Lublin. Badali pacjentów pod kątem tętniaków. "USG może nam uratować życie''

Anna Gmiterek-Zabłocka
Lekarze naczyniowcy z Lublina przeprowadzili ogólnopolskie badania przesiewowe w kierunku tętniaka aorty brzusznej. Wzięło w nich udział około 20 tysięcy osób. Okazało się, że u blisko 5 procent badanych stwierdzono tętniaki.
Zobacz wideo

Pan Roman nie miał niepokojących objawów, nic go nie bolało. Lekarzowi rodzinnemu nie spodobały się jednak jego wyniki krwi, dlatego trafił do szpitala. Podejrzewano zator płucny. Bardzo szybko okazało się, że to nie zator. - Zrobiono mi USG brzucha i wyszło, że mam tętniaki. Operacja trwała około dwóch godzin. Została wykonana przez pachwinę. Dziś nie czuję żadnych dolegliwości. Oby było tak dalej - opowiada. 

- Polecam wszystkim badanie się, bo USG trwa zaledwie kilka minut. Nic nie boli, a można się przekonać, czy coś nam zagraża - mówi pan Roman, który był pacjentem Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 przy ul. Staszica w Lublinie. I dodaje, że miał w rodzinie przypadek mężczyzny, który z tego samego powodu zmarł. Bo na czas nie zgłosił się na badania. 

Badania lubelskich lekarzy

Lekarze z Lublina w ostatnich czterech latach prowadzili ogólnopolskie badania przesiewowe - sprawdzali jak wielu pacjentów ma tętniaki aorty brzusznej i o nich nie wie. Przebadano ponad 20 tysięcy osób w wieku powyżej 65. roku życia, z czego na samej tylko Lubelszczyźnie 1387 osób. Średnia wykrywalność tętniaków wyniosła 4,3 procent, choć np. w województwie lubelskim było to aż 7,8 procent. U tylu pacjentów zdiagnozowano tę groźną chorobę. 

Z badań przesiewowych wyszło, że osoby, które miały tętniaki, leczyły się na nadciśnienie, chorobę wieńcową i miały wysoki poziom cholesterolu. Do tego bardzo często paliły papierosy. 

- Program badań przesiewowych ma kapitalne znaczenie dla uświadamiania, dla edukacji zarówno chorych jak i lekarzy co do bardzo poważnej patologii, jaką jest tętniak aorty brzusznej. Jest to choroba, która często nie daje żadnych dolegliwości. A kiedy dolegliwości się pojawiają, jest już bardzo późno i chory może zginąć w ciągu kilku minut z powodu pęknięcia tętniaka - mówi chirurg naczyniowy prof. Dariusz Janczak. 

Pacjent po operacji tętniaka aorty brzusznej w towarzysztwie lekarzyPacjent po operacji tętniaka aorty brzusznej w towarzysztwie lekarzy Fot. Anna Gmiterek-Zabłocka/ Radio TOK FM

Ważna profilaktyka

Jak zadbać o profilaktykę? - Kluczowe są okresowe badania kontrolne USG. Do tego walka z tymi czynnikami, które wymieniamy, czyli nadciśnienie, chorobę niedokrwienną serca, palenie tytoniu. Eliminacja tych czynników zmniejsza ryzyko powstania takiego tętniaka - mówi prof. Tomasz Zubilewicz z SPSK 1 w Lublinie. 

Profesor podkreśla, że czynnikiem obciążającym jest również to, że ktoś miał już wcześniej w rodzinie tętniaka aorty brzusznej. - Często jest tak, że operujemy pacjenta na tętniaka, a za rok trafia do nas jego brat, też z tętniakiem. Dlatego w takich sytuacjach rodzinnych koniecznie wykonujmy kontrolne badanie USG. Badamy wtedy średnicę aorty, średnicę tętnic biodrowych. Badanie trwa około pięciu minut i możemy w ten sposób uratować choremu życie - dodaje Zubilewicz. 

Lekarze mówią, że nie ma się czego bać, nawet jeśli konieczna będzie operacja. - Dziś mamy możliwość leczyć chorych w sposób małoinwazyjny. Możemy założyć specjalne stenty przez nakłucia w pachwinach, bez otwierania brzucha. Pacjent wcześnie zdiagnozowany, jeśli nie ma objawów klinicznych, po trzech dniach może wyjść do domu. Dokonał się w tym zakresie ogromny postęp - przekonuje prof. Janczak. 

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny