Bez ugody w procesie wytoczonym Kai Godek przez Bartosza Staszewskiego. "Nie miała chęci do pojednania się"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Nie doszło do ugody między aktywistą LGBT Bartoszem Staszewskim a Kają Godek. Chodzi o słowa, które padły w trakcie Marszu Równości w Lublinie. Działaczka antyaborcyjna miała zarzucać Staszewskiemu, że dopuszczał się czynów pedofilskich. Aktywista wystąpił z prywatnym aktem oskarżenia.
Zobacz wideo

Przed Sądem Rejonowym Lublin Zachód odbyło się we wtorek tzw. posiedzenie pojednawcze w procesie wytoczonym Kai Godek przez aktywistę LGBT Bartosza Staszewskiego. Do ugody nie doszło. - Kaja Godek próbuje kontynuować swoją kampanię nienawiści również na sali sądowej. To było widać z jej wypowiedzi. Nie miała chęci do pojednania się, przerywała sądowi. Podała, że może co najwyżej stwierdzić, że jest jej przykro. Nie czuje jednak potrzeby przeprosin - mówi Staszewski. Obie strony zobaczą się ponownie na sali sądowej w połowie listopada.

Spór między Godek a Staszewskim ciągnie się już kilka miesięcy. Cała sprawa dotyczy sytuacji, która miała miejsce podczas Marszu Równości w Lublinie. Pojawili się na nim przeciwnicy aborcji na czele z Kają Godek. Jak wynika z aktu oskarżenia, Staszewski podszedł do aktywistki i poprosił o kilka minut rozmowy. Chciał wiedzieć, jaki jest związek pomiędzy banerami mówiącymi o przypadkach wykorzystywania seksualnego dzieci przez nieheteronormatywnych sprawców, a Marszem Równości w Lublinie. Gdy zwrócił się do Godek, miał usłyszeć następujące słowa: "Drogi panie, my nie rozmawiamy z ludźmi, którzy wykorzystują seksualnie dzieci i piszą do 14-latków, że mu wyślą nagie zdjęcia. Niech pan stąd odejdzie, bo ja się brzydzę tym, co pan robi". Wymiana zdań została zarejestrowana na filmie, który dołączono do aktu oskarżenia.

- Kaja Godek będzie odpowiadała za swoje kłamstwa i za pomówienie mnie o pedofilię. Te obrzydliwe rzeczy, o których mówi i które widzimy na plakatach jej fundacji, muszą się spotkać z jakąś odpowiedzią. I cieszę się, że udało się wreszcie doprowadzić ją przed sąd - komentuje Staszewski. 

Bart StaszewskiBart Staszewski Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Kaja Godek po wyjściu z sali powiedziała, że cały proces "ma określony cel". - Ta sprawa jest przeciwko mnie, ale można powiedzieć, że Bart mści się za projekt obywatelski, czyli za coś, co podpisało 200 tysięcy Polaków - powiedziała działaczka pro-life. Odniosła się do złożonego rok temu przez jej środowisko projektu "Stop LGBT", zakładającego m.in. zakaz parad równości. - Ludzie mają prawo wprowadzać projekty do Sejmu i mają prawo domagać się zakazu homopropagandy i ochrony przed nią przede wszystkim osób nieletnich - mówiła Godek. - Kampania "Stop dewiacji", która mówi o związku środowiska LGBT z wykorzystywaniem seksualnym dzieci, będzie prowadzona, czy to się komuś podoba, czy się nie podoba - dodała. Przed sądem Kai Godek towarzyszyli aktywiści organizacji pro-life. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny