Wielkie otwarcie bez oficjeli. "Dość tego! Polityk pojawia się raz, a potem nawet nie zapyta, czy wszystko w porządku"

Parlamentarzyści, przedstawiciele władz województwa, a nawet radni nie dostali zaproszeń na niedzielną uroczystość w Lesku. Ze specjalnie zaproszonych gości na otwarciu wyremontowanej sali widowiskowo-kinowej w Bieszczadzkim Domu Kultury będą tylko ci, którzy naprawdę byli na budowie i wspierali inwestycje. - Bo to ma być święto mieszkańców - mówi burmistrz Leska Adam Snarski.
Zobacz wideo

Przedstawiciele władz miasta i gminy oraz dyrekcja Bieszczadzkiego Domu Kultury uznali, że tymi, którzy tego dnia powinni być honorowymi gośćmi, są mieszkańcy oraz wszyscy związani z domem kultury. - To nasze - mieszkańców - święto. Na ten dzień czekali od dawna także pracownicy, instruktorzy zajęć, dzieci i młodzież, którzy do nas przychodzą. Dlatego ten społeczny wydźwięk uroczystości jest dla mnie tak ważny - mówi dyrektor Bieszczadzkiego Domu Kultury Agnieszka Nanaszko.

Budynek BDK powstał w latach 30. ubiegłego wieku. Ostatni poważny remont przeszedł wiele lat temu. Teraz ma nowoczesną salę widowiskowo-kinową. Kina w Lesku nie było od kilkunastu lat. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy są bardzo ciekawi, jak wygląda BDK po remoncie. Każdy, kto chciał wziąć udział w niedzielnej uroczystości, musiał wcześniej odebrać bezpłatną wejściówkę. Musieli to zrobić także ci, którzy już przyzwyczaili się do siedzenia w pierwszych rzędach i przecinania wstęg. W Lesku nie jest bowiem tajemnicą, że niektórzy radni byli mocno zaskoczeni, że nie mają specjalnych zaproszeń.

"Nie będziemy czegoś robili na pokaz"

- Wymusiła to sytuacja, ponieważ sala naszego domu kultury nie pomieści zbyt wielu osób. Kiedy przyszło nam pisać zaproszenia, stwierdziliśmy z panią dyrektor, że nie będziemy czegoś robili na pokaz, bo tak wypada, bo tak trzeba. Polityk pojawia się tylko raz na otwarciu, a potem się nawet nie zapyta, czy wszystko w porządku. Dlatego dość tego! Chcemy przede wszystkim uhonorować, zobaczyć, zaprosić na to wydarzenie mieszkańców miasta i gminy Lesko - mówi burmistrz Adam Snarski.

Czy byli tacy, którzy źle na ten pomysł zareagowali? - Byli. Można się oczywiście domyślić bardzo szybko - to właśnie ci posłowie i oficjele. Ale mogą z nami być, na takich samych zasadach jak każdy mieszkaniec. Myślę, że nikomu korona z głowy nie spadnie - dodaje burmistrz.

Zaznacza, że sam - jako przedstawiciel inwestora, czyli gminy - będzie na uroczystości i wystąpi, ale po to, by krótko przypomnieć historię obiektu. Jak mówi, nie będzie siedział w pierwszym rzędzie tylko wśród mieszkańców. Przekonuje, że dobrze wie, że ludzie mają dość polityki, a instytucja kultury musi być miejscem niezależnym i żadna polityka nie powinna tam wchodzić.

"Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej"

- Dzisiaj, po covidzie, w sytuacji związanej z wojną w Ukrainie, ciężko jest integrować mieszkańców, przekonać ich do wyjścia w różne miejsca, zwłaszcza te kulturalne - mówi Snarski. - Żałuję tylko jednego, że nie zrobiłem tego wcześniej, bo naprawdę teraz jest już czas - w lokalnych samorządach - tylko dla mieszkańca. Mam nadzieję, że inne miasta też pójdą w tym kierunku - dodaje.

Wstęgę w czasie otwarcia Bieszczadzkiego Domu Kultury po remoncie będą przecinać mieszkańcy.

Remont sali widowiskowej BDK w Lesku rozpoczął się w październiku 2021 roku. Kosztował 4,6 mln złotych. Część tej kwoty (dokładnie 2,8 mln złotych) pochodziła z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, 375 tys. złotych przekazało natomiast Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

O otwarciu domu kultury bez oficjeli mówiono także w audycji TOK360: 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny