Przedszkolaki w żołnierskich mundurach na sesji rady miasta. "Niepokojące uczucie"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Podczas sesji rady miasta w Przemyślu grupa przedszkolaków zaprezentowała program artystyczny. Dzieci miały na sobie żołnierskie mundury. "Sposób, w jaki przekazały wartości patriotyczne, przyprawił niejednych o łzy wzruszenia" - napisał przewodniczący. Do nas odezwali się mieszkańcy miasta, w tym rodzice, oburzeni całym zdarzeniem.
Zobacz wideo

Kilka dni temu w Przemyślu odbyła się sesja rady miasta. W planie spotkania było m.in. zaprzysiężenie nowego radnego, kilka punktów dotyczących miejskich spraw, a także słowno-muzyczny występ dzieci z Przedszkola Zgromadzenia Sióstr Felicjanek w Przemyślu.

Na zdjęciach, które w mediach społecznościowych zamieścił przewodniczący rady Robert Bal, widać kilkuletnie dzieci ubrane w żołnierskie mundury. Na głowach mają czarne berety z orzełkiem. Dziewczynki mają też we włosach czerwone kokardy. "Sposób, w jaki dzieci przekazały wartości patriotyczne, przyprawił niejednych o łzy wzruszenia" - komentował na Facebooku przewodniczący.

Opublikował też wideo, na którym jedna z dziewczynek śpiewa: "Kiedyś Rosja, Austria i Prusy na Polskę mieli przykre zakusy. Niestety w końcu im się udało i zagrabili Polskę całą. Przez długie 123 lata nie było nas na mapie świata. I jak to czasem mówią dorośli - wtedy nie było niepodległości". Cały występ to nawiązanie do obchodów 11 listopada. 

"We mnie powoduje to niepokojące uczucie"

Celowo nie zamieszczamy tego wpisu do naszego tekstu, by nie pokazywać twarzy dzieci. Poprosiliśmy o opinię psycholożkę i psychoterapeutkę Małgorzatę Osipczuk. Według niej nie powinno to tak wyglądać. - Uważnie przyjrzałam się zdjęciom i filmikom. Druzgoczące jest, że te dzieci nie uśmiechają się. Żadne z nich, w żadnym z uchwyconych momentów. We mnie powoduje to niepokojące uczucie. Dzieci w tym wieku powinny mieć radosną ekspresję, eksplorować świat, nowe miejsca i ludzi z naturalną ciekawością. Są tymczasem bardzo usztywnione. Są jak wytresowane do nienaturalnej dla nich powagi. I zaręczam, że nie rozumieją, o czym śpiewają, to ponad aparat pojęciowy przedszkolaka - mówi psycholożka.

- W moim odczuciu dzieci są użyte - wiem, to mocne słowo - ale dla potrzeb dorosłych. Dzieci nie potrzebują takich gali, występów przed politykami, ogrzewania politycznych wizerunków. Nie potrzebują też żołnierskiego munduru i wojennej martyrologii - dodaje nasza rozmówczyni.

Podkreśla też, że dzieci mieszkające w Polsce i tak już od kilku miesięcy mierzą się z wyzwaniem zrozumienia i emocjonalnego ogarnięcia tego, czym jest wojna w Ukrainie. - Wiedzą o niej mniej lub więcej, znają kolegów i koleżanki z Ukrainy bądź same uciekły z Ukrainy. Psycholodzy doskonalą naprędce swój warsztat, by dać wsparcie i dzieciom, i dorosłym mierzącym się z wojną - mówi Osipczuk. 

Próbowaliśmy skontaktować się z Przedszkolem Sióstr Felicjanek w Przemyślu. Chcieliśmy wiedzieć m.in., czy ubranie dzieci w żołnierskie stroje było skonsultowane z psychologiem - jeśli tak, to jakim i jaka była jego opinia. Pytaliśmy również, czy przedstawienie było pokazywane tylko na sesji rady miasta, czy gdzieś jeszcze. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy. 

- Jak zobaczyłam te zdjęcia w internecie, byłam w szoku. (…) Mamy wojnę w Ukrainie, tuż obok Przemyśla, realną wojnę, o której rodzice rozmawiają z dziećmi, a my im jeszcze fundujemy takie rzeczy? - zastanawia się pan Piotr, mieszkaniec Przemyśla (imię zmienione). - Dziwię się, że zgodzili się na to rodzice tych dzieci, bo mam nadzieję, że to się nie odbyło bez ich zgody - zastanawia się z kolei pani Ewa, inna z mieszkanek. 

Zapytaliśmy dwóch radnych Koalicji Obywatelskiej, czy nie mieli wątpliwości w sprawie przedstawienia, które im pokazano. Wojciech Błachowicz powiedział nam, że występ dzieci był wzruszający, nawiązywał do tradycji patriotycznych. Jak dodał, nie doszukiwałby się w nim niczego złego. Podobne zdanie w rozmowie z TOK FM wyraził Paweł Zastrowski. 

- Czy ktoś, kto skłonił dzieci do odgrywania małych żołnierek i żołnierzy wziął w ogóle pod uwagę, że tuż obok jest Ukraina i to, co ma tam miejsce? Te dzieci już i tak mają ciężki orzech do zgryzienia w postaci nieodległej wojny. Co w ich głowach się dzieje, gdy stoją w obcym dla siebie miejscu, w jednolitych żołnierskich mundurach, jak oddział wojskowy? Jak daleko sięgają fantazje i obawy tych dzieci? - to pytania, które zadaje organizatorom wydarzenia psycholog Małgorzata Osipczuk. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny