łóżku, czuję, że ten rejs już się dla mnie rozpoczął - mówi z uśmiechem nasz rozmówca. Wyprawa to także promocja tradycyjnych, drewnianych łódek. - Moja łódka jest prawdopodobnie jedną z pierwszych, które po kilkudziesięciu latach wróciły nad Odrę. Druga jest w Kostrzynie nad Odrą. Wiem, że mają budować następne - wyjaśnia Michał i dodaje, że wspólnie z Rzecznym Uniwersytetem Ludowym (jednostką związaną z Cigacicami koło Zielonej Góry) przygotowują warsztaty, na które zamierzają ściągnąć szkutników znad Wisły i uczyć budowy takich łódek.

- Obserwuję, jak widok mojej łódki rozpala wielu ludzi. To łódka, która idealnie nadaje się na Odrę, ma niewielkie zanurzenie, łatwo ją zbudować, obsługiwać, konserwować, a do tego niewiele kosztuje - wyjaśnia Michał.

Jak się łowi dźwięki?

Chociaż pływa po różnych rzekach, Odra jest tą, którą Michał Zygmunt nagrywa najczęściej. To tutaj odnajduje wyjątkowe dźwięki. Dzieląc się nimi, chce jak najwięcej osób "zarazić" Odrą, zachęcić do wypraw nad rzekę i podziwiania nadodrzańskich odgłosów.

Żeby nagrywany dźwięk był jak najmniej zniekształcony, jak najwierniejszy, potrzebny jest zestaw profesjonalnych mikrofonów. - Używam między innymi hydrofonu, czyli mikrofonu pozwalającego odbierać dźwięki rozchodzące się w wodzie, korzystam również z mikrofonu kontaktowego, który można przykładać do różnych powierzchni i w ten sposób łowić dźwięki - tłumaczy Michał. Podczas rejsu z Bugu na Odrę chciałby, po raz pierwszy, dokonać nagrań w systemie binauralnym. Ten rodzaj nagrań niemal naturalnie oddaje ludzki sposób słyszenia świata. - Seria nagrań wykonanych z niemal bezgłośnej drewnianej łodzi pozwoli usłyszeć brzmienia rzek, wielką przyrodę, dzikość tych miejsc, ale i industrialną obecności człowieka - tłumaczy Michał.

Dźwiękoławki

By zachęcić spacerujących nad Odrą mieszkańców i turystów do wsłuchiwania się w odgłosy rzeki, Michał Zygmunt stworzył dźwiękoławki lub inaczej dźwiękołapki - To drewniane ławki, które zaprojektowałem wspólnie z Alfredem Ogorzelcem i Januszem Świecem. Można w nich usiąść i włożyć głowę w specjalną drewnianą soczewkę, która wzmacnia wrażenia akustyczne - tłumaczy nasz rozmówca. Być może w przyszłości takie ławki staną na Dźwiękowym Szlaku Odry, który wieść będzie od źródeł rzeki aż do jej ujścia.

- Chodzi o to, żeby każdy, kto wybierze się nad rzekę, mógł usiąść wygodnie i w taki wzmocniony sposób usłyszeć rzekę, tak jak i ja ją kiedyś usłyszałem - wyjaśnia Michał. Ma nadzieję, że dzięki temu Odra przestanie być nam obojętna, że zaczniemy zwracać na nią większą uwagę, przestaniemy ją truć, pozostawimy jej większą przestrzeń, żeby mogła być naturalna, dzika i zdrowa.

Katastrofa na Odrze trwa

Michał Zygmunt był jednym z pierwszych alarmujących o zatruciu Odry. Rzekę obserwuje codziennie, nie ma dnia, żeby nie był na wodzie. - Nadal biorę udział w tej katastrofie. Zasolenie wciąż jest duże, nic się nie zmieniło. Ci, którzy zarządzają tą rzeką, nie zrobili nic, żeby ustrzec nas przed następną katastrofą - mówi Michał.

Dodaje, że badania pokazują jasno: 50 proc. ryb i mięczaków - jego zdaniem mięczaków znacznie więcej - zginęło, więc jeżeli latem warunki znowu pozwolą na rozwój złotych alg albo innych glonów, to znów czeka nas katastrofa. Bo skoro nie ma mięczaków, to nie ma też bariery ochronnej. - My, tutaj nad Odrą, martwimy się i boimy, nie chcemy, żeby sytuacja się powtórzyła. A tak samo jak Odra zagrożona jest też Wisła - kończy Michał.

DOSTĘP PREMIUM

WE WSPÓŁPRACY Z