Poznań. Ruszył proces w głośnej sprawie ataku na niedowidzącą nastolatkę. "Czy w sądzie można kłamać?"

W Sądzie Rejonowym w Poznaniu rozpoczął się w poniedziałek (7 listopada) proces przeciwko Annie H.-D. Kobieta jest oskarżona o chuligański atak na niedowidzącą nastolatkę. Nie przyznaje się do winy.

Chodzi o wydarzenia z 12 maja. 16-letnia Maja, niedowidząca i niedosłysząca uczennica, szła z koleżanką do szkoły - chodnikiem. Z relacji dziewczyn wynika, że na skrzyżowaniu św. Jerzego i Wierzbięcice 45-letnia Anna H.-D. - jadąc rowerem po tym chodniku - potrąciła niedowidzącą nastolatkę, po czym podbiegła do niej, szarpnęła ją za włosy, przewróciła na ziemię i odjechała. 

Nastolatce miał pomóc wstać 13-letni Jeremiasz, który potem odprowadził Maję do szkoły, a o zdarzeniu poinformował swoją mamę i dyrekcję placówki.

Nastolatka i jej mama pojechały zgłosić sprawę na policję, a potem do szpitala na badania. - Maja miała zdarte kolana, łokcie i policzek - powiedziała TOK FM Magdalena Sobczak, mama dziewczynki. - Do tego córka była w szoku, bo nigdy nic podobnego jej się nie przytrafiło - dodała.

Dzięki mamie Jeremiasza i zamieszczonemu przez nią w mediach społecznościowych rysopisowi rowerzystki oraz opisowi jej jednośladu - policja już następnego dnia zatrzymała 45-latkę. Potem prokuratura zarzuciła kobiecie spowodowanie lekkich obrażeń ciała i chuligański czyn wobec osoby niedowidzącej.

Sprawą żył cały Poznań i nie tylko. Zaraz po zdarzeniu apel wydał wielkopolski okręg Polskiego Związku Niewidomych, który podkreślił problemy osób niewidzących i niedowidzących w codziennym poruszaniu się po mieście. "Osoby niewidome i niedowidzące w Poznaniu często bywają ofiarami użytkowników hulajnóg i rowerów. Ciche pojazdy stwarzają ogromne zagrożenie, a ich użytkownicy zdają się zupełnie nie dostrzegać innych, a szczególnie niewidzących" - napisali w oświadczeniu.

Oskarżona w sądzie stwierdziła, że to ją zaatakowano

Anna H.-D. zeznała w poniedziałek w sądzie, że to ona jest ofiarą tego zdarzenia. Z jej relacji wynika, że to niedowidząca nastolatka miała nagle zmienić tor poruszania się i lewą ręką odepchnąć oskarżoną, przez co ta straciła równowagę i upadła na płot okalający jedną z kamienic, a potem - jak mówiła - straciła przytomność.

Kobieta powiedziała też, że nikt jej nie pomógł, a kiedy się ocknęła, podniosła się z niewyobrażalnym bólem prawej ręki i głowy. Relacjonując swoją wersję wydarzeń, rowerzystka powiedziała, że wtedy też podeszła do Mai. Kobieta twierdziła, że próbowała zwrócić uwagę odwróconej tyłem nastolatce, ta jednak nie zareagowała, więc Anna H.-D. chwyciła ją za ramię i próbowała odwrócić twarzą do siebie. Nie udało się za pierwszym razem, zatem - jak mówiła - spróbowała po raz drugi. "Przypadkowo" - jak dodała - chwytając ją za ramię, złapała ją też za włosy, które na tym ramieniu leżały. Wtedy to nastolatka miała się do niej odwrócić i - jak powiedziała rowerzystka - "wyuczonym siadem skrzyżnym usiadła na chodniku", więc kobieta wsiadła na rower i pojechała do pracy.

Anna H.-D twierdziła też przed sądem, że była przesłuchiwana niedbale, a policjanci pisali jej zeznania tak, jak było im wygodniej i ciągle ją pospieszali. Mieli też odmówić przysłania na komendę lekarza sądowego, choć o to wnioskowała. Oskarżona miała też obiekcje co do postępowania prokuratury, gdzie - według zeznań - miała siedzieć do 22, a kiedy poprosiła o adwokata, a później o karetkę, prokurator miała odmówić.

Anna H.-D. podała, że po tym zdarzeniu, w którym - jak powiedziała - czuje się ofiarą, ma stwierdzoną neurologicznie padaczkę lękową. Jednocześnie twierdziła, że jej niekontrolowane ataki nie przeszkadzają jej w prowadzeniu samochodu.

Kobieta powiedziała też, że jest śledzona - że chodzą za nią "osoby w ciemnych okularach i z białymi laskami". Oskarżona zeznawała dwie godziny.

"Czy w sądzie można mówić nieprawdę?"

Rowerzystka od początku nie przyznaje się do winy. Zaraz po postawieniu zarzutów, sąd w trybie nakazowym - bez rozprawy - wymierzył jej kilkaset złotych grzywny, uznając, że okoliczności zdarzenia są bezsporne. Oskarżona wniosła jednak sprzeciw, dlatego zaczął się proces.

- Dziwię się oskarżonej, bo można było zakończyć tę sprawę polubownie: przeprosinami i zadośćuczynieniem - mówił przed poniedziałkową rozprawą adwokat Mariusz Paplaczyk, pełnomocnik 16-letniej Mai Sobczak.

Pokrzywdzona nastolatka - przysłuchując się zeznaniom kobiety - z niedowierzaniem kręciła głową. - Czy w sądzie można kłamać? Przecież, to ona mnie zaatakowała - mówiła do adwokata.

Maja wspominała, że tego dnia szła - jak zwykle - z koleżanką do szkoły. - Stałyśmy przed przejściem. Kobieta jadąca z naprzeciwka, także chodnikiem, delikatnie mnie potrąciła. Zignorowałam to i poszłam dalej, ale ona rzuciła rower, podbiegła do mnie i chwyciła za włosy. Zapytała, czy jestem normalna, a potem przewróciła mnie na chodnik - relacjonowała TOK FM nastolatka. - Koleżanka krzyczała, że jestem niepełnosprawna, ale ta pani odpowiedziała, że na pewno wszystko widziałam. Potem wsiadła na rower i odjechała - dodała Maja.

Dziewczynka od maja jest pod opieką terapeutów i szkolnego pedagoga. W sądzie zabrakło w poniedziałek czasu na zeznania niedowidzącej nastolatki oraz świadków zdarzenia. Kolejna rozprawa odbędzie się w grudniu.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny