Zając pokaleczony kosiarką albo łabędź z biegunką po zjedzeniu chleba. Do pani Marty trafia nawet 20 pacjentów dziennie

Łabędź z przestrzelonym skrzydłem, błąkająca się między domami maleńka sarna czy jednodniowy zając pokaleczony kosiarką - to tylko niektórzy podopieczni Opolskiego Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt AVI. W okresie lęgowym trafia tutaj nawet 20 pacjentów dziennie.
Zobacz wideo

- Planuję utworzyć ogromny ośrodek dla dzikich zwierząt, w którym nie będą one żyły w klatkach z litymi ścianami, tylko w lesie, na łąkach, w naturalnym środowisku i w jak najmniejszym kontakcie z człowiekiem - mówi Marta Węgrzyn, założycielka Opolskiego Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt AVI. Dopóki ośrodka nie ma - aktywistka gości ranne zwierzęta wokół swojego domu. - Mamy sarny, łabędzie, bociana, kaczki, czaplę, modraszki, bogatki, wróble, mazurki, czyża, puszczyka, płomykówkę, uszatkę zwyczajną - tak mogę stać i wymieniać! Tu jest ponad 40 gatunków zwierząt - dodaje pani Marta.

Zanim przywieziesz rannego ptaka, zrób zdjęcie

Najwięcej rannych zwierząt trafia do Centrum wiosną. Są to najczęściej pisklaki, które na przykład wypadły z gniazda. Zanim jednak zwierzę zostanie przyjęte do lecznicy, w okresie lęgowym pani Marta zwykle prosi o przesłanie zdjęcia ewentualnego pacjenta. Często bowiem zdarza się, że ludzie zabierają znalezione podloty - czyli ptaki, które uczą się dopiero latać - myśląc mylnie, że są ranne. 

Niedawno pod opiekę Marty Węgrzyn trafiła maleńka sarna błąkająca się wśród domów w pobliskiej wiosce. Wyczerpane i głodne zwierzę przywieźli do Centrum leśnicy z Opola. - Jak tylko wyzdrowieje i podrośnie, wróci na wolność. Nie zatrzymujemy dzikich zwierząt. Ich miejsce jest w ich naturalnym środowisku - podkreśla nasza rozmówczyni. 

Za wybiegiem dla saren jest łabędź, który trafił tu z trzema śrutami w ciele. W wyniku postrzału doszło do martwicy skrzydła, które trzeba było amputować. - Jego stan jest dramatyczny. To, że ktoś postrzelił pięknego, dojrzałego, białego łabędzia, to trudne do pojęcia. Teraz zwierzę jest skazane na życie w klatce. Udało mi się załatwić zbiornik wodny u znajomego ornitologa, więc jeśli uda się go wyciągnąć z ciężkiego stanu, będzie miał życie jak w Madrycie - śmieje się aktywistka.

Zwierzaki pod opieką pani MartyZwierzaki pod opieką pani Marty Ewelina Bertoldi

Zatrucia pestycydami

Do Opolskiego Centrum Leczenia i Rehabilitacji Dzikich Zwierząt AVI trafił też ostatnio pierwszy bocian biały. Jak mówi Węgrzyn, to piękny, dorosły osobnik. Powodem przywiezienia go do ośrodka było najprawdopodobniej zatrucie pestycydami. - Bocian żeruje na polach i to normalne, że zjada owady, ale te niestety bywają pokryte chemią - wyjaśnia miłośniczka zwierząt. - Bocian zaczął już samodzielnie jeść, co też jest oznaką lepszej kondycji, więc mamy nadzieję, że za dwa czy trzy tygodnie będzie mógł wrócić na wolność. Wcześniej zostanie zaobrączkowany i założony mu zostanie lokalizator GPS, abyśmy mogli podglądać, jakie efekty przyniosło leczenie i rehabilitacja. Dla mnie to ważny sygnał, czy to ma sens - dopowiada.

Kolizje z szybami

Wiele ptaków trafia do Centrum po kolizji z szybami. Ptaki - nie widząc ich - uderzają w nie, uciekając przed drapieżnikami czy migrując do innych krajów. Niestety bardzo często w ten sposób giną albo są trwale okaleczone. Mają wybite barki, połamane dzioby bądź skrzydła. Częstą przyczyną trafienia do Centrum są też kolizje z samochodami czy wspomniane już zatrucia. - Tu królują łabędzie, które zjadają na przykład chleb wrzucony im do wody przez człowieka. To pokarm, który szybko się psuje w takiej temperaturze, jaką teraz mamy, więc trafiają do nas w ciężkim czasem stanie, z biegunkami - opisuje Węgrzyn.

Aktywistka dodaje, że choć nie zdajemy sobie z tego prawy, ogromnym zagrożeniem dla życia dzikich zwierząt jest kot domowy, w którego ślinie występuje Pasteurella multocida. To bakteria, która - gdy dostanie się do krwiobiegu ptaka czy zajączka - w krótkim czasie powoduje jego śmierć. - W tym roku nie udało nam się uratować żadnego z siedmiu przywiezionych do nas, głównie przez właścicieli kotów, zajączków. Zanim jednak powiem, co z rannym zającem należy teraz zrobić, właściciel kota wysłuchuje ode mnie, co kot robi w środowisku i że powinno się koty trzymać w domu! - nawołuje nasza rozmówczyni. - Kot, jeśli odkryje gniazdo, pójdzie tam ponownie - ostrzega.

Kosząc trawę uwaga na zwierzęta

Do Centrum trafił niedawno także maleńki zając pokaleczony przez kosiarkę. - Pan, który go do nas wiózł, był bardzo spanikowany. Miałam wręcz wrażenie, jakby wiózł pokaleczone ludzkie dziecko, a nie zwierzę. Nie był świadomy, że pod drzewami znajduje się mały zając. Maluch - w wyniku ciężkich obrażeń - jest ślepy. Niestety będzie już musiał na stałe zostać u nas. To jeden z niewielu wyjątków, jakie zrobiłam, bo zwykle oddajemy dzikie zwierzę do jego środowiska naturalnego. Ten zajączek będzie mógł sobie żyć na naszym nowym terenie - mówi Marta Węgrzyn.

Profesjonalny ośrodek dla dzikich zwierząt powstaje właśnie pod Zawadą, na terenach wydzierżawionych pani Marcie przez Lasy Państwowe. To ponad 5 hektarów, na których znajdzie się Centrum Edukacji, gdzie będą prowadzone lekcje i warsztaty dla dzieci, młodzieży i całych rodzin. W zalesionej części będzie miejsce m.in. dla zwierząt jeleniowatych. Znajdzie się tam także szpital dla zwierząt.

Czy wiesz, że możesz słuchać TOK FM przez internet bez reklam? W Radiu TOK + Muzyka zamiast reklam usłyszysz muzykę. Kup TOK FM Premium w promocyjnej cenie 1 zł za pierwszy miesiąc, później 13,99 zł za każdy kolejny.

Nie czekaj, wypróbuj Radio TOK FM bez reklam!

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny