"To niewiarygodne, że ktoś próbuje mnie pouczać". Nauczyciele dostali opinię fundacji Kai Godek o zwracaniu się do dzieci LGBT+

Anna Gmiterek-Zabłocka
- Jeśli Ada prosi, by nazywać ją Adą, a nie Adrianem, to mam nie szanować uczuć mojej uczennicy? Przecież to byłoby nieludzkie - mówi Ewa Leonowicz, nauczycielka II Liceum Ogółnokształcącego w Lublinie. Pedagodzy dostali opinię fundacji Życie i Rodzina o tym, jak zwracać się do transpłciowych dzieci. - Można odnieść wrażenie, że mówiąc do dziecka imieniem, o które prosi, robi się coś niezgodnego z prawem - komentują.
Zobacz wideo

Adrian w dzienniku lekcyjnym widnieje jako Ada. Część nauczycieli nie przyjmuje do wiadomości, że jest inaczej. Teraz mają w ręku dodatkowe argumenty. Z jednej strony to transfobiczne wypowiedzi polityków, w tym Jarosława Kaczyńskiego, a z drugiej - opinię fundacji Życie i Rodzina Kai Godek, która trafiła do szkół m.in. na Lubelszczyźnie. Fundacja twierdzi, że nauczyciel ma obowiązek zwracać się do dziecka imieniem, które widnieje w oficjalnych dokumentach

Jak przyznaje psycholog szkolna Beata Lewicka, tak wśród nauczycieli, jak w całym społeczeństwie, są osoby, dla których transpłciowość to gigantyczny problem. - W mojej ocenie wynika to z braku wiedzy. A przecież to nie jest żadna wiedza tajemna. Nie ma problemu, by dotrzeć do artykułów na ten temat czy do książek. Jak czytam opinię jakiejś fundacji - przez nikogo niepodpisaną - że mi nie wolno zwrócić się do dziecka imieniem, z którym się utożsamia, to nie bardzo rozumiem, czego mi nie wolno? - zastanawia się nasza rozmówczyni. 

- Szanuję każde dziecko, które do mnie przychodzi i ze mną na ten temat rozmawia i zawsze mówię wprost: to co czujesz, jest okej. Nie ma żadnego problemu. Jeśli prosi, by mówić do niego "Ada", bo tak się czuje, to ja mam mu powiedzieć "nie"? - pyta retorycznie nauczycielka. 

Psycholożka z II Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie dodaje, że każdy człowiek ma prawo być tym, kim się czuje. - To dla mnie niewiarygodne, że ktokolwiek próbuje mnie pouczać, że jeśli uszanuję zdanie mojego ucznia czy uczennicy i będę się zwracać do niego czy do niej zaimkami, które są jej bądź jemu najbliższe, to będę łamać prawo. Jakie prawo? W konstytucji zagwarantowane są prawa każdego z nas - również tego transpłciowego dziecka - mówi Beata Lewicka. 

"Dla mnie najważniejsze jest zawsze dobro dziecka"

II LO w Lublinie to otwarta szkoła, od wielu lat postrzegana jako wyspa wolności i tolerancji. Grzegorz Wierucki uczy tu matematyki. Jak mówi, dotarła do niego opinia z fundacji Kai Godek. Nie kryje, że czytając ją, poczuł się trochę zastraszony. - Można odnieść wrażenie, że zwracając się do dziecka imieniem, o które prosi, robi się coś niezgodnego z prawem. A ja wiem, że to nieprawda - mówi nauczyciel, który miał w swojej pracy do czynienia z transpłciowymi dziećmi. I doskonale wie, jak to dla nich trudne, by się otworzyć. - Moją rolą, jako wychowawcy, jest dać im pełne wsparcie. Dla mnie najważniejsze jest zawsze dobro dziecka - mówi Wierucki. 

Podkreśla, że doświadczenie pokazało mu, że gdy nauczyciele zaczynają zwracać się do ucznia czy uczennicy zgodnie z płcią, z którą się utożsamia, dziecko odżywa. Znikają problemy z nauką, uczeń bądź uczennica się otwiera, zaczyna nawiązywać relacje. - Widać, że spada z niej czy z niego pewien ciężar - mówi matematyk. Przyznaje też, że problemu z akceptacją transpłciowej koleżanki czy kolegi nie mają jej czy jego rówieśnicy. Jeśli Ada czuje się Adą, to tak ją nazywają, nie zważając na dane z dowodu osobistego. - Młodzi dają nam, dorosłym przykład - mówi Wierucki. 

"Mam powiedzieć dziecku: Ja ciebie nie akceptuję?"

Ewa Leonowicz uczy w II LO języka angielskiego. Właśnie została wybrana przez młodzież Nauczycielem Roku. Nie kryje, że to najwspanialsza nagroda, jaką mogła dostać. Uczniowie docenili m.in. jej otwartość i poszanowanie praw każdego z nich. 

- Dla mnie najważniejsza jest godność dziecka i jego tożsamość - mówi TOK FM nauczycielka. - Dlatego jeżeli uczeń powie mi, że chce, by zwracać się do niego w taki a nie inny sposób, to dla mnie elementarnym obowiązkiem - nie prawem, ale obowiązkiem - jest zwracanie się do niego tak, jak sobie tego życzy. Jeśli ktoś utożsamia się z takim a nie innym imieniem, ja zawsze to uszanuję - przekonuje.

Jak dodaje, opinia, która dociera do szkół z fundacji Kai Godek, jest absurdalna i nadaje się tylko do szuflady. - Napisano tam, że nazywając ucznia tak jak sobie życzy, wprowadzamy ideologizację do szkoły. Co więcej, narażamy się na śmieszność ze strony rodziców. Przecież to brzmi jak jakiś podręcznik z lat 50. dla nauczycieli, którzy mają wprowadzać jedyną słuszną linię w edukacji - mówi Leonowicz. 

Nauczycielka zastanawia się, jak w dobie tak wielu prób samobójczych, stanów lękowych dzieci i depresji ma powiedzieć uczniowi czy uczennicy, że nie będzie mówić do niego bądź do niej wybranym imieniem. - Mam powiedzieć: "Ja cię nie akceptuję. Nie jesteś dla mnie żadnym Adrianem tylko Adą, tak jak w dzienniku lekcyjnym"? Przecież to byłoby nieludzkie - mówi pani Ewa. 

Nauczyciele, którzy uczyli czy uczą transpłciowe dzieci, nie kryją, że zdarza im się odczytać dane z dziennika w takim kształcie, w jakim są tam zapisane. - Ale uczeń czy uczennica wie, że to tylko moja pomyłka, ludzki błąd, bo na co dzień - w każdej sytuacji - zwracam się do niej czy do niego imieniem preferowanym - mówią nasi rozmówcy. I dodają, że najważniejsze, by uczniowie po prostu wiedzieli, że nauczyciel je szanuje, a mylić się jest rzeczą ludzką. 

W piątek - 28 października - w szkołach w całej Polsce obchodzony jest "Tęczowy Piątek". To inicjatywa Kampanii Przeciw Homofobii, organizowana w placówkach oświatowych od siedmiu lat. W tym roku przebiega pod hasłami: "Jesteś okej", "Będzie dobrze". Akcja ma wspierać dzieci i młodzież LGBT+.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny