"Dostałam telefon, że mam wracać. Boję się". Ukraińskie nauczycielki przed trudnym wyborem

Anna Gmiterek-Zabłocka
- Dostałam telefon od dyrektorki mojej szkoły z Ukrainy, że mam wracać, bo lekcje - w części - będą się już odbywać normalnie - mówi nam jedna z ukraińskich nauczycielek, która uciekła przed wojną do Lublina i tu znalazła pracę. Przyznaje, że nie chce wyjeżdżać. W podobnej sytuacji są też inni pedagodzy z Ukrainy.
Zobacz wideo

Ola jest nauczycielką z zachodniej Ukrainy. Uczyła młodsze dzieci. Przez ostatnie miesiące pracowała w szkole w Lublinie jako asystent nauczyciela. Ma umowę do końca grudnia. - Pomagam ukraińskim uczniom, spotykam się z ich rodzicami, sprawdzam, czy rodzinie czegoś nie brakuje, czasami też na lekcji pomagam w tłumaczeniu - opowiada. 

Cały czas jest też zatrudniona w ukraińskiej szkole. Wcześniej prowadziła lekcje on-line. Większość jej uczniów - uciekając przed wojną - wyjechała z mamami do Polski, ale też m.in. do Niemiec czy Kanady. - Kilkanaście dni przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego dostałam telefon od dyrektorki mojej szkoły z Ukrainy, że mam wracać, bo lekcje - w części - będą się już odbywać normalnie, stacjonarnie. Straszyła mnie, że jeśli nie wrócę, to mnie zwolni - opowiada nasza rozmówczyni.

Jak mówi, nie chce wracać na stałe. - Boję się. Mam dwoje małych dzieci. Nie chcę codziennie czy co drugi dzień zbiegać do piwnicy, by tam siedzieć w czasie alarmów - przyznaje. Ostatecznie ustaliła z dyrektorką swojej szkoły, że będzie w Ukrainie w każdym miesiącu przez 10 dni - wtedy będą zajęcia stacjonarne, a kolejne 10 dni - ma być w Polsce. Na czas wyjazdu do Ukrainy dziećmi w Polsce zajmie się jej mama. 

"Nie wrócę. Nie ma takiej opcji"

Julia też jest nauczycielką. Uczyła matematyki. Na czas wojny trafiła na zachód Polski. Podobnie jak Ola, również jest zatrudniona w ukraińskiej podstawówce. - Moja pani dyrektor zrozumiała, że ja nie wrócę. Nie ma takiej opcji. Zgodziła się, abym wszystkie lekcje, a uczę matematyki, prowadziła on-line. Jestem w stałym kontakcie z uczniami, musimy to wspólnie jakoś przetrwać. Zresztą wiele naszych nauczycielek jest za granicą i też będą uczyć on-line - opowiada. Przyznaje, że taka nauka bywa problematyczna, bo część uczniów ma problemy z połączeniem albo nie mają internetu, inni nie znajdują czasu na zdalne zajęcia. - Ale staram się wysyłać im również materiały do samodzielnej pracy, zadania domowe do rozwiązania, ćwiczenia - dodaje w rozmowie z TOK FM. 

Od jednej z uchodźczyń - Tanii - słyszymy też historię o jej znajomej pedagożce, która musiała na stałe wrócić do Kijowa. Wykłada literaturę. - Powiedziano jej wprost, że jeśli nie wróci, to straci pracę, a na jej miejsce już jest wielu chętnych choćby z Siewierodoniecka. Bała się, że jak wojna się skończy, zostanie z niczym. Bez pracy i bez pieniędzy. Dlatego spakowała wszystko, co miała tu w Polsce, zabrała dwoje dzieci w wieku 9 i 12 lat, wsiedli w pociąg i pojechali. Przepłakała wiele nocy, bo boi się o życie, ale - jak mówiła - nie ma wyjścia - opowiada Tania. 

Z punktu widzenia prawnego pracodawca z Ukrainy - na czas wojny - może wysłać pracownika na bezpłatny urlop. Jak mówi nam Natalia, ukraińska adwokatka, nie ma podstaw do zwolnienia, ale w praktyce może być różnie. - W mojej ocenie może być tak, że szef zdecyduje się daną osobę zwolnić. Potem będzie można walczyć przed sądem i udowadniać, że to bezprawne, ale cały czas trwa wojna. Dochodzenie swoich praw może być trudne, a przede wszystkim długotrwałe - ostrzega. 

Podobnie rzecz ma się z uczniami

- Musiałam mailowo zadeklarować, czy moi synowie będą się uczyć w swojej ukraińskiej szkole w Zaporożu, czy też nie - mówi nam pani Olga, która mieszka w Lublinie. - Wysłałam informację, że na razie zawieszam ich naukę w tej szkole. Chodzą tu, do polskiej placówki. Mają dużo lekcji, nie chcę ich dodatkowo obarczać nauką on-line - dodaje. W Lublinie właśnie powstaje Sobotnia Szkoła Uzupełniająca. Synowie pani Olgi już są do niej zapisani. - To będzie kilka zajęć w sobotę, a nie codziennie popołudniami - mówi. 

Duża część rodziców dzieci z Ukrainy decyduje się jednak na zajęcia zdalne. Niektórzy uczniowie będą uczęszczać jednocześnie do polskich i ukraińskich szkół. Inne dzieci - zgodnie z wolą rodziców - dalej będą się uczyć wyłącznie przez internet w swojej ukraińskiej szkole. 

Sytuacja w Ukrainie jest różna, w zależności od regionu. Na zachodzie jest w miarę bezpiecznie, na wschodzie - wciąż nie. Są regularne alarmy przeciwlotnicze, część dnia trzeba spędzać w piwnicy. Jak mówił szef ukraińskiego resortu edukacji Serhij Gorbaczow, "jest bardzo jasna tendencja - im bliżej granicy z Rosją i im bliżej frontu, tym częściej rodzice wybierają edukację zdalną, i to jest zrozumiałe". 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny