Latarnie świecą krócej, bo miasto musi oszczędzać. Prezydent Lublina: Dokłada nam się zadań, na które nie mamy pieniędzy

Anna Gmiterek-Zabłocka
Prezydent Lublina Krzysztof Żuk skarży się na coraz poważniejze problemy finansowe samorządów. Miasto szuka oszczędności, gdzie tylko się da, w tym skracając czas działania miejskich latarni. A tymczasem problemem, według słów Żuka, jest np. wypłata obiecanego przez rząd dodatku węglowego.

- Tak trudnego roku dla finansów Lublina jeszcze nie było - mówi prezydent miasta Krzysztof Żuk. Jak tłumaczy, po zmianach w systemie podatkowym do miejskiej kasy wpłynie o blisko 300 mln zł mniej. Owszem, rząd część tej straty zrekompensuje, ale jak mówi prezydent, będzie to tylko 70 mln zł. Co z resztą utraconych dochodów? Odpowiedzi brak.

- Mamy o te 300 mln zł zredukować nasze wydatki? To niemożliwe. Gdzie ciąć? Zmniejszyć środki przeznaczone na przedszkola, na żłobki, na szkoły czy na transport zbiorowy? Dyskusja z rządem jest tu czysto abstrakcyjna - po stronie rządu nie ma pozytywnego odzewu - mówi Krzysztof Żuk.  

- Jako samorząd realizujemy zadania własne i zadania zlecone, na które rząd powinien przeznaczać właściwe środki finansowe. Ale tak się nie dzieje. Przykład? Dodatek węglowy w wysokości 3 tys. zł. My tych środków jeszcze nie mamy, a mamy już złożone przez mieszkańców wnioski na blisko 20 mln zł - tłumaczy Żuk. - Kiedy otrzymamy te pieniądze? Nie wiemy. A to tylko jeden z przykładów, bo taka właśnie jest dzisiejsza codzienność samorządów - rząd daje nam do wykonania nowe zadania, ale nie mamy na to gotówki  - tłumaczy prezydent Lublina.

Jak dodaje, podobnym problemem od lat jest zbyt niska subwencja oświatowa. - Gdyby choć raz, w jednym roku ta subwencja pokrywała rzeczywiste koszty funduszu płac dla nauczycieli, to moglibyśmy wybudować dwie brakujące szkoły i wyremontować wszystkie pozostałe, łącznie z budową przy nich boisk. Bo mielibyśmy ponad 200 mln zł tej różnicy, którą obecnie dokładamy z własnych środków do subwencji oświatowej, zabierając z inwestycji - tłumaczy Krzysztof Żuk. 

Latarnie? Niech świecą choć 10 minut krócej

Prezydent podkreśla, że działania oszczędnościowe wdrożono już dawno. Miejskie oświetlenie od lat korzysta z energooszczędnych żarówek. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym roku jego koszty wzrosły aż o 345 procent. - To wyzwanie, przed którym stoją samorządy, w tym my. A przypomnę, że samorządy nie są objęte tarczą antyinflacyjną - podkreśla Żuk. 

Urzędnicy z Lublina chcieli choć trochę zaoszczędzić na ulicznych latarniach, dlatego kilka tygodni temu zdecydowali, że rano będą nieco wcześniej wyłączane, a po południu później włączane. Tyle tylko, że idzie zima, a dzień jest coraz krótszy. Szybko okazało się, że - zwłaszcza popołudniami - na ulicach jest zbyt ciemno. Do ratusza płynęły skargi mieszkańców. W efekcie podjęto decyzję, że popołudniami latarnie mają być jednak włączane 10 minut wcześniej niż w ostatnich tygodniach. - Najważniejsze jest bezpieczeństwo mieszkańców, w tym dzieci wracających ze szkół - tłumaczą władze Lublina. 

Krzysztof Żuk przyznaje, że największe koszty dotyczą oświetlenia i ogrzania szkół. Dlatego miasto uczuli wszystkich dyrektorów, by przypomnieli pracownikom o gaszeniu światła przy wychodzeniu z klasy. - Proszę się przejechać popołudniami w okolicach szkół. Część z nich świeci jak lotnisko przyjmujące samoloty. Dlatego chodzi nam o zwykłą, ludzką zaradność związaną z gaszeniem światła czy zamykaniem okien - tłumaczy prezydent Lublina. 

Jak podkreśla, nie ma mowy o wyłączaniu ogrzewania w szkołach i odwoływania z tego powodu lekcji, o czym słychać w niektórych gminach w Polsce. - Zdrowie dzieci jest dla nas najważniejsze - tłumaczy. Ale jednocześnie przyznaje, że są podejmowane działania, by poziom ogrzewania w szkołach w nocy czy w weekendy nieco zmniejszyć. 

Opłaty w górę. O ile i dla kogo?

By nieco wesprzeć miejski budżet, urzędnicy zdecydowali o podniesieniu części podatków i opłat. Wzrasta m.in. podatek od nieruchomości, choć nie jest to wysoka podwyżka. Dla przykładu, mieszkaniec Lublina posiadający mieszkanie o powierzchni 60 metrów kwadratowych zapłaci w przyszłym roku o nieco ponad 14 zł więcej niż w roku 2022; w przypadku domu jednorodzinnego o powierzchni 150 metrów kwadratowych i dużej działki - będzie to podwyżka o ok. 130 zł. 

O 10 zł miesięcznie wzrośnie opłata za pobyt w szkolnych bursach; nieco drożej będzie też w żłobkach. W górę - o ok. 15 procent - idą też opłaty za parkowanie w mieście. Wzrosną również stawki opłat obowiązujących na cmentarzach komunalnych - będzie to wzrost o wskaźnik inflacji.

Prezydent Lublina zwraca uwagę na coś jeszcze. - Rząd mówi, że dostajemy jako samorządy dodatkowe 13 mld zł, ale to jest manipulacja. Te 13 miliardów, które rzeczywiście samorządy mają dostać w tym roku, to są pieniądze zaprojektowane w ubiegłym roku w związku z ubytkiem dochodów z PIT. One i tak miały być nam wypłacone, tyle że w przyszłym roku - tłumaczy Żuk. - To, że Ministerstwo Finansów przyspiesza i chce nam to wypłacić już teraz, do końca grudnia, oznacza, że widzi, jak skomplikowana jest obecnie sytuacja finansowa samorządów - dodaje prezydent Lublina. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Najnowsze podcasty

Więcej podcastów