Pieką, lepią i sprzedają. Ukrainek sposób na przetrwanie

Anna Gmiterek-Zabłocka
Część Ukrainek, które trafiły na Lubelszczyznę, zajęła się domowym przygotowywaniem wyrobów garmażeryjnych. Pierogi, pielmieni, gołąbki. Wszystko to jest przygotowywane ze specjalnym pozwoleniem inspekcji sanitarnej. Sanepid może też przyjść do takiego domu z kontrolą.
Zobacz wideo

Wojna w Ukrainie spowodowała, że do Polski trafiły głównie kobiety z dziećmi. Część z nich znalazła pracę, choć niejednokrotnie nie w swoim zawodzie. Inne pracy znaleźć nie mogą. Dlatego robią to, co potrafią - gotują i pieką - głównie na sprzedaż. Przyrządzają między innymi piękne torty, ale też tradycyjne ukraińskie dania. 

Można to robić legalnie, trzeba tylko wystąpić o zgodę do powiatowej stacji sanepidu i zdobyć wpis do rejestru zakładów podlegających urzędowej kontroli organów państwowej inspekcji sanitarnej. Na Lubelszczyźnie zdecydowało się na taki krok już kilka Ukrainek.

Jedną z osób, które takie pozwolenie dostały, była pani Nadia. Dziś jest już w Ukrainie, w domu 100 km od Charkowa. Wróciła, choć nie wiadomo, czy w obliczu wojny zostanie tam na stałe. Przez kilka miesięcy - mając zaświadczenie z sanepidu - przygotowywała domowe, tradycyjne ukraińskie wyroby garmażeryjne na sprzedaż. Jak mówi nam przebywający nadal w Lublinie jej syn Aleksander, największym powodzeniem cieszyły się pielmieni, barszcz ukraiński i pyrożki, czyli ukraińskie drożdżówki m.in. z wiśniami czy z twarogiem. 

W zaświadczeniu, które wydano pani Nadii było napisane, że jej "produkcja domowa" została wpisana do rejestru. W dokumencie wymieniono, jakie dania może przygotowywać. Chodziło właśnie m.in. o pielmieni czy pyrożki, ale też gołąbki, ciasta i sałatki, pakowane w naczynia jednorazowe - na konkretne zamówienie danego klienta. - W dni, w które zamieszczaliśmy ogłoszenie na Facebooku, zainteresowanie było spore - mówi nam Aleksander. 

Jak tłumaczy nam Joanna Kamińska, kierownik Oddziału Higieny Żywności i Żywienia Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie, produkcja domowa na sprzedaż jest możliwa na mocy Ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. - By prowadzić taką produkcję, należy w tym celu przynajmniej 14 dni przed rozpoczęciem takiej działalności złożyć wniosek o wpis do rejestru zakładów, oczywiście do właściwej terenowo powiatowej stacji sanitarno-epidemiologicznej - informuje Kamińska. I dodaje, że wnioski są dostępne w internecie.

Możliwa kontrola

Domową działalność produkcyjną można podjąć po otrzymaniu zaświadczenia z sanepidu. Trzeba się też liczyć z tym, że do mieszkania, w którym odbywa się produkcja, może przyjść kontrola sanepidu. - Podczas kontroli weryfikowane jest spełnienie wymagań prawa żywnościowego, w tym między innymi rozporządzenia w sprawie higieny środków spożywczych. Sprawdzane są warunki higieniczne pomieszczenia, w którym prowadzona jest produkcja (przeważnie kuchni). Do tego stan higieniczno-sanitarny powierzchni, które są w kontakcie z żywnością, czyli np. blatów, ale też weryfikowane są warunki do mycia i dezynfekcji rąk czy sprzętu do produkcji - wyjaśnia Joanna Kamińska. I dodaje, że klientowi należy przekazać informacje o składzie produktu, w tym alergenów.  

Sanepid nie prowadzi dokładnych statystyk, ile osób z Ukrainy podjęło taką działalność, między innymi dlatego, że przy wydawaniu zaświadczenia nikt nikogo nie pyta o narodowość. Byłoby to niezgodne z prawem, dyskryminujące. Z naszych informacji wynika jednak, że w województwie - w tym w samym Lublinie - pań, które się tym zajmują za zgodą sanepidu jest co najmniej kilka. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny