Psy przywiązane do drzewa albo słupa. "Zaczynają przeszkadzać w planach urlopowych"

Anna Gmiterek-Zabłocka
Lubelskie schronisko znów jest pełne. Jak co roku - latem - trafia tu masa porzuconych zwierząt. Nie tylko psy i koty, ale też żółwie czy jaszczurki. Są porzucane przez nieodpowiedzialnych właścicieli, którzy - jadąc na urlop - nie mają pomysłu, co z nimi zrobić. Jak słyszymy od pracowników, wakacje to też czas, gdy pojawia się szczególny typ "znalazców".
Zobacz wideo

- Wakacje to od lat najtrudniejszy moment, bo wtedy zwierzaki zaczynają przeszkadzać w planach urlopowych. Te, które były żywym prezentem dla dziecka czy to na komunię, czy na urodziny, zaczynają się komuś nudzić. W wakacje pracy mamy więc najwięcej, bo bardzo dużo zwierząt zostaje porzuconych - mówi Bartłomiej Gorzkowski z lubelskiego schroniska. 

Miesięcznie trafia tu 60-70 psów i 30-40 kotów. Psy bardzo często są przywiązane do drzewa, poręczy przed sklepem czy słupa z ogłoszeniami. - Ludzie niejednokrotnie nie mają cywilnej odwagi powiedzieć, że sobie nie radzą i wolą porzucić - mówi Gorzkowski. Często zostawiają zwierzęta w miejscu, gdzie nikt nie widzi. - Bo tak jest łatwiej, bo się człowiek nie naraża na ocenę, na reakcję czy nawet na odpowiedzialność karną. Bo porzucenie zwierzęcia jest przestępstwem - przypomina pracownik schroniska. Wskazuje, że do schroniska trafiają również te zwierzaki, które błąkają się po skwerach, parkach czy ulicach.

Jeśli ktoś myśli, że w każdej chwili może przyprowadzić czworonoga do schroniska, a pracownicy zwierzę przyjmą ot tak - jest w błędzie. Jak wyjaśnia Gorzkowski, "nie chodzi o to, by ludzi uczyć braku odpowiedzialności na zasadzie 'Zwierzę mi się znudziło, to oddam to schroniska'". - Ale wiemy, że życie pisze różne scenariusze. Sytuacje są różne, na przykład choroba - i wtedy zwierzę przyjmujemy - dodaje nasz rozmówca. 

Zwraca też uwagę, że wakacje to czas, gdy pojawia się szczególny typ "znalazców". - Zgłasza się do nas człowiek i próbuje oddać niby to znalezione zwierzę, na przykład psa. Potem w rozmowie wychodzi, że ten ktoś wyjeżdża na wakacje i chciałby zaoszczędzić na hotelu dla zwierząt. Wymyślili sobie, że niby to odda zwierzę do schroniska, a później sobie je adoptuje. Do takich sytuacji nie dopuszczamy. Nie tolerujemy tego typu podejścia do zwierząt - podkreśla pracownik lubelskiego schroniska.

Dzień otwarty w schronisku

W najbliższą niedzielę (7 sierpnia) w lubelskim schronisku dla zwierząt odbędzie się dzień otwarty. Będzie można dowiedzieć się czegoś o adopcji czy porozmawiać z opiekunami zwierzaków na temat właściwej opieki - diety, zdrowia bądź innych potrzeb czworonożnych przyjaciół. Wydarzenie odbędzie się pod hasłem "Żyją obok nas".

Jego aspekt edukacyjny dotyczyć ma nie tylko psów i kotów. - Dzikie zwierzęta, takie jak wiewiórki, jeże, lisy czy jerzyki, osiedlają się również w miastach. Dlatego chcemy przybliżyć mieszkańcom Lublina informacje na temat ich życia w miejskim ekosystemie - mówi Blanka Rdest-Dudak, dyrektor Wydziału Zieleni i Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta w Lublinie. - Ponadto, jak zawsze, podczas spotkania będzie można zapoznać się z tematyką adopcji zwierząt, ich pielęgnacji oraz profilaktyki - dodaje.

"Niech pan nas ratuje"

Do lubelskiego schroniska trafiają nie tylko psy czy koty, ale także węże, jaszczurki czy żółwie. Znajduje się tu bowiem także egzotarium. Od maja - niemal codziennie - dzwonią ludzie, którzy spotkali na swej drodze zaskrońca i - wystraszeni - szukają pomocy. - Słyszę w słuchawce: "Niech pan nas ratuje, bo w ogrodzie czy innym miejscu pojawił się wąż". Jak proszę o przesłanie zdjęcia, to się potwierdza, że to właśnie zaskroniec zwyczajny. To jest najpopularniejszy polski wąż, związany ze środowiskiem wodnym, żyje w okolicach rzek, stawów czy jeziorek. W Lublinie również są, żyją sobie, nikomu nie przeszkadzając - mówi Gorzkowski.

- Mam wrażenie, że wiele osób zapomniało wiadomości wyniesione ze szkoły, że takie zaskrońce mieszkają tuż obok i nie są groźne - dodaje. I tłumaczy, że węża łatwo jest poznać. - Ma charakterystyczne jasne plamy w tylnej części głowy, zwykle żółte. To są węże, które nie są jadowite, nikomu nie zrobią krzywdy - uspokaja.

Zwierzaki, które trafiają w wakacje właśnie do lubelskiego egzotarium, to często okazy zamówione przez internet, za kilkadziesiąt złotych, jako prezent na urodziny, Dzień Dziecka czy na komunię. - Żółwie, jaszczurki, kameleony niestety często trafiają do osób, które nigdy nie powinny mieć żadnych zwierząt - no chyba, że jakieś pluszowe - mówi Gorzkowski.

- Zwierzę kupione za niewielkie pieniądze nagle zaczyna chorować i trzeba wydać na leczenie kilkaset złotych. Wtedy u niektórych osób priorytetem stają się względy ekonomiczne. Taniej będzie wyrzucić i kupić sobie nowe, "niepopsute". Niestety, taka jest rzeczywistość - tłumaczy Gorzkowski. Przez 14 lat działalności egzotarium jego pracownikom udało się uratować ponad tysiąc egzotycznych zwierząt z samego tylko Lublina. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny