Sąd w Rzeszowie: Gmina Niebylec nie może czuć się pokrzywdzona tabliczką "Strefa wolna od LGBT"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Jeśli ktoś stracił zaufanie do gminy Niebylec na Podkarpaciu, to nie na skutek działań aktywisty LGBT, ale samych samorządowców - stwierdził sąd, odnosząc się do sprawy słynnych uchwał anty-LGBT. Dotarliśmy do pisemnego uzasadnienia wyroku.
Zobacz wideo

Wyrok w procesie wytoczonym Bartoszowi Staszewskiemu przez gminę Niebylec na Podkarpaciu zapadł przed miesiącem. Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych gminy poprzez powieszenie przy wjeździe do miejscowości żółtej tabliczki z napisem "Strefa wolna od LGBT". Akcja wieszania tabliczek, robienia im zdjęć i upubliczniania ich w internecie wzmocniła dyskusję o dyskryminujących i wykluczających uchwałach. 

Teraz dotarliśmy do uzasadnienia wyroku. Sąd przypomniał, że w uchwale, którą Rada Gminy Niebylec przyjęła 25 września 2019 roku, znalazły się dyskryminujące zapisy, w tym sformułowanie: "Samorząd wolny od LGBT". "Zrobimy wszystko, aby do szkół nie mieli wstępu gorszyciele zainteresowani wczesną seksualizacją polskich dzieci (...)" - tak m.in. zapisano w dokumencie.

Gmina wskazywała, że tabliczka "Strefa wolna od LGBT" i jej zdjęcie w sieci odstraszyły od niej turystów i inwestorów, bo gminę "pokazano jako miejsce dyskryminacji czy segregacji ludzi". Zdaniem sądu nie ma na to dowodów. 

Sąd podkreślił, że Bartosz Staszewski nie był pierwszym, który wskazał, że uchwała została przyjęta, bo dokument już wcześniej był dostępny w internecie. "Działanie pozwanego stanowiło reakcję na działania części gmin i miast (...). Miało na celu zwrócenie uwagi na ochronę praw mniejszości seksualnych w Polsce" - wskazała sędzia Brygida Gradkowska-Ferenc. 

Sędzia napisała również, że nie tylko Bartosz Staszewski nagłośnił sprawę uchwał anty-LGBT, ale już wcześniej krytycznie wypowiedzieli się na ten temat światowi przywódcy, w tym prezydent USA Joe Biden. Pisały i mówiły też o tym obszernie polskie, jak również światowe media (sąd wymienia choćby BBC czy "Washington Post").

Zdaniem sądu, gmina nie wykazała żadnych dowodów na to, że akcja Bartosza Staszewskiego naraziła ją w jakikolwiek sposób na utratę zaufania społecznego. 

"Działanie pozwanego nie mogło wywołać u przeciętnego, rozsądnie myślącego odbiorcy negatywnych ocen i utraty zaufania dla powodowej gminy, albowiem dla rozsądnego odbiorcy proces ten rozpoczął się wcześniej, czyli z datą podjęcia przez gminę Niebylec przedmiotowej uchwały" - napisał w uzasadnieniu sąd. W jego ocenie, jeśli ktoś stracił zaufanie do gminy, to nie na skutek działań Staszewskiego, ale samych samorządowców, którzy przyjęli takie prawo. 

Gmina Niebylec w swoim pozwie domagała się m.in. tego, by Staszewski publicznie przeprosił jednostkę samorządu, a także zamieścił oświadczenie, w którym podałby, że to on wymyślił strefy wolne od LGBT. - Sąd zmiażdżył stanowisko gminy i potwierdził to, o czym mówiliśmy od początku - mówi sam Staszewski. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny