Ostatnie takie schronisko w Bieszczadach. Bez prądu i wody, a turyści od lat lubią tu przyjeżdżać

- Z wodą to jest tak, że dopiero gdy jej zabraknie, zauważamy, jak jest ważna - mówi Jan Hasior, gospodarz Chaty na końcu świata w Łupkowie. Chata zbiera pieniądze na pogłębienie studni. Internauci wpłacają i piszą: "Oto szklaneczka", "Na zdrowie".

Chata na końcu świata to prywatne schronisko turystyczne (dawna chatka studencka), położone na terenie osady Stary Łupków, na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Od 40 lat przyjmuje turystów, mimo że nie da się dojechać tu samochodem. Trzeba go zostawić na parkingu, dwa kilometry dalej. Nie ma tu też prądu (ostatnie lata przyniosły fotowoltaikę), toalety są na zewnątrz, nie ma też bieżącej wody. Jest studnia, ale coraz mniej w niej wody. 

- Studnia jest ważnym elementem krajobrazu tego miejsca, bo jesteśmy na odludziu absolutnym, o wodociągu zapomnijmy - mówi Jan Hasior, nowy gospodarz schroniska. Studnia jest na korbę. Dobrze działa, a raczej dobrze działała, dopóki poziom wód się nie obniżył. Wiadro potrafi dotknąć dna.

Jan Hasior,Jan Hasior, Elżbieta Mazur-Bielat

Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie prowadzi zbiórkę pieniędzy na nową studnię. - Urządziliśmy zrzutkę, żeby wykonać profesjonalną studnię, z wajchą, żeby każdy turysta mógł sobie tej wody napompować. Szacujemy, że koszt takiej budowy to około 20 tysięcy złotych. Ile będzie kosztowała naprawdę, dowiemy się, gdy przyjadą tutaj eksperci i zrobią tomografię gruntu, żeby zobaczyć, gdzie ta woda jest i ile jej jest - mówi Jan Hasior. 

Każdy metr głębokości studni kosztuje 200-300 złotych. U sąsiada trzeba było kopać głęboko na 40 metrów. - Z wodą to jest tak, że dopiero, gdy jej zabraknie, zauważamy to, jak jest ważna. Kłopot wielki. Na razie dajemy radę, bo tę wodę, którą wyciągniemy ze studni, przepuszczamy przez filtr i przegotowujemy. Dopiero wtedy możemy pić - opowiada dalej Hasior.

"Podarujcie, prosimy, chacie w Łupkowie, szklankę czystej, ożywczej wody" - piszą organizatorzy zbiórki na zrzutka.pl. Internauci wpłacają i zostawiają komentarze: "Oto szklaneczka!", "Na zdrowie", "Powodzenia w uzbieraniu potrzebnej kwoty! Byłem kiedyś, dawno temu, cudowne miejsce", "Nie byłam, ale teraz już będzie trzeba pojechać".

Nazwiska wszystkich darczyńców zostaną uwiecznione na tabliczce trwale przymocowanej do nowej studni, a kawa i herbata - jak dotąd - będą w schronisku za darmo.

Chata na końcu świataChata na końcu świata Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie

Początki schroniska sięgają 1982 roku, kiedy przedsiębiorstwo Almatur odkupiło od Zakładu Karnego w Łupkowie niedokończoną chatę wraz z budynkiem gospodarczym (który spłonął w 1996 roku). Budynek stał się własnością Stowarzyszenia Miłośników Schroniska w Łupkowie w 1996 roku. Obecnie schronisko jest czynne przez cały rok. Może przyjąć na nocleg 30 osób i kolejne - na polu namiotowym - obok. Jan Hasior sam nie może uwierzyć, że jest związany z tym miejscem od 40 lat. Po raz pierwszy przyjechał tu w 1981 roku, na praktyki studenckie. Przyszli inżynierowie przygotowywali to miejsce do zorganizowania schroniska.

Od kwietnia tego roku Jan Hasior jest tu nowym gospodarzem. Nadzoruje remont schroniska. - Majstrowie obiecali, że uwiną się w dwa miesiące, ale teraz już wiem, że chodziło o to, żeby zrobić na mnie dobre wrażenie. I udało im się! Z harmonogramem ekipa nie ma kłopotu, traktuje go absolutnie luźno [śmiech], ale gdy już przyjadą, to pracują niezwykle rzetelnie - przyznaje Janek (woli, żeby tak do niego mówić).

Okolice Chaty na końcu świataOkolice Chaty na końcu świata Stowarzyszenie Miłośników Starego Łupkowa

Kto dawno nie był w schronisku w Łupkowie, może go z daleka nie poznać. Dotąd udało się wymienić spróchniałą konstrukcję dachu, eternit zastąpiła blacha. Jest też nowa elewacja. Ale najważniejsze, jak mówi Janek, jest to, że wnętrze udało się ocalić od zmian. - Na zewnątrz nówka sztuka, ale wnętrze jest po staremu. Klimat się uchował, mam nadzieję - stwierdza.

Chata na końcu świataChata na końcu świata Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie

- Schronisko ma 30 miejsc, ale bywały tu też zabawy sylwestrowe nawet na 100 osób.

- Imprezy huczne i biesiadne są w tamtej części przy stole, a tutaj przy kominku siedzimy i prowadzimy uczone, zrównoważone dysputy.

- Na tematy wszelkie?

- Zwłaszcza!

- Bez polityki?

- Nie da się. W tym kraju się nie da! [śmiech] Tu jest kominek, który jest źródłem ciepła, zwłaszcza w długie zimowe wieczory. A kiedy już nic nie ma innego do roboty i akurat nie można się już nawalać, bo ileż można, to zapalamy światło. Pod lampą, koło kominka, stawiamy fotel i można dotrwać do godziny 22, kiedy to można już bez wstydu iść spać. Do 6 rano człowiek się wyśpi za wszystkie czasy. No bo gdybym poszedł spać o 20, to bym musiał wstać o 4, a to za wcześnie, zdecydowanie.

- Tu wszędzie można chodzić turystom?

- Tutaj jest moja dziupla. Ważna informacja wisi na drzwiach: "wstęp wzbroniony, ostoja dzikiej zwierzyny". Tu mieszkam. W czasie remontu poprosiłem majstrów, żeby mi przenieśli okno ze ściany północnej na wschodnią. Teraz, gdy leżę, to po pierwsze rano słońce mnie muska delikatnie po twarzy, a po drugie, nocą mogę patrzeć na gwiazdy, to jest fajna rzecz.

Okolice Chaty na końcu świataOkolice Chaty na końcu świata Elżbieta Mazur-Bielat

- Dlaczego cię skusiło to miejsce? Dlaczego tu przyjechałeś?

- Jestem z Łupkowem związany emocjonalnie od zawsze. Pierwszy raz tu przyjechałem w 1981 roku.

- Na sylwestra?

- Nie, na praktyki studenckie z wydziału inżynierii lądowej Politechniki Warszawskiej i tutaj mieliśmy praktyki budowlane. Przygotowywaliśmy to miejsce do zrobienia z tego schroniska. Potem stan wojenny, Balcerowicz, zakręty historii. Był taki moment, że groziło temu schronisku popadnięcie w ruinę, bo nikt się tym nie interesował. I gromada ludzi się skrzyknęła, założyła stowarzyszenie, żeby to podźwignąć i to się udało. Zebrali się pasjonaci, ale to dobrze działa. Ja jestem z tym miejscem emocjonalnie związany od 40 lat, w stowarzyszeniu 10, więc przyszedł czas na to, by pójść na całość.

- A co to znaczy?

- Od kwietnia mieszkam tu, wytrwale.

- I przez cały rok?

- Tak, tak, tak.

- Ale to będzie pierwsza zima tutaj?

- Pierwsza, samodzielna tutaj, bo już kilka zim w życiu przeżyłem [śmiech].

Chata zimąChata zimą Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie

- I to jest ostatnie takie schronisko w Bieszczadach?

- Nie wiadomo czy w Bieszczadach, czy w Beskidzie Niskim, bo tam Beskid Niski [pokazuje ręką], a tam Bieszczady. Można robić wdzięczny doktorat z tego, gdzie przebiega granica.

- A dlaczego ostatnie takie schronisko?

- Bo nie ma już więcej takich. Wiem, bo turyści mówią, że nie ma już więcej miejsc z takim klimatem, z taką atmosferą, z takim sposobem funkcjonowania. Albo są hotele, albo pensjonaty, gdzie ludzie są zorientowani na wynik finansowy. My szczęśliwie nie musimy mieć ciśnienia, nie musimy nikomu odprowadzać czynszu i tak dalej. Mam wielką satysfakcję, że z pasji powstało coś takiego, co na tym etapie życia pozwala się dobrze poczuć.

Okolice Chaty na końcu świataOkolice Chaty na końcu świata Elżbieta Mazur-Bielat

- A co przed zimą jeszcze do zrobienia?

- Drewno, hałdy drewna rozbiórkowego czekają przed domem. Korzystam z tego, że pogoda jest łaskawa ostatnimi czasy i piłuję. Mam taką piłę elektryczną napędzaną fotowoltaiką, bo my tutaj nie mamy podsieci, więc fotowoltaika zarabia na siebie.

- Nie ma prądu, a jest woda?

- Woda w studni. Trzeba naciągnąć wiadrem, przynieść, uważać, żeby po śliskich, w zimie oblodzonych stopniach, nie zabić się. Teraz mamy kłopot z wodą. Potrzebujemy nowej studni, stąd pomysł na zbiórkę w internecie.

- Jesteśmy przy kuchni takiej bardzo tradycyjnej.

- I na tej tradycyjnej kuchni można przyrządzać potrawy dowolne. Bardzo dobrze działa. Przygotowanie tu posiłku dla 30 osób nie jest wyczynem. Można tu zrobić fajne rzeczy, bardzo dobrze się udają.

- Czy miejsca na sylwestra już są wykupione?

- Oooo nie są wykupione. Jeszcze nie ruszyły zapisy, ale sylwester będzie huczny.

- Będzie ciekawie porozmawiać z tobą po tej pierwszej samotnej zimie w Łupkowie.

- Nie wiem czy będzie ciekawie, ale zapraszam.

Jan Hasior, gospodarzJan Hasior, gospodarz Elżbieta Mazur-Bielat

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny