Prezydent Przemyśla o "zorganizowanych grupach z Ukrainy". Aktywiści nie kryją oburzenia

Anna Gmiterek-Zabłocka
- Nie widzimy wyłudzania świadczeń na masową skalę - mówią nam przedstawiciele organizacji pozarządowych. Odnoszą się w ten sposób do wpisu prezydenta Przemyśla, który wskazał, że do miasta przyjeżdżają zorganizowane grupy Ukraińców właśnie po świadczenia socjalne od Polski.
Zobacz wideo

Prezydent Przemyśla Wojciech Bakun (Kukiz'15) podkreśla, że nie ma nic przeciwko pomaganiu, w które sam - od początku wojny - jest mocno zaangażowany. Ale, jak twierdzi, on sam i jego urzędnicy obserwują, że od jakiegoś czasu do Przemyśla przyjeżdżają zorganizowane grupy z Ukrainy, którym zależy wyłącznie na otrzymaniu pomocy socjalnej i powrocie do swojego kraju. 

"Jestem za niesieniem pomocy, ale w przypadku pomocy uchodźcom, którzy uciekają przed wojną, chyba nie chodzi o to, żeby całe społeczności przerzuciły się na nasz system opieki społecznej? Nie tędy droga!" - napisał na Facebooku i zaapelował do posłów oraz senatorów o uszczelnienie tego systemu. 

- System prawny państwa polskiego nie zabezpiecza tego typu sytuacji, kiedy przyjeżdżają osoby z rodzinami wielodzietnymi, na przykład kobieta z ósemką dzieci. Rejestruje siebie i wszystkie dzieci w systemie PESEL, rejestruje się w MOPS-ie, w ZUS i pobiera wszystkie świadczenia - podkreśla w rozmowie z TOK FM Wojciech Bakun.

Na zdjęciach udostępnionych przez prezydenta w mediach społecznościowych - wraz z komentarzem - widać Romów. Bakun mówi nam, że celowo nie chciał wymieniać tej społeczności w swoim wpisie, bo "myśli, że ten proceder dotyczy nie tylko jej". - Natomiast dane, które mamy między innymi z Centrum Pomocy Humanitarnej i z punktu recepcyjnego na dworcu w Przemyślu, wskazują, że 90 procent osób, które w tej chwili przyjeżdżają do Przemyśla, to Romowie i osoby, które tak się identyfikują - informuje. - To widać też w autobusach. Te autobusy odjeżdżają na Ukrainę pełne. I to są w 90 procentach te osoby, które wcześniej rejestrowały się w urzędzie, jeśli chodzi o numer PESEL - dodaje.

"Nie zgadzam się z zarzutami"

Jedną z organizacji, która pomaga uchodźcom na dużą skalę, jest Związek Ukraińców. Igor Horków - przedstawiciel tego związku właśnie w Przemyślu - nie potwierdza takich obserwacji. Przyznaje, że mogą się zdarzyć osoby, które chcą dostać wyłącznie świadczenia finansowe, ale nie ma poczucia, by był to proceder na dużą skalę. Jednocześnie potwierdza, że Romów w Przemyślu jest obecnie bardzo wielu. To głównie kobiety z dziećmi.

- W zasadzie codziennie do nas, do Domu Ukraińskiego w Przemyślu, przychodzą osoby ze społeczności romskiej. Proszą o jedzenie, pampersy, chusteczki dla dzieci czy ciepłe ubrania. Takie osoby nocują też czasami w naszym punkcie noclegowym - informuje Horków. - My staramy się pomagać wszystkim, bez względu na narodowość czy kolor skóry. Nie odmawiamy nikomu - dodaje przedstawiciel Związku Ukraińców. 

- Oczywiście, że niektórych może irytować, że nagle w Przemyślu pojawiło się tylu Romów, ale mamy wojnę, a oni też z tej wojny uciekają. Znam zarzuty, że przyjeżdżają "tylko po kasę". Nie zgadzam się z tym. Widzę wielokrotnie w mieście dzieci romskie, które są takie same jak nasze dzieci. Też mogą być głodne, może im być zimno, potrzebują pomocy. Pewnie zdarzają się wyłudzacze, jak w każdej społeczności, również polskiej. Ale żeby na jakąś ogromną skalę? Nie sądzę - mówi nam pan Marek, mieszkaniec Przemyśla. 

- Nie oszukujmy się, od początku wojny różni ludzie próbują innych ludzi naciągnąć. Bywały sytuacje, gdy Polak oferował Ukraińcom transport do innej części Polski. Zapewniał, że bezpłatnie, a na miejscu, w szczerym polu, okazywało się, że żądał dolarów. Zawsze się trafią ludzie i ludzie. Jedni faktycznie potrzebują pomocy, a inni próbują kogoś wykorzystać. Niestety, takie przypadki są wśród każdej społeczności - mówi Ksenia Komar, wolontariuszka z mniejszości ukraińskiej. 

"Włos mi się jeży na głowie"

- Jak słyszę głosy, że rzekomo tłumy przyjeżdżają do Polski tylko po "socjal", to włos mi się jeży na głowie. Proponowałbym, aby osoby, które o tym mówią, spróbowały go uzyskać i spróbowały zobaczyć, jak bardzo państwem socjalnym jesteśmy. Jak świetnie się żyje osobie, która jest zdana na łaskę pomocy społecznej. Naprawdę, jak bardzo trzeba być cynicznym, by takie argumenty wysuwać wobec osób, które uciekają przed wojną - komentuje prof. Witold Klaus ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, zajmujący się problemem migracji.

- Dlaczego uważamy, że jak ktoś jest osobą białą, to jest uchodźcą, a jak ma ciemniejszy kolor skóry, to na pewno przyjechał tylko po "socjal"? Tu wychodzą stereotypy, a może - powiedzmy wprost - rasizm, który jest gdzieś w Polsce wciąż zakorzeniony - dodaje.

Z zarzutami o "zorganizowanym procederze" wyłudzania świadczeń przez Romów nie zgadza się także Agnieszka Caban, kulturoznawczyni reprezentująca Fundację "W stronę dialogu", która pomaga społeczności romskiej w Polsce i ściśle z nią współpracuje. - Apeluję, by patrzeć na Romów też jako na część społeczeństwa ukraińskiego i nie poddawać się łatwym hasłom, że ktoś chce sobie wyłącznie coś załatwić. I by w tym kontekście nie szukać kozła ofiarnego - mówi. 

Jej zdaniem Romowie to społeczność, która też ucieka przed wojną. Inaczej problem postrzega prezydent Bakun. - W tej chwili widzimy, że to nie jest ruch typowo uchodźczy. Jeśli ktoś jedzie na Ukrainę i jeździ tam i z powrotem, to z całym szacunkiem, to nie jest już uchodźca. To już jest osoba podróżująca - przekonuje. I dodaje, że większość osób, które przyjeżdżają do Przemyśla, są z Zakarpacia. - Na Zakarpaciu nie było żadnych działań wojennych. Jeśli ktoś podróżuje, chce się spotkać z rodziną, chce tej rodzinie coś zawieźć, to ciężko powiedzieć, że - jako miasto - mamy utrzymywać cały tego typu ruch. Bo to jest ruch podróżnych - stwierdza prezydent Przemyśla. 

- Radzę, by pan prezydent przeczytał specustawę o pomocy obywatelom Ukrainy. Oczywiste jest, że ktoś, kto wyjeżdża do Ukrainy i wraca, dalej jest uchodźcą. Ludzie wracają z bardzo różnych powodów. Myśleli, że sytuacja się uspokoiła i mogą wrócić, a tak nie jest. Wracają, by pomóc swoim chorym rodzicom, którzy nie mogli uciec, by spotkać się z mężami czy braćmi, którzy walczą na wojnie. I to, że ktoś potem wraca znów do Polski, w żaden sposób nie przekreśla tego, że jest uchodźcą - tłumaczy prof. Klaus. 

- Rzeczywiście, obserwujemy ruch, jeśli chodzi o matki, które w maju jechały do Ukrainy, by odwieźć rzeczy zimowe i przywieźć sobie i dzieciom rzeczy letnie. Teraz z kolei jadą, by odwieźć rzeczy letnie, a przywieźć zimowe. I to jest logiczne. Natomiast nie zaobserwowaliśmy żadnego wyłudzania zasiłków czy innych świadczeń - zwraca uwagę Igor Horków. 

Przemyśl to miasto, do którego codziennie przyjeżdżają pociągi z setkami osób z Ukrainy. Matki, dzieci, osoby starsze. Obecnie są trzy pociągi każdego dnia, po 500-700 osób (wcześniej było to nawet 40-50 tysięcy osób dziennie). Wśród nich także duże grupy ze społeczności romskiej.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny