Aktywista z fundacji Kai Godek ukarany grzywną za organizację zgromadzenia przed lubelskim liceum

Anna Gmiterek-Zabłocka
1000 złotych grzywny ma zapłacić Marek W., jeden z działaczy fundacji Życie i Rodzina Kai Godek za zorganizowanie zgromadzenia "bez wymaganego zawiadomienia" przed lubelskim liceum. Wyrok wydany w trybie nakazowym nie jest prawomocny.
Zobacz wideo

Chodzi o pikietę, która miała miejsce 4 listopada. Przed II Liceum Ogólnokształcącym w Lublinie pojawiła się grupa osób z fundacji Życie i Rodzina Kai Godek. Mieli ze sobą homofobiczne banery. Przekonywali, że nauczyciele tej placówki "genderyzują" młodzież.

Pikieta z listopada, jak i dwie późniejsze, które również odbyły się przed tą szkołą, były odpowiedzią na wywiady, jakich nauczyciele, a później również uczniowie ze szkolnego samorządu udzielili dziennikarce TOK FM. Mówili w nich m.in. o szacunku do osób o innej orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. "Te banery i słowa, że nauczyciele nas genderyzują. Co za absurd" - mówili nam uczniowie. 

Listopadowa pikieta była zorganizowana niezgodnie z prawem. Organizator zgłosił ją wprawdzie w Urzędzie Miasta, ale zgłoszenie dotyczyło zupełnie innego miejsca - miała się odbyć przed ratuszem. Policję zawiadomiła m.in. jedna z nauczycielek.

Organizator tego wydarzenia - Marek W. - właśnie został ukarany. Jak wynika z wyroku nakazowego, sąd wymierzył mu 1000 zł grzywny za naruszenie art. 52 par. 2, punkt 2 Kodeksu wykroczeń: "Kto organizuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia lub przewodniczy takiemu zgromadzeniu, lub zgromadzeniu zakazanemu, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny".

Sędzia Beata Górna-Gielara z Sądu Rejonowego Lublin Zachód wskazała, że mężczyzna był obwiniony o to, że "zorganizował zgromadzenie publiczne fundacji Życie i Rodzina bez wymaganego zawiadomienia". Mężczyzna ma również zapłacić 100 zł tytułem opłaty i 70 zł tytułem zryczałtowanych wydatków postępowania. Wyrok wydany w trybie nakazowym nie jest prawomocny - można się spodziewać, że aktywista złoży sprzeciw i wtedy będzie normalny proces. 

- Wyrok nakazowy przyjęłam z satysfakcją, ale nie jest to jakiś wielki hurraoptymizm. Bo dla mnie ważne są zupełnie inne aspekty tej sprawy. Ciągle mam wątpliwości, czy pikiety powinny się odbywać przed szkołami - tak w ogóle. Dlatego jestem rozczarowana tym, że policja dostrzegła tylko ten ewidentny aspekt, że pikieta była nielegalna, a ja wskazywałam w swoim zgłoszeniu również na szereg innych kwestii, w tym na treść banerów, z którymi pikietowano przed naszą szkołą. Stawiałam pytanie, czy każda treść banerów może się znaleźć przed szkołami - mówi nauczycielka języka angielskiego Ewa Leonowicz. W jej ocenie policja powinna zająć się też innymi wątkami tej sprawy. 

- Co najbardziej mnie boli w tej sytuacji? To, że za dziećmi ze społeczności LGBT, które są jawnie szykanowane i dyskryminowane przed szkołą, stoi tylko garstka nauczycieli, którzy próbują im pomóc i "ogarnąć" sytuację. Ale jesteśmy z tym sami - mówi Leonowicz. I podkreśla, że niepokojące jest to, że ze strony urzędników miasta czy kuratorium oświaty nie ma żadnego stanowiska, w którym potępione byłyby homofobiczne pikiety przed lubelskim liceum. 

W przypadku dwóch pozostałych pikiet - z grudnia i ze stycznia 2023 roku - były one zgłoszone dokładnie w tym miejscu, w którym się odbyły, czyli przez Liceum im. Jana Zamoyskiego. Miasto twierdziło, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, choć na policji również zostały złożone zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. 

Miasto twierdzi, że gdy zgromadzenia są legalnie zgłoszone, urzędnicy nie mają podstaw, by je rozwiązać. Wiceprezydent Lublina Mariusz Banach - w rozmowie z TOK FM - wyjaśniał, że zgromadzenie można rozwiązać jedynie w sytuacji wystąpienia "ustawowych przesłanek", czyli wtedy gdy "jego przebieg zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach". 

>> Czytaj także: Fundacja Kai Godek znów pikietowała przed liceum. "Jestem zdruzgotana, że miasto na to pozwala"

- W mojej ocenie, w sytuacji tak jawnej transfobii i homofobii, zagrożone jest zdrowie - w tym zwłaszcza zdrowie psychiczne - młodzieży z liceum Zamoyskiego. I w mojej ocenie miasto ma możliwość rozwiązania takiej pikiety przed szkołą. Oczywiście, sprawa zapewne trafiłaby do sądu, bo fundacja nie odpuści, ale wierzę w sądy i w to, że sąd nie pozostawiłby złudzeń, że nie można się godzić na homofobię i transfobię przed szkołą - mówiła nam mama jednej z uczennic, prawniczka (ze względu na córkę woli pozostać anonimowa).

Takiej postawy ratusza nie rozumie też sama młodzież. Inga Sobólska z Młodzieżowej Rady Miasta mówiła nam, że w roku, w którym Lublin jest Europejską Stolicą Młodzieży, nie może być zgody na pikiety anty-LGBT i uderzanie w tęczową młodzież. Jak zapowiedziała, będzie chciała poruszyć tę kwestię na posiedzeniu Młodzieżowej Rady Miasta, pod koniec stycznia.

Inga Sobólska z Młodzieżowej Rady Miasta LublinInga Sobólska z Młodzieżowej Rady Miasta Lublin Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny