Z pomocą jeździ do najmniejszych ukraińskich wiosek. "Oni śpią na podłogach, nie mają nic"

Pan Dariusz z Zamościa przed wybuchem wojny zajmował się rekonstrukcją historyczną. Teraz jeździ z pomocą humanitarną do Ukrainy. Stara się wybierać takie miejsca, do których nie docierają inni, poza głównym szlakiem. Ludzie żyją tam w bardzo trudnych warunkach. - Nie zapomnę staruszki, która z trudem się poruszała i podpierała kijem. Akurat przywieźliśmy trzy pary kul. Zaproponowałem, że może będą lepsze od kija. Uznała, że nie potrzeba - wspomina zamościanin.
Zobacz wideo

Michał Mikulski: Przy granicy z Ukrainą długie kolejki osób wyjeżdżających z Polski. W większości to ci, którzy w ostatnich tygodniach uciekali przed wojną. Czy im potrzebna jest jeszcze nasza pomoc? Warto gromadzić te dary, które z trudem mieszczą się w waszych furgonetkach?

Dariusz Monik: Nie mam żadnych wątpliwości, że tak. Wystarczy wsiąść i pojechać razem z nami, żeby zobaczyć, jak tam żyją ludzie. Owszem, są miejscowości - na przykład przy polskiej granicy - w których widać całkiem normalne życie i aktywność mieszkańców, poza ruchem samochodów. My docieramy jednak do uchodźców, którzy uciekli ze wschodniej Ukrainy, z bombardowanych miast i wsi. Zostali w swoim kraju, w którym wszystkiego brakuje.

Powiedział pan, że jest całkiem normalnie poza ruchem samochodów? Nie widać ich na drogach?

Pamiętam jeszcze ruch sprzed wojny. Niczym się nie różnił od tego u nas, może tym, że przy granicy zawsze widywało się więcej samochodów. Teraz prawie na wszystkich drogach - poza drogą prowadzącą do przejścia granicznego - jest pusto. Podczas jednego z wyjazdów, przez kilka godzin, minęliśmy się tylko z jednym TIR-em. Od czasu do czasu przejedzie osobówka. Nie ma paliwa, na stacjach pusto. Poza tym transport, dostawy, produkcja - tam wszystko się zatrzymało. Duże fabryki, cukrownie na wschodzie kraju zrównane są z ziemią. W innych normalna praca została zaburzona.

Miał pan okazję wstąpić do sklepów?

Byłem w takich - w małych miejscowościach - w których poza cukrem w wielkich worach nie było nic. Wiele sklepów ma jednak w miarę dobre zaopatrzenie. I tu znowu pojawia się duży problem, bo wszystko jest strasznie drogie. Zdecydowanie droższe niż w Polsce.

Łatwo to wytłumaczyć, ponieważ, co mnie również bardzo zdziwiło, na półkach jest dużo polskich produktów. Znam ich ceny w Polsce, gdzie również nie są tanie, a na Ukrainie są jeszcze droższe. I teraz wyobraźmy sobie, że przeciętne wynagrodzenie pielęgniarki w tym kraju to 1000 złotych. Ile może więc za to kupić, nawet w Polsce?

Takim osobom też dostarczana jest pomoc z Polski, choćby w waszych busach i ciężarówkach?

Ci Ukraińcy próbują poradzić sobie sami, a przynajmniej my dotychczas pomagaliśmy jedynie uchodźcom i szpitalom, które mijamy po drodze.

Skąd wiecie, że kilkaset kilometrów od Zamościa, w małej ukraińskiej wsi ktoś czeka na waszą pomoc?

Mniej więcej wiemy, czego w tym kraju brakuje. Zaczynaliśmy od pakowania busa i ruszaliśmy w drogę. W miasteczkach pytaliśmy o miejsca, w których żyją uchodźcy z rejonów wojennych. I tak - jeżdżąc od punktu do punktu - zauważyliśmy, że potrzeby są ogromne. Ci ludzie zawsze są zaskoczeni, że ktoś chce im pomóc, że jechał do nich przez tyle godzin. Mają traumę, krępują się, szukają zaskórniaków, żeby nam za te dary zapłacić. Nie wierzą, że ktoś za darmo chce im coś podarować. Jeśli uwierzą, to często biorą tylko to, co najbardziej potrzebne i próbują nas ugościć.

Mieszkańcy Zamościa pomagają UkraińcomMieszkańcy Zamościa pomagają Ukraińcom Zdjęcia wolontariuszy z Zamościa

Mówił pan o strasznych warunkach, w których żyją...

Śpią na podłogach, przeważnie na kocach. Nie mają żadnych szafek. Brakuje ubrań, dzieciom brakuje pampersów, butelek do karmienia, mleka dla niemowląt. Nie ma nic. Są to na przykład ośrodki przerobione ze szkół i przedszkoli dla matek z dziećmi, w których przebywa od 40 do 50 osób. Podkreślają, że mają dach nad głową, jest ciepło i to wystarczy. Z rozmowy wnioskujemy, że brakuje jedzenia, chemii - podstawowych produktów.

Choć rozmawiamy w czasie, gdy od tygodni ciężarówki z pomocą humanitarną ciągle przekraczają granicę. Wiele polskich miast, wsi i firm organizuje zbiórki dla Ukrainy. Tego jest ciągle mało?

My również wysłaliśmy kilka ciężarówek, które dotarły do Lwowa, Charkowa, Kijowa. Jednak małe miejscowości, nieleżące na szlaku głównym, są pomijane i zapomniane. Nam chodzi o odnalezienie takich miejsc. Zbieramy zamówienie, wracamy do Polski i dajemy informacje, czego szukamy. Mamy również przyjaciół z Francji, Belgii, Niemiec, Holandii, którzy dosyłają nam małe busy żywności i chemii, rozdzielamy i ruszamy w drogę.

Co teraz pojedzie?

Dwie pralki, chemia do prania, odzież dla dzieci i dorosłych, pampersy - również dla dorosłych. Ciągle brakuje żywności. Leki, kule, artykuły ortopedyczne. Spotkaliśmy się w szpitalu pediatrycznym w Żółkwi z ogromnym brakiem leków, a tam trafiają dzieci np. z rejonu Donbasu. Do ich leczenia brakowało wszystkiego. Zamojski Klub Rotary przekazał nam dużą sumę w postaci leków i zawieźliśmy je do szpitala. Takiej radości nie widzieliśmy już dawno.

A wspominał pan również o dużej nieufności ze strony Ukraińców, do których przyjeżdżacie. Z czego ona wynika?

Ludzie są skrępowani, że zdani są na czyjąś pomoc albo uważają, że trzeba za nią zapłacić, a ich po prostu nie stać, bo wszystko stracili na wojnie. Niestety - muszę to powiedzieć - trafiają się osoby, które handlują rzeczami. Jest to jakiś margines, ale są to osoby, które wszystko psują. Na szczęście w zdecydowanej większości mamy wokół siebie ludzi, którzy chcą pomagać i szybko reagują na nasze apele, a czasem je wyprzedzają.

Rozglądam się po pomieszczeniu, w którym jesteśmy i widzę słodycze, konserwy, łóżka polowe, materace. Potrzebne są pralka i lodówka, czyli nie mówimy absolutnie o rzeczach ekskluzywnych?

To ma zapewnić podstawowe przeżycie i funkcjonowanie. Oprócz tego, co pan wymienił, prosili nas ostatnio o wiaderka z mopami, o chemię do czyszczenia toalet, jak również o naczynia, bo gotują sobie w tych punktach. A idealne są pojemne garnki, bo gotują dla kilkudziesięciu osób.

Mieszkańcy Zamościa pomagają UkraińcomMieszkańcy Zamościa pomagają Ukraińcom Wolontariusze z Zamościa

To jaki obraz zastaje pan z wolontariuszami w tych punktach? Mówił pan, że śpią na podłodze, są dzieci, dorośli, chorzy - jak funkcjonują na co dzień?

Powiem szczerze, że głównie widać smutek. Dzieci nie są radosne. Dorośli są zamyśleni, a my próbujemy ich pocieszyć. Dajemy dzieciom zabawki. Spotkałem pięcioletniego chłopca, który jest niemową. Był zapłakany i całe szczęście, że miałem w samochodzie zabawkę, bo w końcu mógł się na chwilę uśmiechnąć. Zostawiamy dzieciakom kolorowanki, choć nie zawsze dostajemy je z kredkami i o tym musimy pamiętać, bo tam nawet tego nie ma. Miłe jest też to, że dostajemy dużo rysunków od dzieci, a na nich polska flaga i serca.

A dorosłych co może ucieszyć? Z tych darów niebędących odzieżą i pożywieniem?

Tu raczej w grę wchodzą praktyczne przedmioty. Nie zapomnę staruszki, która z trudem się poruszała i podpierała się kijem. Akurat przywieźliśmy trzy pary kul. Zaproponowałem, że może będą lepsze od kija. Uznała, że nie potrzeba, ale dopasowałem szybko do wzrostu i jednak okazało się, że jest potrzeba. Za chwilę pani uznała, że wystarczy jej jedna, a druga może się komuś przydać. Nie biegną więc do samochodu z nastawieniem: "daj, daj, daj". Nie są to postawy roszczeniowe.

Mam wrażenie, że czasem żyjemy w poczuciu, że to tylko u nas są uchodźcy. Owszem, są to zdecydowanie ogromne liczby, ale z pana słów wynika, że na zachodzie Ukrainy miejscowości również są przepełnione osobami uciekającymi przed wojną?

Tak, tu jest mnóstwo ludzi chcących pozostać w swoim kraju, jednak w rejonie, w którym nie ma ataków i regularnej wojny. Odwiedzaliśmy miejsca, w których mieszka po kilkadziesiąt osób, ale w innych jest po 300, a próbujemy też dojechać do miejscowości, w której schroniło się 600 osób w jednym budynku. Na razie mamy kłopot, bo nie jesteśmy w stanie zdążyć przed godziną policyjną, a co chwilę mijamy punkty kontrolne i wojsko. Gdy nie zgramy tego czasowo, musielibyśmy przy tych punktach zostać na noc. Pracujemy nad tym.

Odwiedzacie głównie zachodnią Ukrainę, a tu słyszeliśmy niestety już o kilku atakach na obwód lwowski. Całkiem niedawno był kolejny atak rakietowy na Jaworów, obok którego przejeżdżacie. Warto ryzykować?

Tak się składa, że w trakcie tego ostatniego ataku byliśmy w okolicy. Ogłoszono alarm bombowy i to nie jest rzadka sytuacja nawet na zachodzie Ukrainy. Z jednej strony można się z tym oswoić, z drugiej zawsze tego typu komunikaty należy traktować poważnie. Nawet wiedząc, że zrzucono tam kolejne bomby, nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy jechać dalej. Mamy konkretny cel wyjazdów, a w cieniu cięgle jest godzina policyjna. W związku z tym, zachowując odpowiednią ostrożność, ruszamy w dalszą drogę, bo te alarmy trwają nawet po trzy godziny.

Jeszcze zdanie o tym w miarę normalnym życiu wielu Ukraińców. Można się czasem zmylić, że to rzeczywiście kraj, w którym toczy się wojna? Niektórych przecież ciągle stać na wiele.

Ciągle mam w głowie obraz z jednego z miasteczek, w którym budowany jest biurowiec. Przy pierwszym wyjeździe uznałem, że budowlańcy wrócą na plac dopiero po wojnie, o ile nikt go nie zburzy. Ostatnio widziałem jak ponownie pracował dźwig i prace ruszyły. W parkach i na chodnikach spacerują ludzie. Kto może i ma gdzie, to pracuje. Dzieci są na placach zabaw, ktoś czasem idzie z lodem. Nie są zamknięci w domach i całe szczęście, że próbują żyć normalnie i radzić sobie samodzielnie. My dzięki temu możemy skupiać się na pomocy tylko tym, którzy naprawdę jej potrzebują.

A jak można tę pomoc państwu dla nich przekazać?

Wystarczy wejść na stronę www.banicizamojscy.pl, również mamy swoją stronę na Facebooku i tam po pierwsze można sprawdzić, co już udało nam się zrobić. Później, poprzez dane, które tam publikujemy - skontaktować się z nami. Po wiele rzeczy jesteśmy w stanie podjechać busem, ale przedmioty można także samodzielnie do nas dostarczyć. Ważnym wsparciem związanym z kosztami wyjazdów są również wpłaty na konto, którego numer także można znaleźć na stronie. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny