Zaraz będzie ciemno. W Lublinie zaciskają pasa i szybciej wyłączają latarnie

Anna Gmiterek-Zabłocka
Miejskie latarnie w Lublinie wieczorem są później włączane, a rano wcześniej wyłączane. Chodzi o oszczędności, bo budżet miasta coraz trudniej dopiąć. To skutek m.in. galopującej inflacji, ale też podwyżek cen energii. W przypadku ulicznego oświetlenia w Lublinie - cena energii wzrosła o ponad 300 procent.
Zobacz wideo

Sekretarz miasta Andrzej Wojewódzki przyznaje, że oszczędności trzeba szukać wszędzie, gdzie się da, bo dochody samorządów są coraz niższe. Powodów jest kilka: zmiany podatkowe, inflacja, podwyżki cen energii, niedoszacowana subwencja oświatowa, a co za tym idzie - konieczność dokładania do oświaty z własnych środków (w Lublinie rocznie jest to ponad 200 milionów złotych).

Stąd decyzja o późniejszym zapalaniu miejskich latarni i wcześniejszym ich gaszeniu. - Staramy się to dostosowywać do warunków atmosferycznych. Wiadomo, że w okresie letnim możliwości są większe, bo dzień jest dłuższy. Choć gdy niebo jest pochmurne, to i tak wcześniej robi się szaro - mówi Wojewódzki.

Zmiana w funkcjonowaniu ulicznych latarni polega na tym, że rano oświetlenie jest wyłączane 30 minut wcześniej niż do tej pory, natomiast wieczorem - latarnie są o pięć minut później włączane. - Zapewne w okresie jesiennym i zimowym te ograniczenia będą trudniejsze do zrealizowania. Pogoda ma bowiem ogromny wpływ, jeśli chodzi o komfort korzystania z przestrzeni miasta, w tym także o bezpieczeństwo, które jest dla nas priorytetem. Będziemy to brać pod uwagę - zapewnia sekretarz miasta. 

Jak tłumaczy, decyzje w sprawie skrócenia czasu świecenia latarni miejskich podejmuje Zarząd Dróg i Mostów. - Jednostka ta może ograniczać zużycie energii poprzez wcześniejsze wyłączanie - do 30 minut, ale musimy to uzgodnić z PGE Dystrybucja. To samo dotyczy włączania oświetlenia, do 10 minut później - wyjaśnia Wojewódzki. 

Gdzie szukać pieniędzy?

Sekretarz przyznaje, że sytuacja finansowa samorządów nie jest łatwa. Zauważa też, że szybsze wyłączanie latarni to nie pierwsze działania, jakie miasto podejmuje, by szukać dodatkowych pieniędzy. - Trzeba podkreślić, że oszczędności były wdrażane już wcześniej, na przykład tworzyliśmy duże grupy zakupowe przy konkretnych zamówieniach tak, by było taniej. (...) Trzeba też pamiętać, że umowy są zawarte na daną cenę, ale gdy umowa się kończy [i trzeba zawrzeć nową], mamy zderzenie z rynkiem - przyznaje Wojewódzki. I podaje przykład papieru biurowego. - Jego cena wzrosła w ostatnich miesiącach prawie o 100 procent. To przekłada się na koszty związane z funkcjonowaniem i realizacją zadań przez administrację samorządową - wyjaśnia nasz rozmówca. 

Podkreśla, że - aby zaoszczędzić - w Urzędzie Miasta Lublin już wcześniej wprowadzono elektroniczny obieg dokumentów, by nie trzeba było wszystkiego drukować. - Ale tam, gdzie obywatel oczekuje wersji papierowej jakiegoś dokumentu, musi go otrzymać - podaje Wojewódzki. Na wcześniejszym gaszeniu i późniejszym włączaniu latarni miasto ma zaoszczędzić około 170 tysięcy złotych miesięcznie. 

Miasto już teraz zastanawia się też, gdzie znaleźć pieniądze na wyższe opłaty za ciepło. Urzędy, instytucje kultury i inne miejskie obiekty trzeba będzie jesienią i zimą ogrzewać. Pojawia się pytanie, czy Lubelskiemu Przedsiębiorstwu Energetyki Cieplnej wystarczy węgla, ale też - z czego sfinansować podwyżki opłat. 

- My oszczędzamy cały czas - mówią nam urzędnicy z Lublina. Podkreślają, że miasto nie wie, na czym stoi. Co chwila wprowadzane są zmiany podatkowe, które przekładają się - najczęściej negatywnie - na budżety samorządów. - W sytuacji, w jakiej znalazły się samorządy, konieczność racjonalizacji i zastanawiania się nad wydatkami stają się coraz bardziej aktualne - podsumowuje Andrzej Wojewódzki. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny