Kojarzony z ''dobrą zmianą'' sędzia z Lublina nie przeszedł tzw. testu niezależności. Sąd Najwyższy uchylił wydany przez niego wyrok

Anna Gmiterek-Zabłocka
Prezes Sądu Apelacyjnego w Lublinie Jerzy Daniluk - zdaniem Sądu Najwyższego - nie spełnia wymagań dotyczących niezależności. Wyrok wydany z jego udziałem został uchylony, a sprawa skierowana do ponownego rozpatrzenia.
Zobacz wideo

Rozstrzygnięcie dotyczące sędziego z Lublina jest precedensowe, bo Sąd Najwyższy przeprowadził tzw. test niezależności sędziego po raz pierwszy. Napisała o tym "Gazeta Wyborcza". 

Sąd w składzie: Włodzimierz Wróbel, Jarosław Matras i Małgorzata Wąsek-Wiaderek - rozpoznając kasację od wyroku, który zapadł przed Sądem Apelacyjnym w Lublinie - postanowił sprawdzić najpierw, czy Jerzy Daniluk powinien w ogóle w tej sprawie orzekać.

Pojawiły się bowiem wątpliwości co do niezależności sędziego. Wskazano na "okoliczności dotyczące jednego z członków składu orzekającego, które mogą wpływać na ocenę bezstronności sędziego". Dlatego SN poprosił m.in. o akta osobowe Daniluka. Na tej podstawie zapadło rozstrzygnięcie dotyczące "testu niezależności". 

Z racji tego, że "test" wypadł niepomyślnie - wyrok uchylono, a sprawa zostanie przekazana Sądowi Apelacyjnemu w Lublinie do ponownego rozpoznania, co potwierdził nam sędzia Włodzimierz Wróbel. Pełna argumentacja dotycząca decyzji SN ma zostać przedstawiona niebawem w pisemnym uzasadnieniu.

Sędziowie SN w swoich działaniach powołują się na słynną uchwałę trzech Izb Sądu Najwyższego z 23 stycznia 2020 roku. W uchwale tej stwierdzono, że można podważać status sędziów wskazanych przez tzw. neo-KRS. "Sędziowie powołani na stanowiska na podstawie rekomendacji Krajowej Rady Sądownictwa utworzonej na podstawie ustawy z 8 grudnia 2017 r. nie są uprawnieni do orzekania" - stwierdzili wówczas sędziowie Izby Cywilnej, Karnej i Pracy. A Daniluk został powołany właśnie przez nową Krajową Radę Sądownictwa. 

Dlaczego SN w ogóle zajął się Jerzym Danilukiem? To efekt innej sprawy dotyczącej odszkodowania za niesłuszny areszt. W pierwszej instancji sąd przyznał wnioskodawcy 10 tysięcy złotych, ale ten się odwołał, żądając znacznie wyższej kwoty. W drugiej instancji sąd - z Jerzym Danilukiem, który był przewodniczącym składu i sprawozdawcą - przyznał mu 20 tysięcy złotych. 

Sam Jerzy Daniluk - tuż po tym, jak media opisały, że Sąd Najwyższy sprawdza jego niezależność - opublikował oświadczenie. Napisał w nim m.in., że w składzie SN jest sędzia Jarosław Matras, z którym znają się z sądu w Lublinie. "Pan sędzia pozostaje w określonych stosunkach osobistych z sędzią Jerzym Danilukiem, które w sposób oczywisty wskazują na jego brak bezstronności. Te relacje można określić jako wrogie" - wskazał Daniluk. Dodał, że "od sędziego należy przede wszystkim wymagać apolityczności". 

Dalej w oświadczeniu dowodził, że nikt nie ma prawa badać, czy dany sędzia jest właściwie powołany czy też nie. "Powołanie sędziego przez Prezydenta RP jest aktem prawa ustrojowego, polegającym na kształtowaniu substratu osobowego władzy sądowniczej, który (...) nie podlega kontroli sądowej" - napisał Daniluk. Stwierdził, że "badanie ważności lub skuteczności aktu powołania sędziego (...) nie jest dopuszczalne w jakimkolwiek postępowaniu przed sądem". 

"Insynuacje bezpodstawne i upokarzające"

Prezes Sądu Apelacyjnego w Lublinie dowodził przy tym, że w jego sprawie nie zachodzą przesłanki do badania jego niezależności i bezstronności, "(...) a insynuacje na ten temat wysuwane przez członków składu Sądu Najwyższego, są obraźliwe, bezpodstawne, poniżające i upokarzające". 

Uznanie przez Sąd Najwyższy, że Jerzy Daniluk nie jest sędzią niezależnym, oznacza w praktyce, że zachodzi tzw. bezwzględna przyczyna odwoławcza. I właśnie dlatego orzeczenie wydane przez skład sędziowski z jego udziałem musiało zostać uchylone.

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny